1 - tyle minut czytania

Z Jeffreyem Archerem „znamy” się już kilka książek. Zaczęło się parę lat temu od „Co do grosza” – polecam, potem był „Kołczan pełen strzał” – ciekawy zbiór opowiadań. Potem kilkuletnia cisza przełamana „Więźniem urodzenia”, który choć warsztatowo niezły i czytało się go nieźle, był tak bardzo bliski Hrabiego Monte Christo że aż bolały zęby, co odbierało przyjemność z lektury. Prawie dwa lata temu, na wakacjach sięgnąłem po „To cut a long story short”, czyli kolejny zestaw opowiadań i się z Archerem przeprosiłem;)

Za to ścieżki chwały, to zupełnie inna opowieść… To fabularyzowana historia grupy śmiałków, która odważyła się zdobyć Czomolungmę. To także historia o miłości, przyjaźni, rywalizacji i chorobliwej potrzebie spełniania marzeń, nawet tych, którym towarzyszy mroźny oddech niebezpieczeństwa.

Archer pisze tak, że ciężko się oderwać. Co więcej, pisze tak, że rozbudza wyobraźnię czytelnika, wciągając go w samo centrum wydarzeń. Czytając „Ścieżki chwały” raz po raz trzeba sobie przypominać o tym, że to tylko fabuła inspirowana pewnymi faktami, a nie dokument. To wizja autora, a nie prawda historyczna. Ale tak porywająca, że aż chce się wierzyć, że miała miejsce a opisywani bohaterowie byli własnie tacy, jakich poznajemy ich na kartach powieści. Archer sprawia, że chcę sięgnąć po losy podobnych jak Mallory śmiałków, którzy mieli dość odwagi czy też głupoty, będąc przy tym na tyle bezczelni, by sięgać po niezdobyte.

Warto spróbować – wciąga;)

Podyskutujmy

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.