Czas to pieniądz – uważaj na kieszonkowców

Pisałem o tym, że czas jest walutą, która zyskuje na wartości. Im szybciej żyjemy, im więcej jest podmiotów, które chciałyby na nas zarobić, tym cenniejszy nasz czas się staje. Na moje oko powinniśmy nauczyć się nim obracać dokładnie tak samo, jak to robimy ze złotówkami czy dolarami… no dobra, to może nie jest najlepsze porównanie, biorąc pod uwagę naszą świadomość zarządzania pieniędzmi. W każdym razie, zachęcam, aby się nad tym zastanowić.

Myślałem, żeby temu tematowi były poświęcone dwie notki – o tym kto nam czas kradnie i o tym, żebyśmy unikali tego, aby się na drobne rozmieniać. Tylko że choć widzę granicę między tymi dwoma wątkami, to jest ona płynna. Kiedy próbuję wyjąć jeden z nich, coś mi kuleje i ciężko mi te elementy pozbierać w sensowną całość. Z drugiej strony, próba spisania tego „na raz” jest za długa. Więc zostaje mi rozbicie tego na części.

Continue readingCzas to pieniądz – uważaj na kieszonkowców

Życie bez telewizji

Kiedy byłem małym chłopcem (hej!) byłem telemaniakiem. Ale takim całkowicie zafascynowanym małym ekranem. Jeśli o kimś był film „smacznego telewizorku” – to właśnie o mnie. Czytałem „Teletydzień” zanim czytałem „Kaczora Donalda”. Takie właśnie miałem grzechy młodości;-) Przynajmniej o takich gotów jestem pisać. 

Dwa lata temu kupowałem telewizor. Taki ładny, taki płaski, taki duży. Długo go wybierałem. Kilka dni po zakupie zdecydowałem się na abonament w telewizji cyfrowej, żeby się telewizor nie marnował. Ale gdy umowa miała się ku końcowi, zupełnie nie było we mnie woli, aby ją przedłużać. Wisienką na torcie byli jeszcze konsultanci, którzy trzykrotnie dzwoniąc przeprowadzali ze mną taką mniej więcej rozmowę:

– A co by Pana przekonało, aby przedłużyć umowę?
– Nie wiem, skoro pan do mnie dzwoni, niech pan próbuje
– Aha… to życzę miłego dnia.

No cóż, Wilka z Wallstreet nie widzieli, nikt im o sprzedawaniu piór nie mówił. Albo ja nie mam szczęścia do konsultantów. Bo że konsultanci szczęśćia do mnie nie mają, to zupełnie inna rzecz. 

Continue readingŻycie bez telewizji

Dlaczego w Polsce nie ma dobrych reklam?

Dlaczego w Polsce nie ma dobrych reklam?

 
Play/Pause Episode
00:00 / 7:09
Rewind 30 Seconds
1X

No to wcinam się miedzy wódkę i zakąskę. A do tego jeszcze pcham się, żeby obcięło mi palce przy stole gdzie siedzą dorośli. Pomyślałem sobie, żeby odnieść się do tekstów Wojtka Michalaka, Dlaczego w Polsce nie powstają dobre reklamy, i nawiązującego do niego tekstu Pawła Loedla, Napraw polską reklamę, proszę u którego znajdziecie jeszcze więcej cennych linków. Więc niniejszym to czynię, czyli wcinam się.

Dobra wiadomość jest taka, że panowie mnie nie czytają, ja się z linkami nie wypuszczam, więc wszyscy będą żyć długo, szczęśliwie i nieświadomie;-)

Zatem… dlaczego w Polsce nie ma dobrych reklam? A dlaczego miałyby być? Od kiedy polska myśl techniczna, artystyczna, kreacyjna jest zachwycająca? Zachwycająca w całej swej rozciągłości i masie? Kiedy ostatnio masowo produkowaliśmy genialne książki, fantastyczne seriale, wiekopomne filmy? Dlaczego w kraju, w którym książek się nie czyta, filmy się piraci a za pracę w agencjach płaci się raczej dyskretnie, miałyby powstawać świetne reklamy? Continue readingDlaczego w Polsce nie ma dobrych reklam?

Czego nie blokuje adblock?

Od jakiegoś czasu natrafiam na komentarze wydawców internetowych (choćby tu) że korzystanie z adblocków to zwyczajne świństwo i praktyka nieuczciwa. Chyba nawet spotkałem się z porównaniem do kradzieży. Dzisiaj trafiłem na taką odpowiedź w kontekście wiary w to, że korzystanie adblocka poprawia jakość treści w Internecie:

– Jest to rozumowanie z gruntu błędne, ponieważ to głównie z wpływów reklamowych wydawcy finansują kreację nowych, wartościowych treści o charakterze informacyjnym, edukacyjnym czy rozrywkowym – tłumaczy Robert Wielgo, członek zarządu Związku Pracodawców Branży Internetowej IAB Polska.

Jak dodaje, to czytelny sygnał, że podejmowane przez IAB Polska inicjatywy informacyjne i edukacyjne powinny być kierowane nie tylko do branży i reklamodawców, ale także do ogółu użytkowników Internetu.

Continue readingCzego nie blokuje adblock?

Bełkot marketing

Jeśli masz styczność z marketingiem internetowym, na pewno wiesz, że content is the king. Różnie z tym contentem bywa, ale stawiam złotówki przeciw orzechom, że niezależnie od tego, czy masz do czynienia z niszowym produktem, rozwijasz swoją markę osobistą, czy opiekujesz się bytem o międzynarodowym zasięgu, już kilkukrotnie powiedziano Ci, że content marketing jest niemal idealną odpowiedzią na wszystkie Twoje zmartwienia i problemy. Poza tym, bez niego, ani rusz. Bo – argumentują – ludzie Cię kupią, jeśli będziesz odpowiedzią na ich potrzeby i pytania. A gdzie homo internetus zadaje prawie wszystkie swoje pytania?

Continue readingBełkot marketing

Jak żyć w tym Social Media, jak żyć? [Wpis bardzo archiwalny]

Każdy, kto pisze ma pewnie swoje archiwum, w którym zbiera także te teksty, które światła dziennego nie ujrzały. To jeden z moich. Pisany w październiku 2011 roku, czyli gdzieś pomiędzy ponad cztery lata temu a prawie pięć lat temu. Popełniony z myślą o Mediafun Magazynie, choć Mediafun o tym wcale wiedzieć nie musiał, w każdym razie Piotr powiedział – to jest ciekawa marketingowo sytuacja, dzieje się dużo, napisz, ja ich znam, podrzucę, może opublikują po znajomości (po znajomości zawsze łatwiej).
Napisałem, ale nie opublikowali. Nie wiem czy Piotr uznał że nie warto słać dalej, czy znajomi uznali, że nie ma tu jednak tego czegoś. A może nie wyszedł już żaden kolejny numer magazynu… W każdym razie – publikacja się nie wydarzyła. Ja z kolei, z jakiegoś powodu uznałem, że u siebie tego publikować nie będę, bo… no wydało mi się to nie na miejscu. Ale skoro już jeden coming outowy tekst popełniłem, to czemu nie wykorzystać i tej staroci.. Ciekawe czy jest w niej jeszcze choć trochę merytoryki…

Continue readingJak żyć w tym Social Media, jak żyć? [Wpis bardzo archiwalny]

Dlaczego zadaję tyle pytań?

To będzie wpis chyba nieco ekspiacyjny. Może nawet delikatnie „coming outowy”. To także wpis co sobie sezonował, bo pierwszy raz w mojej głowie pojawił się rok temu. Teraz dojrzał, by go w słowa ubrać.

Mam taką, zdaje się niejednokrotnie potwornie irytującą, manierę zadawania pytań. I w pracy, i w domu, i poza domem. Co gorsza, zwykle jest tak, że na jednym pytaniu się nie kończy, a najlepsza nawet odpowiedź zazwyczaj nie gwarantuje, że przestanę drążyć. Raczej im lepsza odpowiedź, tym większą mam ochotę pytać dalej. Co więcej, czasem pytam nawet wtedy, gdy kolejne pytania nic nie wnoszą. Pytam także wtedy, gdy znam odpowiedź (albo wydaje mi się, że znam odpowiedź).
Continue readingDlaczego zadaję tyle pytań?

Zaprzyjaźnij się z dwiema wirtualnymi walutami

Są takie waluty w Internecie, które możesz wydawać bez żadnych kosztów, czy wysiłków. Nic Cię nie kosztują, a mogą wiele zdziałać (choć prawdę powiedziawszy, wiele materialnego za nie nie kupisz). Wbrew pozorom nie są one pochodną Eurogąbek i mają większe znaczenie, niż lajki na fejsie. Nie mają takiej siły zakupowej, jak bitcoiny, ale powinnaś / powinieneś o nich wiedzieć. I z nich korzystać. Czemu? Bo śmiem twierdzić, że mogą przynieść dużo dobrego.

Continue readingZaprzyjaźnij się z dwiema wirtualnymi walutami

A czy Ty weryfikujesz informacje, którymi się dzielisz?

Od ponad dekady żyjemy w XXI wieku. Ta dekada upływa pod znakiem informacji. Nie pamiętamy (a coraz większa część z nas nie zna) świata bez Internetu, bez wszechobecnych telefonów komórkowych, bez wszechwiedzy dostępnej na wyciągnięcie ręki. Wszyscy wiemy, jak z niej korzystać. Już nie potrzebujemy gromadzić wiedzy, nie potrzebujemy zapamiętywać faktów czy reguł, nie potrzebujemy uczyć się tabliczki mnożenia. Być może już niedługo nie będziemy potrzebowali się nawet uczyć języka, bo albo usługa tłumaczeń „over the air” będzie – jak Internet – szybka, wygodna i wszechdostępna. Zapewne wkrótce ktoś sprytny znajdzie sposób na to, aby zacząć się komunikować na poziomie myśli, a nie słów i wtedy też będzie (przynajmniej pozornie) prościej.

Czy XXI wiek oprócz przynoszenia tak wielu ułatwień i udogodnień, przyniósł nam jakieś nowe wyzwania?

Blisko cztery lata temu pisałem o tym, ze Internet stał się współczesną stajnią Augiasza. Mamy tu przeładowany teatr rozmaitości, targ na którym znajdziesz wszystko. I o ile wtedy skupiałem się na tym, że dobrze by było ten targ uporządkować, o tyle tym razem mam wrażenie, że trochę problematyczne jest to „wszystko”. Bo wszystko, niestety nie oznacza wszystkiego co dobre. A raczej oznacza jedynie „wszystko co dobre”, w tym zbiorze znajdziemy też wszystko co głupie, śmieszne, straszne ale też wszystko co błędne. Błędne przypadkiem, lub błędne celowo. Continue readingA czy Ty weryfikujesz informacje, którymi się dzielisz?

Kilka luźnych spostrzeżeń

Skoro pojawia się myśl za długa na twitta, a zbyt krótka na wpis pojawia się pytanie, co z nią zrobić. Zapomnieć? Przeedytować, żeby zmieściła się w 140 znakach? Zakolejkować na lepsze czasy, które nie nadchodzą? Kiedy tych myśli w ciągu dnia zbierze się kilka jest łatwiej, można dla każdej zaplanować akapit, a potem to już jakoś będzie. Dziś atakowały myśli wychowawczo-religijne, a dalej to już tylko moje spostrzeżenia. Continue readingKilka luźnych spostrzeżeń

Hejt, hejt über alles

Dziś chyba będzie krótko (chociaż obiecać nie mogę, ale w razie jak by co, to „to się wytnie”) i chaotycznie. Tematem hejt, który dotyka każdego z nas pod każdą możliwą postacią.

Oczywiście, hejt nie jest niczym nowym i rozlewa się po sieci od dawna, w zasadzie powoli zaczyna się z niej wylewać. Nie mniej jednak jedno moje małe spostrzeżenie w temacie, nie uczymy się. Nie wyciągamy wniosków. Zamiast głodzić, karmimy trole. Zamiast ignorować – rechotamy. Czasem półgębkiem, czasem z niesmakiem, czasem nieco zażenowani. Ale to rechot słychać. I oczekiwanie na kolejne pożal się boże riposty.

Continue readingHejt, hejt über alles

Internet, tu przecież wszystko jest za darmo

Z punktu widzenia użytkownika, w Internet to miejsce w którym wszystko jest, albo przynajmniej było, a przynajmniej może być – za darmo. Dostęp do najnowszych newsów – za darmo, dostęp do śmiesznych kotków, piesków i dzieci – za darmo, dostęp do znajomych i znalezionych przez nich śmiesznych kotków i piesków również oczywiście za darmo. Do komentarzy – za darmo, do zdjęć – za darmo. Do seriali, wydarzeń sportowych, najnowszych filmów, płyt – za darmo. You name it, they’ve got it. And they are giving it for free… Crazy, right? Right.

Co więcej, rozmaitym firmom również zależy na tym, aby wiele tego, za co dotychczas kazali sobie płacić, dawać za free. Choćby po to, abyś tego posmakował. Abyś spróbował właśnie ich produktu. Częściowo takie zachowanie wymusza konkurencja – jeśli inni dają za darmo, to i Ty zapewne będziesz musiał, ponieważ w przeciwnym razie będą korzystać z rozwiązań cudzych, a nie z Twoich. Continue readingInternet, tu przecież wszystko jest za darmo

Czy spamerzy walczą ze spamem? I dlaczego to muszą być łebscy goście

Jakie jest najskuteczniejsze, najbardziej efektywne narzędzie do komunikacji i reklamy w sieci? I to takie, które dzięki relatywnie niskim nakładom pozwoli w długiej perspektywie zarobić / osiągnąć najwięcej? Social Media? Mobile? Marketing wirusowy? Jeśli ktoś z czytających myśli źe display, to bardzo źle myśli. Podobnie zresztą jak wszyscy, którzy wybrali coś z przytoczonego wyźej zestawu. Emailing proszę drogich czytających. Choć mamy tyle różności do wyboru, w dalszym ciągu najlepiej działa direct email marketing. A najczarniejsza z mrocznych jego odmian jest spam.

Continue readingCzy spamerzy walczą ze spamem? I dlaczego to muszą być łebscy goście

Dlaczego piszę bloga, skoro go (prawie) nikt nie czyta?

Musiałem dodać to prawie, żeby nie było przesadniego dramatyzmu. Ktoś czasem czyta. Co prawda prawie nikt nie komentuje, ale widać nie można mieć wszystkiego:-) natomiast wg liczb czytają nieliczni (nazwijmy Was na potrzeby waszego i mojego ego – elita) i czytającym wyjaśnię, czemu piszę.

Continue readingDlaczego piszę bloga, skoro go (prawie) nikt nie czyta?

Kolejne przyczyny tego, że nikt nie czyta mojego bloga

W uzupełnieniu notki "czemu nikt nie czyta mojego bloga" bez przesadnych wstępów, szukając powodów tego, że wciąż jeszcze nie zostałem bardzo poczytnym blogerem (choć nigdy nie było to celem mojego pisania, ani nie boli mnie to tak bardzo, jak może wynikać z obu notek;-) Więc… pierwsze dziewięć powodów już spisałem. Do głowy przychodzą mi kolejne: Po dziesiąte, bo nie wykorzystuję wszelkich możliwych narzędzi do promocji XXI wiek jest...

Dlaczego nikt nie czyta mojego bloga?

Dziś wpis z wysokiego C. I jeszcze powinienem dodać, że to nie będzie notka pełna łez i żalów i szlochów tylko próba odpowiedzi na to trudne pytanie – co robię źle. Ale jako że tłumaczy się tylko winny, to chyba jednak muszę ze dwa słowa dodać. Nie mówię o sobie bloger ani nie bloguję dla poczytności. O tym dlaczego piszę choć niewielu mnie czyta, też będzie notka (taki mam przebiegły plan). Nie łudzę się, że czeka mnie świetlana promkowa przyszłość, ale ponieważ lubię, gdy moje ego jest łechtane, przyjemnie byłoby wiedzieć, że ktoś jednak poza nielicznymi krewnymi (którym współczuję z tego miejsca) jednak czasem ktoś tu wpadnie, poczyta, uśmiechnie się i popędzi dalej w swoją stronę. A jednak tego nie robią.

Dlatego, postanowiłem spróbować się zmierzyć z tą trudną materią i odpowiedzieć sobie (skoro nikt inny nie czyta), czemu nikt inny nie czyta. Przystępując do ekspiacji (trudne słowo na pralkę) nieśmiało wymienię swoje okołoblogowe grzechy (te autentyczne i te domniemane). Continue readingDlaczego nikt nie czyta mojego bloga?

Facebooka (raczej kiepski) pomysł na budowanie relacji

Wkrótce mi się oberwie, że się uwziąłem. Wciąż ten Facebook i ten Facebook i ciągle tylko Facebook. No dobra, mogę pisać o Facebooku, albo nie pisać wcale. A jak piszę, to przynajmniej trochę mi lżej, więc piszę dalej. Taka autokuracja. Magazyn Brief we wrześniu wydał dodatek poświęcony Facebookowi, a w nim oprócz wielu fantazyjnych liczb i cyferek pokazujący siłę i potęgę Fejsbunia, jest także wywiad z Diego Olivą,...

Kto nam psuje social media?

Ponieważ „social media” może być wiele, wyjaśnię, o które mi chodzi. O te, które towarzyszą nam od chwili, gdy (prawie) wszyscy oszaleli na punkcie niebieskiej literki F. Śmiem twierdzić - taka robocza teoria na moje potrzeby - że „F” był jedynie katalizatorem pewnych zmian, które i tak by się zapewne wydarzyły, wszak działy się swoim tempem. Blogosfera żyła i rozwijała się prężnie, ze znajomymi „gadaliśmy” przez gg, a...

Facebooku*, so long and thank you for the fish**

Podobno bardzo trendy jest kasować swoje konto na fb. Podobno wynika to z coraz bardziej agresywnej polityki dotyczącej prywatności użytkowników stosowanej przez ludzi Zuckerberga, albo z jakąś mniejszą lub większą wpadką, albo dlatego (ale to chyba przede wszystkim w stanach) że są tam nasi rodzice, a nie koniecznie chcemy by wiedzieli wszystko, czym dzielimy się ze znajomymi. Może nawet to my niekoniecznie chcemy wiedzieć, czym dzielą się nasi...

Nie oceniaj filmu po zwiastunie, czyli rzecz o konsumowaniu rzeczywistości

Pytanie zawarte w tytule napadło mnie, gdy na jednym z portali wpadł mi w oko artykuł o nowej polskiej produkcji ”bez wstydu", która już niedlługo zostanie pokazana na fetiwalu w Gdynii. Do artykułu był dołączońy zwiastun, który bez przekonania postanowiłem obejrzeć. Najpierw przestraszyłem się tematu i tego, że może być poteraktowany zbyt płytko, ale w miarę uchylaniakolejych fragmentów doszedłem do wniosku, że może jednak warto akurat temu filmowi...

Dziewczyna liże… namocniejsza reklama Nocy Reklamożerców 2011 [18+]

Od razu zaznaczam, że owo 18+ to wymaganie Youtube'a, nie moje... W każdym razie, tą właśnie reklamę organizatorzy nocy reklamożerców zostawili na koniec wczorajszej uczty - uczty nie w 100% smakowitej, ale całkiem całkiem smacznej. Żeby nie przedłużać, zobaczcie sobie, dlaczego to robi wrażenie... A zresztą, zanim coś prawdziwie dającego popalić, namiastka od Axe, czyli propozycja: "How to clean your balls": Ok, wywołało to lekki uśmieszek, ale "nie...

Flashmob – jednak nie wszystko i nie dla każdego

To takie proste. Wymyślasz scenariusz, wciągasz w to ludzi, stawiasz kamery, potem kręcisz, montujesz, wstawiasz w sieć i już jest wypas. No chyba że nie jest. Wtedy wychodzi tak: Najbardziej podoba mi się zaangażowanie uczestników, przyjemność którą czerpią z całej zabawy. No wypas. Z czystej ciekawości, do której sekundy wytrzymaliście? Bo, jeśli Wam mało, to można obejrzeć jeszcze (nigdzie indziej nie publikowane) materiały nieoficjalne. Brzmi groźnie i równie...

Reklama musi wychodzić do klienta…

Już nie wystarczy niezły claim, już nie wystarczy naga pani (choć tej nigdy nigdy dość). Teraz trzeba umieść do człowieka wyjść, zainteresować go, zaskoczyć, wciągnąć do zabawy. Bo człowiek, to potencjalny klient.. A, co więcej, jak mu się (znaczy człowiekowi) spodoba, to lada moment powie o tym swoim kolegom i koleżankom i znowu zakres potencjalnych klientów się zwiększy. I tak oto akcja z Paryża dociera i do Was......

Youtube niejedną ma twarz

Programista, to z założenia geek. Taki gość siedzący w wyciągniętym swetrze, w okularach, które z mody wyszły mniej więcej wtedy, kiedy on przyszedł na świat i z poczuciem humoru dla ogółu całkowicie niezrozumiałego. Biznesman to taki bardzo poważny pan, co zamiast źrenic ma równie szybko rosnące $, który musi twardo stąpać po ziemi bo przecież takie są reguły tego naszego brutalnego świata. Na całe szczęście, od czasu do...

Co odróżnia wielkich, od nas, tych troszkę mniejszych

Jakiś czas temu oglądałem bardzo przyjemny film, "Good year" i chociaż mi się podobał, nie sądziłem, że będę się do niego często odwoływał. Zwłaszcza do jednego dialogu: - Ask me, what is the most important thing, in comedy? - What is the most important thing in comedy? - Timing! I, wychodzi na to, nie tylko w komedii istotne jest wyczucie czasu, ale także błyskotliwość i cięta riposta (na...

Flashmob(?) w Krakowie

Jak zawsze podkreślam - bardzo lubię tą formę reklamy i zabawy, bo dobrze zrobiony flashmob ma wielki potencjał wiralowy. Jest coś takiego w nas, że chcemy patrzeć jak się ludzie bawią i chętnie się tą pozytywną energią dzielimy. Bo to właśnie o energię chyba chodzi.. Oglądając dobry viral, oglądając dobry flashmob powinniśmy mieć uczucie niedosytu, wynikające z tego, że tam nas nie było. Jeśli tego brakuje, to znaczy,...

T-Mobile viraluje o królewskim ślubie.. tylko, czy ja już tego gdzieś nie widziałem?

Zazwyczaj rozpływam się nad kolejnymi realizacjami viralowymi T-Mobile, bo większość z nich jest a) wyjątkowa b) świetnie zrealizowana i wreszcie c) skuteczna. Były tańce, śpiewanie, otwarcie 24 sezony Oprah - za każdym razem był szoł. Teraz t-mobile postanowił wykorzystać szum, jaki narasta w związku ze ślubem księcia Williama... Zapewne miało być fajnie, wychodzi skutecznie, ponieważ jak pisze Interaktywnie.com filmik oglądnęło już kilka milionów ludzi, a pewnie będzie więcej...

Ucz się dziecię ucz…

Nader często staram się odwoływać do kwestii logicznych, moim zdaniem rozsądnych. Staram się argumentować, staram się wnioskować, staram się wreszcie przekonać do swoich racji, ponieważ uważam je za zasadne. Dopuszczam (czasem), że się mylę, ale zazwyczaj proszę o kontrargumenty. Zwykle wtedy dowiaduję się, że nie da się ze mną dyskutować, albo że dyskutować nie potrafię. Wtedy właśnie znajduję się w kropce, ale możecie mi wierzyć lub nie, staram się zmieniać i szerzej otwierać na zdania alternatywne.

Dyskusja ma znaczenie i sens wtedy, gdy można spierać się o fakty, kiedy można bazować na wiedzy – kiedy są jakiekolwiek punkty, stanowiące podporę do przyjmowania takiego lub innego stanowiska. Kluczem jest więc wiedza, którą najlepiej i najczęściej wynosimy ze szkoły. Tzn. wynosiliśmy, bo mam wrażenie, że w ostatnich latach i to się zmienia… i to nie w tą stronę, którą powinno…

czytaj dalej »

Back to Top
Otrzymuj nowe posty na maila ;)Jeśli zainteresował Cię ten wpis, zostaw swój email i bądźmy w kontakcie.

Otrzymasz jednego maila w tygodniu, publikowaną w piątki tygodniówkę. Oraz niecodziennego maila od czasu do czasu;-)

Dlaczego proszę Cię o email? Poznaj moje argumenty »