Tag: wybory

  • Po co PO pali kota?

    Tak mi przyszło do głowy, i co od razu zaznaczam, jest to tylko i wyłącznie takie moje gadanie. Żadne tam dochodzenie, żadna błyskotliwa myśl – ot przy czytaniu najnowszego Wprost, w którym można przeczytać wywiad Piotra Najsztuba z Januszem Palikotem tchnęło mnie coś.

    Przyjąć muszę jednak pewne założenie. Ani Palikot, ani nikt z wysokich działaczy partyjnych PO głupi nie jest. Zapewne Jarosław Kaczyński by się nie zgodził, ale cóż, Jarosławem nie jestem i ubolewał nad tym nie będę. Zakładam, że ci panowie żyją polityką, gierki są ich ulubionym zajęciem a celem, który chcą zdobyć, jest władza.

    Platforma ma problem. Nie, nie to że kryzys, budżet, związki i inne mało ważne szczególiki. Zbliżają się wybory, które dobrze by było wygrać, tracąc jak najmniej. PiS’em się za bardzo przejmować nie trzeba, w końcu prezes zawsze coś chlapnie. PSL’u w zasadzie nie ma, a dogadywać się z lewicą, zwłaszcza z tą lewicą nikomu nie jest w smak. Najgorsze w tym wszystkim jest jednak to, że naród nie da większości jednej partii. Nie da i już. Więc trzeba się będzie ubrać w koalicję. Jak napisałem – PSL może nie wejść do parlamentu, z PiS’em dogadać się nie można, tym bardziej, że jak tylko dojdą do koryta, to zaczną kombinować jak to zrobić, żeby wysadzić to co jest i wygrać kolejne wybory, całym szlamem obrzucając PO, a z SLD… jak mawiał Korwin-Mikke – białe jest białe, a czerwone jest wredne. A z tym co wredne trzeba ostrożnie.

    I stąd pojawił się pomysł „desantu Palikota”. Po pierwsze, gość jest odważny, niezależny i bezobciachowy. Rozbraja zawczasu wszystkie miny, które mogą wysadzić wyborcze zwycięstwo Tuska, bo panu premierowi można wiele zarzucić – że podnosi podatki, że nie rusza wydatków, że wciąż broni KRUSów, ZUSów i całej reszty co nas obciąża. Ktoś mógłby zacząć zadawać trudne pytania – co z klerem, co z krzyżem, co reformami. A skoro opozycja jeszcze na to nie wpadła i woli się sama kompromitować (bo to że imć prezes jedzie na psychotropach powinno każdemu dać do myślenia), to komuś z okolicy Donalda mogło wpaść do głowy, żeby odpowiednio wcześniej zrobić parę wybuchów kontrolowanych.

    I PO się będzie nadymać, ten i ów będzie w Palikota niedowierzał i wątpił, będą szydzić w jego możliwości organizacyjne i tak dalej i tak dalej, ale.. gdyby PO trochę swojemu nieobliczalnemu działaczowi organizacyjnie (rzecz jasna nieoficjalnie) pomogła, miała by z tego same korzyści.

    Jeśli straciłaby coś ze swojego elektoratu, to naprawdę niewiele. Stracić może za to SLD i to znacznie, bo Palikot chce aktywować ludzi młodych, energicznych, liberalnych. Prawie platformerskich, tyle że już obecną władzą rozczarowanych. Co więcej, Palikot mówi że jeśli tylko stworzy partię, to ta partia chętnie w koalicję z PO wejdzie i będzie na PO wymagać to, co PO od początku chciała realizować… Czyli z jednej strony Platforma może pójść bardziej na lewo, puszczając oko w stronę „solidarnych” a z drugiej będzie mogła krzyczeć że przez Palikota i jego wyborców musi zmieniać politykę emerytalną, wydatki, podatki i wszystko inne co z ekonomią Państwa związane.

    Wychodzi mi zatem, że manewr z Palikotem jest dalece przebiegłym i przemyślanym działaniem PR’owym. Kolejna ucieczka do przodu. Ciekawe, czy zadziała. Bo z drugiej strony, może się okazać, że to tylko medialna wydmuszka…

  • Mam wybór, więc ich pierdolę

    Podobno nadchodzi święto demokracji. Podobno o to walczyło poprzednie pokolenie, abyśmy teraz mogli z podniesioną głową, zgodnie z własnym sumieniem podejmować wybory dotyczące naszego dziś i jutro. Podobno walczyli o to, abyśmy mogli wybierać swoich ludzi na najwyższe funkcje w Państwie. Podobno.

    Podobno w pierwszej turze głosuje się zgodnie z własnym sumieniem, a w drugiej to rozum przejmuje ster. Podobno… słucham serca przed niedzielą i serce mówi – wal się. Tu nie ma człowieka, na którego warto stracić swój głos. Nie ma.

    Nie zagłosuję, na człowieka, który przez ostatnie tygodnie stara mi się udowodnić, że nie jest Jarosławem Kaczyńskim i to ma być rzekomo jego największa zaleta. Nie oddam głosu na Jarosława Kaczyńskiego, bo jest Jarosławem Kaczyńskim, który potrafi zmieniać zdanie gdy tylko jest to dla niego wygodnie. Nie zaznaczę Napieralskiego, który moim zdaniem nie ma mi nic do zaproponowania. Nie wybiorę żadnego innego kandydata, bo oni wszyscy mogą zrobić jeszcze mniej. Dziękuję, postoję.

    Wybory nie są plebiscytem piękności. Nie powinny się sprowadzać do okrągłych słówek, ładnych uśmiechów i wyprasowanego garniaka. To ma być WYBÓR. Kupując cokolwiek wartościowego, rozważam, sprawdzam, analizuję. Doszukuję się wszystkich plusów i minusów. Decyduję. Tu mam mdły obrazek pokazany przez szybkę i wybór ograniczony do samych niesmacznych dań, na widok których, zbiera mi się na wymioty.

    Więc NIE panowie kandydaci. Tak jak WY macie mnie w dupie, tak i ja będę miał w poważaniu Was. Nie będę kreseczką w Waszym rzędzie dusz. Nie postawicie mnie przed ścianą, że Teraz K… My. Nie odbierzecie mi prawa, nie zabierzecie Mi święta, nie wybierzecie za mnie. Mój plan na niedzielę – pójdę, odbiorę kartę i NIE ZAGŁOSUJĘ, na żadnego z Was, bo żaden z Was nie jest wart mojego głosu.

    I cóż z tego, że moje votum zginie jak kropla w oceanie lub źdzbło w stogu siania? Nie robię tego dla Was, nie robię tego dla innych. Robię to dla siebie. Wybieram.

  • Wam NIE wolno więcej!

    Nasi posłowie są rozczulający, a kiedy stają się europosłami, stają się po prostu bezczelni. Swego czasu pisałem o moim kłopocie z posłem Kłopotkiem. Dziś – nie pierwszy zresztą raz – ulubieńcem drogówki stał sie poseł Kurski, który ma w poważaniu przepisy ruchu drogowego, a nawet zwyczajną przyzwoitość.

    Pan EuroPoseł poruszał się z prędkością „dozwoloną plus”, oraz zaparkował tam gdzie mu się podobało, a że stanał na zakazie.. oj czepiamy się. Do tego policja, która go na tym złapała, musiała pokornie skulić uszy, ponieważ wielceszanowny pan Kurski nie miał skrupułów aby pochwalić się swoim Mandatem, który uchronił go od mandatu…

    Za przekroczenie prędkości o 39 kilometrów – pan poseł pomykał po Olsztynie z prędkością 109km/h (gdyby wprowadzono obostrzenie 50tki w mieście jechałby o jedyne 69 kilometrów szybciej niż pozwalaja na to przepisy) – obowiazuje mandat w wysokości 300 złotych. Za parkowanie w niedozwolonym miejscu, kolejnych kilka stów. A pan Poseł co? Z uśmiechem na ustach informuje, że Policja chciała mu pokazać skrót i uświetnić otwarcie jego biura poselskiego.. Czarujące.. Z drugiej strony.. skoro można bezkarnie podpiąć się pod przejazd kolumny pojazdów uprzywilejowanych, to kto by się przejmował ograniczeniami prędkości…

    Obywatelu! Wyborco! Przy najbliższej okazji, miej świadomość, kogo wybierasz. Miej świadomość, że ten człowiek, ma w poważaniu przepisy, które stanowi, które ma bronić, których ma przestrzegać. I ma Cię dokładnie tam, gdzie te przepisy. W dupie.

    Urokliwego pana Posła, wraz z komentarzem Policji można posłuchać na stronach TVN24

  • Internet – tu nie wystarczy być

    Powolutku, choć naprawdę wielkimi krokami, zbliżają się do nas wybory. Zawsze jakieś wybory się zbliżają, tym razem zbliżają sie wybory polityczne. Nigdy nie jest za wcześnie na wybory parlamentarne – przecież wystarczy rozwiązać parlament. Gorzej z wyborami prezydenckimi, tu trzeba czekać całą kadencję. Tak czy inaczej, powolutku dają o sobie znać przyszłoroczne wybory. Zaczyna się robić bagienko, zaczynają się kręcić aferki, jest czym zająć media. Tak… Kampania już niedługo rozkwitnie.

    Rozkwitnie zapewne także w Internecie, w końcu to ważne medium. Będziemy mieli walkę na spoty, słowa, docinki i takie tam. Dlatego też każdy się do interneta pcha. Bo powiedziano, że trza być. Jak być? A to zupełnie inna kwestia.

    Każdy ma coś do powiedzenia. Każdy ma dostęp do tych samych, praktycznie darmowych narzędzi. Skończyła sie era blogów, ponieważ świat przyspieszył i nikt już nie ma czasu na pisanie całymi zdaniami (a może nikt już nie ma nic do powiedzenia w całym zdaniu) i nastała era mikroblogów*. Co to są te mikroblogi i jak je jeść i dlaczego warto z nimi być za pan brat, w sposób miły łatwy i przejrzysty wyjaśnia Paweł Loedl

    Rzecz w tym, że tu (w InterneTU) nie wystarczy być. Trzeba jeszcze mieć coś do powiedzenia. Nie wystarczy mieć konto na Twitterze, Facebooku czy NaszejKlasie. Oczywiście, czynnym politykom jest łatwiej – dostają bonus za bycie celebrytą, za to że mają znane nazwisko i każdy chce.

    — Dygresja —
    Warta zobaczenia prezentacja Pawła Tkaczyka o reputacji w sieci:
    Prezentację obrobił i wrzucił w sieć MediaFun
    — End Of Dygresja —

    Każdemu politykowi marzy się bycie Barackiem Obamą. Każdy więc potulnie zakłada konto na Twitterze i twittuje, ponieważ to jest remedium na całe zło… No to zerkam. Barack ma na Twitterze 2 miliony 296 tysięcy followerów. Nasi politycy – Richar Henry Czarnecki 126, Zbigniew Girzyński 156, Sławomir Nowak – 541… porażająca siła rażenia, chociaż Nowaka cytowali już w TVN24… Swoją drogą, nie bardzo wiem czemu politycy ukochali sobie Twittera… Casus Obamy? Być może… Ale tak jak w Polsce bardziej popularna od Facebooka jest Nasza Klasa, Gadu Gadu od MSN Messengera, tak większą siłę oddziaływania będzie miał zapewne Blip niż Twitter (ale jak to ktoś powiedział, tam można snuć bajeczki, na Blipie trzeba by się zmierzyć z trudniejszą opozycją…)

    Internet działa troszeczkę inaczej, niż tradycyjne media. Po pierwsze, to nie jest kanał do komunikacji, tylko do rozmowy. Po drugie, tu wszystko co dobre/śmieszne/istotne rozchodzi się szybko, a cały syf musi zostać odseparowany (znowu, przyznając rację Pawłowi Tkaczykowi – zaczynamy coraz skuteczniej filtrować treść). Tu nie wystarczy zrobić filmik okraszony iście bawarskim dowcipem, by tłumy piały z zachwytu. Tu nie wystarczy wpleść w oświadczenie treści antyniemieckie, by oszalał cały internetowy świat. Tu wszystko zostaje zapamiętane i wszystko zostaje zweryfikowane. Szybko. Być może dla naszych polityków za szybko.

    Od jakiegoś czasu słyszę, że PiS chce podbić serca internautów. Nie udało się ich zlekceważyć, nie udało się ich obrazić ani ośmieszyć, to teraz będziemy ich w sobie rozkochiwać. Tymi samymi metodami, rzecz jasna. Tylko ja nie jestem pewien, czy Internautów ktokolwiek pytał o zdanie. Nie wystarczy powiedzieć – od dziś jesteśmy z Wami. Nie wystarczy szydzić z konkurentów, by zdobyć poklask. Trzeba mieć coś konstruktywnego do powiedzenia. Podstawowa zasada Internetu. Tu nie chodzi o to, żeby coś wrzucić w sieć i przecież jesteśmy tak genialni, że to zadziała jak wirus. Tu to działa troszkę, jak szukanie „sposobu na blondynkę”. Trzeba zrozumieć, co jest dla niej ważne, trzeba wiedzieć, jak będzie tego szukać, wreszcie trzeba to wprowadzić w sieć tak, żeby sama to znalazła i uznała za interesujące. I – to prawda – znacznie łatwiej pójść do dowolnej TV, siąść przed dowolną kamerą i zacząć nawijać panu dziennikarzowi makaron na uszy. No i jaki efekt od razu…

    Odnoszę wrażenie, że nasi politycy nie mają pomysłu na to, jak sieć wykorzystać. Powielają cudze schematy naiwnie wierząc, że to wystarczy. Nie wystarczy. Internet ma w sobie coś z PR’u. Trzeba znać rozwiązania innych, żeby wiedzieć co jest dobre, ale także po to, aby przypadkiem nie zrobić idealnej kopii czegoś, co już w danym środowisku funkcjonuje, bo to się nie sprawdzi. Fakt – NaszaKlasa nie jest innowacyjnym pomysłem w skali świata, ale w Polsce była pierwszym serwisem, który zagospodarował tą konkretną niszę. Żaden inny serwis społecznościowy (żeby nie wiem jaką miał funkcjonalność) nie podbije serc kopiując schematy NaszejKlasy. Trzeba wymyślić coś nowego i tym zdobyć serca internautów. A na to naszych polityków nie stać. Każdy ma bloga, więc żaden się nie wyróżnia. Każdy ma mikrobloga, ale żaden sie nie wyróżnia. A to chyba nie o to chodzi, aby być polityce takim, jak każdy.

    *W sprawie ery mikroblogów – oczywista bzdura. Mikroblog nie wypiera blogu. On tylko dramatycznie zmienia sposób komunikowania światu nowych informacji. 140/160 znaków wystarczy, żeby sprzedać ciekawostkę, temat, myśl, ale nie wystarczy do tego, aby temat wyczerpać. Mikroblog to po prostu doskonałe miejsce, aby nawiązać kontakt, zaciekawić odbiorcę i sprzedać mu nasze przemyślenia. Taka skuteczniejsza i prostsza metoda, niż zwykły kanał rss, przywiązania do siebie odbiorcy. No i pozwala na dialog, zamiast jednostronnej komunikacji.