3 - tyle minut czytania

Co widzimy, kiedy patrzymy na polityków? Czego od nich oczekujemy? Marzą nam się zapewne ludzie, chcący coś zmienić, coś osiągnąć, coś stworzyć. Walczący o jakąś ideę, sprawę, o ludzi… Jesteśmy ich – polityków – świadomi. Łatwiej nam wymienić nazwiska współczesnych polityków, niż współczesnych dramatopisarzy, albo malarzy. Wdarli się do naszej świadomości, uzurpując sobie prawo do krzyczenia „jesteśmy ważni, tworzymy Twój świat, dzięki nam możesz się rozwijać”… Chyba raczej na przekór Wam.

A gdyby tak postawić tezę – polska polityka jest miałka. Polska polscy politycy są mali i bez znaczenia. Puszą się, krzyczą, ale nic nie mogą, niewiele potrafią, niczego nie zmieniają. Nie są postaciami powieści dziejów, są jej statystami. Wszystko co o nich wiemy, to jak ich rozumiemy, to jak ich czytamy i jak ważni nam się wydają, wynika ze telewizyjnego szkiełka powiększającego. Które – jak każde szkiełko powiększające – zniekształca. I nie powiększa obserwowanego obiektu trwale, a jedynie ulotnie.

Nic nowego

Powyższa teza nie jest moja, moje jest jedynie szkiełko;-) Robert Krasowski opisał pierwsze lata polskiej demokracji w trylogii „Po południu”, „Czas gniewu” i „Czas Kaczyńskiego”. O ostatniej już zresztą pisałem, i bardzo polecam lekturę. Teraz polecenie uzupełniam o dwie pierwsze książki, ponieważ… pozwalają lepiej zrozumieć, co się wydarzyło. Pozwalają otrzeźwieć, uspokoić osąd, uspokoić emocje. Często też uświadamiają bezsilność, ale przede wszystkim uczą patrzenia i tego, że aby zrozumieć, trzeba czasem patrzeć z dystansu, a nie z gorącą głową.

Zostawię jeszcze trzy cytaty z książki „Czas gniewu” – jako zachętę do sięgnięcia po więcej:
O tym, co buduje Polską pozycję na arenie międzynarodowej (a swoją drogą, jak niewiele się zmieniło przez ostatnie 15 lat…)

Polska osiągnie takie międzynarodowe znaczenie, o jakim mówili Kaczyńscy, nie wtedy, gdy tego zażąda, ale gdy uzyska odpowiedni ekonomiczny potencjał. Jeśli ma się gospodarkę siedem razy mniejszą od niemieckiej, pięć razy od francuskiej, cztery od włoskiej i trzy od hiszpańskiej, to ma się takie znaczenie, jakie ma Polska. Czyli żadne.

O tym, jaką karykaturą staje się Państwo opiekuńcze i czym grozi dla całego społeczeństwa:

Rozdawanie pieniędzy na tak masową skalę realną pomoc zamieniło w iluzję, państwo trwoniło miliardy, natomiast ludzie dostawali ochłapy. Najgorsze było to, że poziom wypłat ich demoralizował. Dostawali za mało, by godziwie żyć, ale wystarczająco, by do nędznej sytuacji przywyknąć, by woleć zasiłek niż życie z własnej pracy.

O tym, jak Polska może się rozwijać (i co ciekawe, to diagnoza SLD’owskiego ministra Hausnera)

Kto ma pracę, ten twardo stąpa po ziemi. Celem państwa, celem gospodarki jest sprawienie, by maksymalnie duża liczba ludzi mogła utrzymać się sama.

Niezależnie od zaklęć miłościwie nam panujących, trudne czasy przed nami. Będzie bolało. Równocześnie jestem dziwnie spokojny, że zdecydowana większość obecnych polityków zginie zapomniana na polskim śmietniku historii. Niestety, zanim tam trafią, zdąrzą jeszcze trochę napsuć rzeczywistość i napsuć nam krew. Równocześnie, jestem niezmiernie ciekaw jak zostaną za kilka lat opisane polityka lat 2010-2020… Ileż tam będzie miernot…