4 - tyle minut czytania

Miałem i powinienem był o tym napisać w piątek, czyli niedługo po tym, jak doszło do tragedii w Rudzie Śląskiej. Powinienem był też napisać w sobotę lub w niedzielę, bo wszystko co chciałem napisać przez te trzy dni zostało już powiedziane, a ja będę brzmiał, jakbym po innych powtarzał. Ale boję się, że jeśli nie napiszę tego dziś, jutro będę o kolejny dzień spóźniony.

Generalnie, na hasło „górnik” w mojej głowie pojawia się okładka z Newsweeka z przed mniej więcej czterech jeśli nie pięciu lat. Wtedy to górnicy domagali się w Warszawie dopłat, albo zwolnień, albo czegoś innego. Efekt był taki, że w stolicy była zadyma, sejm oczywiście wszytko gładko klepnął (chyba byliśmy przed wyborami), a poniedziałkowy tygodnik na okładce dał wściekłego, czarnego górnika robiącego „porządki” wymachując wielkim kijem, a wszystko to zostało okraszone hasłem – DAWAĆ KASĘ! No i dali. Zawsze dają. Nie dawała tylko Thatcherowa, ale to było dawno, w innej rzeczywistości i wtedy to my byliśmy łamistrajkami. Górnicy dają radę wszystkim. Bo jest ich dużo, bo są silni, bo mają odpowiednią przeszłość. Strach pomyśleć, co by się działo, gdyby ktoś kiedyś postanowił się im przeciwstawić. Hasło Pacyfikacja Górników sprawia, że wszystkim polskim politykom dęba stają wszystkie włosy – na głowie, na karku, na plecach i gdzie tam jeszcze te włosy mają. Tylko Oleksemu nic nie staje. (Dygresja poniżej poziomu, ale nie mogłem się powstrzymać… ) No, ale on będzie kur… jak brzytwa.

Nie zmienia to jednak faktu, że w piątkowe południe po informacji o wybuchu metanu w Kopalni, ukłuło mnie. Nie jestem specjalnie wrażliwym typem, ale w tej pracy jest coś, co mnie przeraża. Przyjmuję argument, że ryzyko jest tu nieodłącznym elementem – ale też za to ryzyko, górnicy są wynagradzani. Z jakiegoś powodu, wciąż taniej jest wysłać pod ziemię człowieka, a nie maszynę… Może to kwestia kosztów.. i wyprodukowania takiej maszyny i ewentualnej straty w wypadku.. yy.. w wypadku wypadku. Tak czy inaczej, codziennie ci ludzie schodzą kilometr pod ziemię. Wiecie ile to jest kilometr? Wiecie ile zajmuje Wam przejście jednego kilometra?

Proponuję eksperyment myślowy. Przypomnij sobie, ile musiałaś/musiałeś iść do szkoły. Spróbuj na tej drodze, wybrać sobie odcinek o długości 1000 metrów – ponieważ 3 kroki to mniej więcej dwa metry, więc jest to odległość jaką przemierzasz w 1500 kroków. To naprawdę całkiem konkretny spacerek. To pięciokrotna długość boku krakowskiego rynku. Teraz wyobraź sobie, że cały ten dystans wypełniony jest ziemią, skałą i innymi świnstwami. I cały ten szmelc „postaw” sobie na głowie. Wyobraź sobie, że sufit o grubości 1000 metrów dzieli Cię od świeżego powietrza. Że jest ciemno, wilgotno, ciasno i zaczyna być piekielnie gorąco… Mnie się robi conieco klaustrofobicznie i bardzo, bardzo nieswojo. Bo tam nie ma ratunku. W zasadzie każdy, kto z takiej katastrofy wychodzi żyw, doświadcza cudu. Dlatego mnie coś tknęło.

Podejrzewałem, że prezydent ogłosi żałobę – po prostu ma w tym lekkość. Irytowało mnie to, że media zwykle karmiące się takimi informacjami, wolały komentować do znudzenia wydarzenia związane z walką o to, kto wejdzie a kto nie wejdzie do gmachu tvp – to był temat dnia. Górnicy – nie warto się tym przejmować. Prezydent czekał – on ma czas. Przemówił w sobotę, ogłaszając żałobę narodową, która miała rozpocząć się… w poniedziałek. Bo… wcześniej wywołała by duże trudności organizacyjne. Tak więc od poniedziałkowego ranka smucimy się, ale wcześniej trzeba się bawić na dożynkach. Brzmi to absurdalnie, ale odnoszę wrażenie, że żałoba została ogłoszona od poniedziałku, bo w weekend Prezydent chciał sobie potańczyć i pokazać się z dobrej strony na dożynkach (co prawda wybory dopiero za rok, ale dla niektórych to _już_ za rok)… Cóż.. Prezydentowi się nie odmawia… Nie mniej jednak, dla mnie jest to mocno niesmaczne. A prezydent powinien się takich „niesmaczności” wystrzegać.

Wreszcie.. może warto by się było nauczyć czcić ważne, smutne wydarzenia w sposób inny, niż ogłaszajac żałobę narodową. Nie chcę określania wartości tragedii na podstawie ilości osób, które zginęły. Nie chcę, by każda „grupowa” śmierć była od razu podstawą to obniżania flag i odwoływania masowych imprez. Chcę, by ludzie władzy (ale nie tylko oni) potrafili godnie oddać cześć ludziom, których okrutnie dotknął los. Tylko tyle i aż tyle.

Podyskutujmy

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.