Gdy bańka pęknie

Zauważyliście, że ostatnio dobrze nam się żyje? Otaczamy się mądrymi ludźmi, wszyscy myślimy podobnie, wyznajemy te same wartości. Oszołomy są gdzieś tam, daleko, ale cywilizacja trzyma się mocno, chroniąc się, chroniąc nas przed barbarzyńcami.

W zasadzie nie mamy poważnych zmartwień, nie znamy głodu, chłodu czy ubóstwa, z poważnych problemów przejmując się tylko tym, że ta czy owa reklama okazała się jednak manipulacją, a ten czy ów produkt jest wystarczająco wege. Cudowne czasy.

Przypuszczam, że to jeden z nieprzewidzianych efektów algorytmów socialmediowych. Pojęcie baniek czy bąbelków w social mediach nie jest niczym nowym – zjawisko już znane, opisane, zbadane i potwierdzone. Ponieważ lubimy mieć rację, otaczamy się ludźmi, którzy się z nami zgadzają, niezauważalnie separując od tych, którzy mają inne poglądy. Teraz zresztą dość łatwo przychodzi nam wykluczanie opinii i danych które są nam nie po myśli – dajemy unfollow i świat staje się znośniejszy.

Równocześnie słuchając tych, z którymi opiniami się zgadzamy, przyjmujemy ich narrację, i tych spoza naszego kręgu z łatwością nazywamy czarnogrodem, ciemnogrodem, baranami, idiotami, kłamcami, oszustami, manipulantami, hołotą, zdrajcami.
Continue readingGdy bańka pęknie

Gdy wydawanie pieniędzy nie boli

Pamiętam, jak kilka lat temu w korporacyjnym sklepiku dokonywałem jednej ze swoich pierwszych płatności kartą zbliżeniową. Zakup nie był duży, pewnie bułka (raczej dwie), sok pomarańczowy i pastella z suszonych pomidorów. Lata mijają a zestaw wciąż ten sam… jedyne co się zmieniło, to napój mleczno-kawowy (latte) został zastąpiony espresso. Podszedłem do kasy, wyjąłem kartę, zbliżyłem, piknęło, zakup dokonany. Ale że już? Już. No tak to działa.

Pamiętam, że coś mi wtedy zazgrzytało. Wydało mi się to wręcz zbyt proste, aby mogło być prawdziwe. Zbyt łatwe. Proces płatności sprowadził się do prostego piiiiik; Jakie to fajne, jakie to przyjemne, jakie to… trudne do ogarnięcia moim małym rozumkiem. I wydaje mi się, że niesie to za sobą, dość poważne konsekwencje. Continue readingGdy wydawanie pieniędzy nie boli

Dlaczego zostałem sponsorem, to znaczy patronem

Historia jest absurdalnie krótka i dowodzi, że choć jestem centusiem z Krakowa, bywam też wydatkowo nierozsądny i impulsywny. Wszystko zaczęło się od linku podrzuconego przez Pawła. Nie było nawet jednego komentarza, było jedynie wrzucone – https://patronite.pl/maltreting; Od kliknięcia (bo zwykle wierzę Pawłowi i klikam w to co podeśle) do decyzji „wspieram” minęło niewiele czasu. Impuls, dobrze pomyślana nawigacja i już jestem chudszy o kilkanaście złotych. Sorry Maltreting, ale jeszcze nie zdecyduję się na najwyższy pakiet. Ale może jeszcze kiedyś, kto wie…

Nie chodzi więc o to jak to zrobiłem, ale dlaczego. Dlaczego z własnej nieprzymuszonej woli zdecydowałem się płacić za coś, co mogę mieć w zasadzie za darmo. Bo w Internecie wszystko jest za darmo 😉 Moją motywacją nie było także to, co autor obiecuje w swoim profilu… Nie to, że to nie są fajne rzeczy, ale… no nie dla mnie. Więc dlaczego? Continue readingDlaczego zostałem sponsorem, to znaczy patronem

Słowa mają moc – Feedback, czyli informacja zwrotna

Zacznę od prehistorii. Kilka lat temu miałem ogromną przyjemność prowadzić szkolenia przygotowujące liderów i rachmistrzów do Narodowego Spisu Powszechnego w zakresie obsługi telefonu i aplikacji mobilnej, która ten spis wspierała. Sama praca była nader ciekawa, możliwość sprawdzenia się w nowej roli, duża intensywność i przy okazji niezwykłe doświadczenie „występowania” przed ludźmi. Przeprowadziłem pewnie koło 40 szkoleń, w tym 30 samodzielnie a 10 w duecie. Do dziś pamiętam, jak ważna była herbatka i coś na gardło w każdej przerwie.

Każde szkolenie kończyłem klasycznym:

„Szanowni Państwo, za chwilę rozdam karteczki, które pozwolą Państwu ocenić tak samo szkolenie, jak i prowadzącego. Gorąco zachęcam do przekazania mi uwag, zwłaszcza krytycznych, gdyż jest to jedyny sposób, aby ułatwić życie następnych uczestników”.

Brzmi jak frazes, ale dla mnie to było ważne. Oczywiście, super się czyta, że wszystkie szkolenia powinny być takie jak to, które przeprowadziłem, ale to z czego mogłem czerpać najwięcej, była rzeczowa krytyka. Wskazanie błędu. Nie pastwienie się, ale zwrócenie uwagi – tu i tu był taki a taki błąd. Pamiętam „powinien Pan być bardziej asertywny” i „mówimy ‚tę’ a nie ‚tą’.” Z asertywnością chyba nie mam problemu, co się zaś tyczy kwestii „tę” i „tą” o ile pamiętam, obie formy są dopuszczalne w mowie, acz „tę” jest bardziej poprawna. Continue readingSłowa mają moc – Feedback, czyli informacja zwrotna

A to wszystko miało trwać, najwyżej pięć lat

Pamiętam, jakby to było wczoraj. Pierwszy dzień w nowej pracy. Pierwsza wizyta na drugim piętrze w korporacyjnym biurze i pierwsze w życiu zderzenie z open space, na którym siedziało ponad 150 osób. Pamiętam też towarzysząca mi gwałtowną potrzebę ucieczki. Na przekór zostałem 😉 I tak trwam.

Właśnie rozpoczyna się siódmy rok mojej pracy w Tesco, a to nadal nie jest szkic na mój pożegnalny mail. Wczoraj usłyszałem – pilnuj się, bo jak się zapomnisz, to następnym razem ockniesz się przy dwucyfrówce.
Continue readingA to wszystko miało trwać, najwyżej pięć lat

Po co niecodziennemu fejsbuk

Bardzo dobre pytanie. Lubię takie. Trochę w moim stylu. Nawet bardzo w moim stylu, skoro sam je nie raz zadałem. Nawet publicznie. O tu je zadałem. Oczywiście, że na fejsbuku… Tym bardziej że do Fejsa stosunek mam nieco… chłodny. Ooo tu – Fejsbuku cześć i dzięki za ryby, Fejsbuka kiepski pomysł czy Kto nam psuje social media.

A mimo to, od miesiąca Niecodzienny jest na fejsie i choć spektakularnych wyników brak, to powodem tego braku jest chyba przede wszystkim moje nieogarnięcie tematu i brak pomysłu na komunikację tam. I pewne wątpliwości, czy ja naprawdę i aby na pewno chcę tam z Niecodziennym być. I jak to jest, że na fejsbuku niecodzienny jest, skoro moje podejście do tematu w zasadzie się nie zmieniło… Continue readingPo co niecodziennemu fejsbuk

A jeśli miłość nie jest lekiem na całe zło?

Zastanawialiście się kiedyś, czym jest miłość? Nawet więcej, zastanawialiście się, kto nas uczy tego, czym jest miłość? Co pomaga nam definiować to uczucie, co wchodzi w jego skład? Na wszelki wypadek dorzucamy sobie jeszcze takie określenia jak „wielka miłość”, „prawdziwa miłość”.

I doprecyzuję, że chodzi mi tu o miłość między dwojgiem początkowo obcych sobie ludzi. Nie chodzi mi o miłość braterską, która jest chyba pewną wersją przyjaźni. Nie chodzi mi także o miłość macierzyńską/tacierzyńską, bo ta jest raczej… Gatunkowo ewolucyjna i bliska chęci przetrwania. Chodzi mi o tę miłość, którą chłopak (dziewczyna) chce wyznać dziewczynie (lub chłopakowi) ze swoich marzeń i snów. Continue readingA jeśli miłość nie jest lekiem na całe zło?

Krytyka totalna 2.0

Dziś będzie wpis o mediach, komunikacji i polityce. No tak jakoś wyszło. Przyczynkiem do wpisu jest sytuacja, jaka miała miejsce w zeszłym tygodniu, kiedy ktoś opiekujący się profilem społecznościowym Ministerstwa Kultury i dziedzictwa narodowego postanowił życzyć maturzystom powodzenia, ale niestety język giętki oddawszy to, co pomyślała głowa, wywinął mu jeszcze orzełka i życzenia złożył maturzystą. W tym miejscu przepraszam wszystkich językowych purystów, no ale wiecie – klawiatura nie takie rzeczy potrafiła przyjąć. Tu wpisujący się zreflektował i dość szybko błąd iście bolesny* poprawił, ale Internet nie wybacza, nie zapomina, a na to wszystko Facebook pozwala podglądnąć historię zmian w poście.  

No stało się. O czym ja chcę pisać? Otóż nie o błędzie, ale o reakcji na niego. Chwilę po tym, jak ktoś edycję postu zauważył, ludzie obecnej władzy nieprzychylni postanowili potknięcie wykorzystać, rozpowszechnić i napiętnować. Heheszki w służbie poważnej, brutalnej politycznej naparzance. Ktoś chyba nawet został oddelegowany do innych zajęć za ten, jak widzicie, śmiertelny w swych konsekwencjach błąd. Continue readingKrytyka totalna 2.0

Tydzień w pigułce, odsłona siódma

Majówka mnie rozregulowała. Zamiast dać oddech i pozwolić znaleźć czas na wszystko, wszystko było w pogoni. W efekcie zamiast zrobić nadmiar, mam niedosyt, niedoróbkę i wrażenie nieco wytracanego impasu. Może to oznaki zadyszki… Mocno rwany tydzień z mną. Tydzień znaczony potknięciami, ale też pozwalający zweryfikować na czym mi zależy i dający nadzieję, że po potknięciach można się podnieść i wrócić. Cóż, dobre i to, choć wolałbym się nie potykać.

Raz po raz wraca myśl – nie znajdę na wszystko czasu. Zwłaszcza, że lubię pospać, zwłaszcza że jestem leniwcem. No i nadal mam kłopoty z robieniem jednej rzeczy na raz i skupieniem się na niej tak, aby móc ją rozpocząć, przepracować i zamknąć. Wciąż się rozpraszam. Wciąż szukam. Wciąż próbuję kilka sroczek za ogon złapać. I to bardzo chaotycznie. Przydałoby się to jakoś uporządkować. Continue readingTydzień w pigułce, odsłona siódma

Pokusa bycia kimś innym

Lubimy podpatrywać innych. Przyglądać się cudzym zachowaniom, podziwiać ich śmiałość lub krytykować bezczelność. Patrząc tylko na jakiś fragmencik cudzej rzeczywistości, jesteśmy przekonani, że temu komuś na pewno jest lepiej, na pewno jest łatwiej i na bank jego działania przynosi lepsze efekty. Jesteśmy przekonani, że jego wątpliwości są mniejsze, lub nie ma ich wcale. Skupiając się na tym, co widzimy, przychodzi nam do głowy, że może warto się zainspirować.. A kiedy inspiracja nie wystarcza, próbujemy naśladować, nawet kopiować. 

Z jakiegoś przedziwnego powodu, dość łatwo przychodzi nam kwestionowanie swoich wyborów (cholera, a może to tylko ja tak mam… ) Swojej intuicji (o tym miał być cały wpis… i będzie). Kiedy najważniejszy jest dla nas szybki efekt, korci nas wejście w cudzą formę. Równocześnie przekładamy formę nad treść. Bo to się sprawdziło, bo to działa, bo tędy droga. Czy aby na pewno?

Próba wiarygodnego odwzorowania kogoś obcego jest… karkołomna. Prawdopodobieństwo powodzenia raczej niewielkie, za to ryzyko dopuszczenia się karykatury znaczne. A jednak zafascynowani rzekomymi efektami osiąganymi przez kogoś innego lecimy w to rozwiązanie. jak ćma do ognia. Będzie bolało.
Continue readingPokusa bycia kimś innym