3 - tyle minut czytania

Lubię pizze. Dotychczas przepis był banalnie prosty. Mam ochotę, biorę telefon i zamawiam. Po jakichś 45 minutach dzwonek do drzwi ogłasza mi, że przepis znowu okazał się dobry. Ale ponieważ lubię sobie życie komplikować, zrobiłem tak…

Potrzebne będzie:

  • Mąka – jakieś pół kilo. Dużo, owszem, ale i pizzy będzie trochę – tak mniej więcej na cztery mało/średnie.
  • Drożdże – około 10g żywych (połowa tego, jeśli z proszku). Stosuję czasem też wersję z 20g drożdży i też dobrze się sprawdza.
  • Około 300 mililitrów ciepłej wody
  • ćwierć szklanki mleka (to jest w zasadzie opcjonalne)
  • ćwierć szklanki oliwy z oliwek
  • ser – w zasadzie dowolny, do zapieczenia 
  • łyżeczka soli,
  • łyżeczka cukru pudru
  • Trzeba pamiętać o tym, z czym pizzę lubimy, czyli składniki według Waszego uznania
  • zioła
  • Sos pomidorowy (można wykorzystać ten z przepisu na lasagne, jeśli ktoś nie pamięta – kilka cebul, kilka pomidorów, oliwa do smażenia, przecier pomidorowy, czosnek, pieprz, sól,  – oliwa na patelnię, do oliwy wrzucamy pokrojoną cebulę, po chwili dodajemy czosnek, potem pomidory, potem przecier, potem pieprz, sól; zostawiamy, aż dojdzie [do siebie]; jak sprawdzić czy doszło? łyżeczką nabrać odrobinę i z tą odrobiną trafić do buzi; własnej).

Ciasto na pizzę:

Drożdże rozdziabdziać (mało fachowe określenie – rozdrobnić placami) z dwiema łyżkami stołowymi ciepłej (letniej) wody. Do nich dolewamy wodę z cukrem pudrem, niech sobie drożdże podjedzą. Odstawiamy na chwilę.

Do miski (dużej) wsypujemy mąkę i sól – przemieszamy. Po odczekaniu chwili, dolewamy do mąki miksturę drożdżo-wodną. Ugniatamy aż uzyskamy ciasto. Dolewamy mleko, dolewamy oliwę, ugniatamy aż będziemy mieli w zasadzie gładkie ciasto, albo będziemy mieli w zasadzie dość. Jak będzie za rzadkie – dodajemy mąki. Ciasto należy z miski wyjąć, podsypać mąką, uformować, odstawić na 15 minut do ciepełka (myśl na dziś – drożdże są jak kobiety, lubią jak jest im ciepło i jak o nie dbamy pieszczotliwie do nich mówiąc i sprawdzając czy niczego im  nie brak). Ciepełko to nie piekarnik. Ciepełko to temperatura około 20 stopni pod szmatką. I nie podglądać!

Po 15 minutach dzielimy ciasto na równe, około 120 – 150 gramowe porcje. Robimy z nich kule, odkładamy na 30 minut do ciepełka i pod szmatkę aż urosną – tzn aż będą takie dwa razy większe niż są teraz. Ciasto gotowe.

Piekarnik rozgrzewamy na 240 stopni – czy coś koło tego. Ciasto rozgniatamy albo rozwałkowujemy na płasko – każdy kto widział kiedyś pizzę wie o co kaman. Smarujemy oliwą, zwłaszcza brzegi. Na spód dajemy sos (choć jak pokazuje doświadczenie, sos też jest raczej opcją, sama oliwa też świetnie się sprawdza). Na sos dajemy to co lubimy na pizzy – ja akurat dałem trochę szynki, oliwek, pomidorów (ślinka cieknie, c’nie?). 

Nie obciążamy brzegów, wszystko co dobre jest w środku. Na wierzch kładziemy ser, posypujemy ziołami, parmezanem. Wkładamy do rozgrzanego piekarnika na środkowy pułap na około 10 minut (chyba, że ktoś lubi węgielek). Wyjmujemy, kroimy, czekamy na zachwyty zgromadzonej publiczności.

Smacznego 🙂 Dajcie znać, jak Wam poszło. Mi poszło tak:

[nggallery id=32]

Co zrobić z ciastem którego nie wykorzystamy tego samego dnia? Można podzielone już porcje wsadzić do lodówki, następnego dnia wyjąć, uformować kulę, odstawić żeby się ociepliło i dalej postępować dokładnie tak samo, jak w przepisie stoi.

Podyskutujmy

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.