4 - tyle minut czytania

Nie wiedzieć dlaczego, za każdym razem kiedy w Polsce nieśmiało otwiera sie okienko transferowe, zadaję sobie dwa pytania, wciąż żałując że nie mogę zadać sobie trzeciego. Pytanie pierwsze – kto z polski wyjedzie, a raczej komu uda się uciec. Pytanie drugie – kto do polski wróci, z mniej lub bardziej niepyszną miną. Pytanie, którego sobie nie zadaję, to jaką gwiazdę uda się do naszej ligi ściągnąć.

Jeśli chodzi o to ostatnie, to raczej nie spodziewajmy się wielkich nazwisk i wielkich kwot. Po pierwsze nas nie stać, po drugie mimo wszystko jesteśmy za słabi. No bo przecież kto mając troszkę w głowie, troszkę w nogach i odrobinę możliwości wybierze kraj, w którym wiele nie zarobi (na szczęście wiele także nie wyda), wiele się nie nauczy, a puchary skończą się gdzieś na przełomie sierpnia i września. No, może zahaczą o październik. W ostatnich latach szansa, że piłkarz trafi do klubu, który będzie grał w grudniu wynosiła 1/16. A to i tak jest jak na nasze warunki bardzo duża szansa. Gorsza wiadomość jest taka, że nie ma przesłanek, do tego by wierzyć, że piłka w Polsce się rozwinie. Nawet niechby drgnęła, niechby ktoś spróbował wyrwać, lub chociaż przepchnąć z tego błocka, w którym się znajduje. Póki co, z nikąd ratunku. Jedźmy dalej, nikt nie woła.

Kto wróci… Ponieważ kilku piłkarzom udało się uciec, regularnie nadchodzi czas powrotów. Z miną raczej mało radosną, za to z bagażem doświadczeń i kilkoma golami strzelonymi na obczyźnie. Pretekstem do całego tego rozważania, jest powrót Marcina Mięciela do Legii, którego w Warszawie wtpatrują troszkę jak kania dżdżu, wierząc że oto pojawił się ten, co razem z Chinyamą zapewni Legii Mistrzostwo, zdobywając dla Wojskowych dziesiątki bramek. Dziesiątka do dobre słowo, ponieważ Miętowy tą magiczną liczbę strzelonych bramek w sezonie przekroczył raz. W 30 spotkaniach w 2000 i 2001 roku zdobył dla Legii 13 bramek. I… tyle. Wcześniej zdobywał mniej niż 10, a to wcześniej było… co najmniej 10 lat temu. Miętowy nie jest pierwszej świeżości napastnikiem, ma blisko 34 lata, ciężko będzie od niego oczekiwać przyspieszenia, zwrotności… Trudno mi uwierzyć, aby zbawił Legię.

Wyjeżdza wielu, wracają prawie wszyscy, nieliczni wciąż mają dość sił i blasku by błyszczeć na krajowych boiskach, tylko że tych nielicznych to można na palcach policzyć. Co gorsza, więcej jest tych którzy wrócili, i wtopili się w ligową rzeczywistość, zarabiając a zarazem zajmując miejsce młodym. Inna sprawa, że młodych, ambitnych, gotowych walczyć o miejsce w składzie też wielu nie ma, ale to też nie całkiem ich wina.. Im ćwiczyć nie kazano, a raczej nie ma ich kto i gdzie uczyć piłkarskiego fachu.

Zatem Ci co mają talent i – znowu – dość oleju w głowie, uciekają czym prędzej. Gwiazdy Mistrza Polski potrafią uciec do średniaka europejskiego z Niemiec czy Szkocji – i nawet tam nie pokazać nic, Nasi Najlepsi potrafią odejść do niższej ligi włoskiej czy hiszpańskiej, byle tylko nie grać u nas. Decydują się na Rosję, Turcję, Austrię, Norwegię, Ukrainę – bo tam są lepsze warunki (i te przy kasie i te na boisku) a i szansa gry w Europie lepsza. Więc uciekają. Tym razem uciekło Serce Lecha Poznań. Trochę za perspektywą lepszej gry, niewątpliwie nie lekceważąc pieniędzy, nie bardzo przejmując się tym, co dalej z europejską wizytówką polskiego futbolu AD 2009 – Lechem Poznań. Wizja gry o Ligę Europejską oraz walki o punkty w Ekstraklasie była wystarczającą motywacją wyjazdu do Kazania. Swoja drogą, to każe zapytać, czy skoro Lecha opuszcza Kapitan, to klub będzie się nadal rozwijał i na ile wynik sportowy był efektem wykonanej przez poznaniaków pracy – nie chodzi mi o korupcję, chodzi mi o to ile w wyniku Lecha było umiejętności, a ile szczęścia, które jak wiadomo bywa zmienne. No ale to temat na zupełną inną rozprawkę.

Stawiam więc sobie pytania, na które odpowiemy za jakieś dwa miesiące. Kogo już nie zobaczymy, kogo zobaczymy znów, i kogo nie uda się ściągnąć.

Tekst został także opublikowany na 11.pl

Podyskutujmy

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.