3 - tyle minut czytania

Wisła Kraków, przechodząc na model angielski, zrezygnowała z dyrektora sportowego. Przyjęcie takiego rozwiązanie w polskich warunkach brzmi moim zdaniem groźnie. Nie dlatego, że szczególnie żal mi Jacka Bednarza, podejrzewam że akurat on sobie poradzi, tak jak zapewne poradzi sobie Wisła Kraków. Brzmi groźnie dlatego, że Wiśle nigdy nie służył czas, w którym brakowało osoby odpowiedzialnej wyłącznie za transfery. Ostatni taki okres zakończył się fatalnym – z punktu widzenia krakowskich działaczy/piłkarzy/kibiców(niepotrzebne skreślić) – 8. miejscem w sezonie 2006/2007. Brzmi groźnie również dlatego, że ostatni trener który w Krakowie mógł zrobić wszystko, długo odbijał się Wiśle czkawką.

Oczywiście można wskazać pewne korzyści Wisły wynikające z pożegnania Jacka Bednarza. Po pierwsze, zakończył się czas nieustannych sporów pomiędzy trenerem a dyrektorem, o których coraz głośniej mówiło się w Krakowie, a które widoczne były chociażby przy kolejnych próbach zaangażowania przy Reymonta nowego bramkarza. Nie będzie już zatem kolejnych impasów negocjacyjnych, kiedy trenerowi będą proponowani piłkarze którzy go nie interesują, lub też nie będzie „dostawał” tych zawodników, którzy mu się wymarzą.

Po drugie, teraz trener oczekując nowego transferu nie będzie z nadzieją wpatrywał się w oczy dyrektora, a jeśli będzie chciał stanąć twarzą w twarz z osobą za (udane i nieudane) transfery odpowiedzialną, będzie musiał stanąć przed lustrem. Wniosek – w najbliższych miesiącach, wszystkie kluczowe dla rozwoju sportowego Wisły decyzje będą podejmowane jednoosobowo, przez Macieja Skorżę. I to czyni go najważniejszą osobą w klubie.

Nie śmiem kwestionować umiejętności czy wiedzy trenera Mistrzów Polski. Przez ostatnie dwa lata udowodnił, że w Polsce nie znajdzie równorzędnego sobie rywala, a pierwsze poważne problemy napotykał zwykle w potyczkach europejskich. Być może teraz, trzymając wszystkie sznurki w swoim ręku, podbije Europę. Tego mu życzę.

Nie będzie jednak łatwo, ponieważ osoby dzierżące władzę absolutną, czując na sobie brzemię odpowiedzialności oraz znając siłę swoich decyzji, nader często rezygnują z podpowiedzi ludzi im życzliwych, obawiając się fałszu owej życzliwości. Co więcej, osobom zależnym od absolutnego władcy trudno jest przeciwstawiać się jego woli lub kwestionować jego opinię. Takie wystąpienia mogą być… co najmniej ryzykowne. A ponieważ w klubie wszystko jest podporządkowane wynikowi I drużyny, teraz to Maciej Skorża, jak nikt inny, będzie mógł zwalniać, zatrudniać i wymagać. Oj… ciężko będzie komukolwiek powiedzieć trenerowi „Nie”… A chyba dla wszystkich w Krakowie było by lepiej, aby Wisła nie zaczęła przypominać „Tęczy”:

Wniosek? Władzę (niemal) absolutną sprawuje się niemal samodzielnie. A na pewno całkiem samotnie.

Przed Trenerem trudne zadanie. Nie dość że musi szkolić, planować i czuwać nad aktualną formą swojego zespołu, musi – znając wszystkie wady swojej drużyny – szukać i koordynować poszukiwania zawodników, którzy będą dla Wisły wzmocnieniem, następnie negocjować warunki kontraktów z obecnymi i przyszłymi piłkarzami Białej Gwiazdy, musi mądrze oddzielać ziarna prawdy od plew pochlebstw czy łgarstw, musi dzielnie przyjmować krytyki i rozsądnie dzielić się sukcesami, a przede wszystkim i nade wszystko musi zwyciężać. Najlepiej wysoko i pięknie.

Powtórzę się – życząc Maciejowi Skorży jak najlepiej – mam nadzieję, że w nawale obowiązków i niedoborze czasu, będzie pamiętał o dwóch rzeczach. Primo: nie ma ludzi nieomylnych, którzy podejmują tylko właściwe decyzje. Secundo: władza absolutna pociąga za sobą absolutną odpowiedzialność.

Tekst zostanie także opublikowany na serwisie 11.pl

Podyskutujmy

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.