3 - tyle minut czytania

Z niejakim zdziwieniem obserwowałem wypowiedzi piłkarzy Legii i Wisły po tym, jak czołowe polskie drużyny odpadły z walki o Puchar Polski. Powtórzę, dziwiły mnie wypowiedzi, a nie samo odpadnięcie drużyn, które w zasadzie od zawsze traktowały te rozgrywki po macoszemu.

Skąd do diaska wziąłem to „po macoszemu”? Proszę bardzo – zwycięzcy pucharu od 2000 roku. Amica Wronki,
Polonia Warszawa, Wisła Kraków, Wisła Kraków, Lech Poznań (choć to jeszcze nie jest TEN Lech), Dyskobolia Grodzisk Wlkp., Wisła Płock, Dyskobolia Grodzisk Wlkp., Legia Warszawa i wreszcie Lech Poznań, dla którego był to puchar bardzo pocieszenia. Zazwyczaj piłkarze tłumaczą się tym, że sezon męczący, meczów zbyt wiele, i przecież nie można grać co trzy dni na wysokich obrotach. To tak tylko dla ciekawych i dociekliwych, zdobywcy Pucharu Angli z ostatnich 10 lat – Chelsea, Liverpool, Arsenal, Arsenal, Manchester United, Arsenal, Liverpool, Chelsea, Portsmouth , Chelsea F.C. A w Anglii, jak przecież wszyscy wiemy, futbol jest grą wyjątkowo rekreacyjną. Tyle tytułem wstępu, czas przejść do piłkarskich wypowiedzi.

Jako jedyny w kontekście swojej gry wypowiedział się Łukasz Burliga, który wziął na siebie odpowiedzialność za porażkę i pożegnanie Wisły z Pucharem. Mocne słowa, widać nie nauczył sie jeszcze od starszych kolegów okrągłych zdań, którymi tłumaczą ewentualne niepowodzenia. Burliga powiedział otwarcie – „zawaliłem, przepraszam. Dawałem z siebie wszystko, ale nie wszystko wychodziło jak bym chciał. Popełniłem zbyt wiele błędów.” Zerkniemy w statystyki piłkarza i okazuje się, że ma on na swoim koncie 4 (słownie: cztery) występy w Ekstraklasie (w tym 1 w pełnym wymiarze) oraz jeszcze 90 minut pucharowego pojedynku z Bytowią Bytów. W meczu z Lechią grali Kirm (prawdopodobny uczestnik MŚ 2010), Małecki, Boguski, Łobodziński, Piotr i Paweł Brożek (reprezentanci Polski), Diaz (reprezentacja Kostaryki), ale porażkę przyjał na siebie Burliga. Dobrze, że chłopak wie, jak wiele musi się jeszcze nauczyć, ale też gdzie ma się tego uczyć, jeśli nie w meczu o mniejszą stawkę, jeśli nie wśród starych wyjadaczy, którzy jego ewentualne błędy mogą naprawić… Miejmy nadzieję, że młody piłkarz zdobył większą motywację do pracy, niż pretekst do odpuszczenia walki o swoje.

Z kolei Legioniści musieli tłumaczyć się nie tyle ze swojej gry, ile ze swojego zachowania. Grzelak, który pokazał plecy kibicom, wyjaśniał że chciał dać impuls i przypomnieć kibicom od czego są. Gest Kozakiewicza wykonany przez Macieja Iwańskiego tłumaczył trener Białas twierdząc, że pomocnik owszem, pokazał trybunie „gdzie się zgina dziób pingwina) ale adresatem był jeden konkretny kibol, który wyzywał go przez cały mecz… Do tego zestawu dorzucimy jeszcze Wiślaka, Mariusza Pawełka, który pokazał kibicom „Palec”, jako odpowiedź na szyderstwa, którymi był raczony przez cały mecz… To może tak…

Parafrazując tekst Wojciecha Młynarskiego, trzeba nadać rzeczy sens i treść. Może kiedyś doczekamy się czasów, w którym na trybuny będą przychodzić kibice nie po to, by narzekać, ale by kibicować piłkarzy, którzy dla gromkiego dopingu będą dawać z siebie dodaktowe 10, a może nawe 20% wysiłku. Jak na razie, żyjemy w pewnej paranoi. Piłkarze – nie bez pomocy kibiców – zapominają dla kogo grają, i że ich uposażenia są konsekwencją zainteresowania futbolem w Polsce. Pokazując „fucka, wała czy tyłek” kibicom, obrażają tych, którzy na nich łożą. Ryzykowne. Z kolei kibice – nie bez pomocy piłkarzy – zapominają, po co na mecz przychodzą. Bo lżąc na klub, któremu tak bardzo chcą pomóc, raczej nie tworzą atmosfery, w której chce się grać… Że się nie da? Jak w końcu można zdzierać gardła dla tych, co piłki prosto kopnąć nie potrafią i kiksy popełniają za kiksem? To ja może przypomnę, co Jerzemu Dudkowi zaśpiewali kibice Liverpoolu po tym, jak przegrał im mecz z Manchesterem United.

Bo kibice z taką samą łatwością jak gnoić, mogą dodawać skrzydeł.

Podyskutujmy

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.