3 - tyle minut czytania

Tak mi przyszło do głowy, i co od razu zaznaczam, jest to tylko i wyłącznie takie moje gadanie. Żadne tam dochodzenie, żadna błyskotliwa myśl – ot przy czytaniu najnowszego Wprost, w którym można przeczytać wywiad Piotra Najsztuba z Januszem Palikotem tchnęło mnie coś.

Przyjąć muszę jednak pewne założenie. Ani Palikot, ani nikt z wysokich działaczy partyjnych PO głupi nie jest. Zapewne Jarosław Kaczyński by się nie zgodził, ale cóż, Jarosławem nie jestem i ubolewał nad tym nie będę. Zakładam, że ci panowie żyją polityką, gierki są ich ulubionym zajęciem a celem, który chcą zdobyć, jest władza.

Platforma ma problem. Nie, nie to że kryzys, budżet, związki i inne mało ważne szczególiki. Zbliżają się wybory, które dobrze by było wygrać, tracąc jak najmniej. PiS’em się za bardzo przejmować nie trzeba, w końcu prezes zawsze coś chlapnie. PSL’u w zasadzie nie ma, a dogadywać się z lewicą, zwłaszcza z tą lewicą nikomu nie jest w smak. Najgorsze w tym wszystkim jest jednak to, że naród nie da większości jednej partii. Nie da i już. Więc trzeba się będzie ubrać w koalicję. Jak napisałem – PSL może nie wejść do parlamentu, z PiS’em dogadać się nie można, tym bardziej, że jak tylko dojdą do koryta, to zaczną kombinować jak to zrobić, żeby wysadzić to co jest i wygrać kolejne wybory, całym szlamem obrzucając PO, a z SLD… jak mawiał Korwin-Mikke – białe jest białe, a czerwone jest wredne. A z tym co wredne trzeba ostrożnie.

I stąd pojawił się pomysł „desantu Palikota”. Po pierwsze, gość jest odważny, niezależny i bezobciachowy. Rozbraja zawczasu wszystkie miny, które mogą wysadzić wyborcze zwycięstwo Tuska, bo panu premierowi można wiele zarzucić – że podnosi podatki, że nie rusza wydatków, że wciąż broni KRUSów, ZUSów i całej reszty co nas obciąża. Ktoś mógłby zacząć zadawać trudne pytania – co z klerem, co z krzyżem, co reformami. A skoro opozycja jeszcze na to nie wpadła i woli się sama kompromitować (bo to że imć prezes jedzie na psychotropach powinno każdemu dać do myślenia), to komuś z okolicy Donalda mogło wpaść do głowy, żeby odpowiednio wcześniej zrobić parę wybuchów kontrolowanych.

I PO się będzie nadymać, ten i ów będzie w Palikota niedowierzał i wątpił, będą szydzić w jego możliwości organizacyjne i tak dalej i tak dalej, ale.. gdyby PO trochę swojemu nieobliczalnemu działaczowi organizacyjnie (rzecz jasna nieoficjalnie) pomogła, miała by z tego same korzyści.

Jeśli straciłaby coś ze swojego elektoratu, to naprawdę niewiele. Stracić może za to SLD i to znacznie, bo Palikot chce aktywować ludzi młodych, energicznych, liberalnych. Prawie platformerskich, tyle że już obecną władzą rozczarowanych. Co więcej, Palikot mówi że jeśli tylko stworzy partię, to ta partia chętnie w koalicję z PO wejdzie i będzie na PO wymagać to, co PO od początku chciała realizować… Czyli z jednej strony Platforma może pójść bardziej na lewo, puszczając oko w stronę „solidarnych” a z drugiej będzie mogła krzyczeć że przez Palikota i jego wyborców musi zmieniać politykę emerytalną, wydatki, podatki i wszystko inne co z ekonomią Państwa związane.

Wychodzi mi zatem, że manewr z Palikotem jest dalece przebiegłym i przemyślanym działaniem PR’owym. Kolejna ucieczka do przodu. Ciekawe, czy zadziała. Bo z drugiej strony, może się okazać, że to tylko medialna wydmuszka…

Podyskutujmy

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.