1 - tyle minut czytania

Wylądowaliśmy o 3ciej nad ranem. Godzinę wcześniej widzieliśmy niezapomniany widok wybrzeża Afryki z wysokości 12 tysięcy metrów, chwilę później Kair z tego samego pułapu i trzeba przyznać, że ten widok rekompensuje wszystkie niedogodności podróży. Absolutnie wszystkie.

W hotelu bylismy o 5… Najpierw godzina na lotnisku, potem godzina rozwożenia pozostałych urlopowiczów po mieście. Zameldowaliśmy się, dostaliśmy pokój (oczywiście najlepsiejszy) i 40 letniego boy’a hotelowego z brzuszkiem, który w pierwszych słowach powiedział, że jakby się nam coś nie podobało, to ‚wsiśko się da załatwić’.. Weszliśmy do pokoju, który był jednym z trzech w komplecie i miał wspólną z ową trójką łazienkę… Trzeba się było dowiedzieć co to jest to ‚wsiśko’.

‚chcecie źmiany?’
Yes
”ladny pokoj?’
Yes
‚duży? z łazienka?’
YES
‚dla Ciebie wsiśko maj friend’

10 dolarów później mieliśmy duży pokoj z łazienką na własność.. Spać poszliśmy po 6… A o 10 spotkanie z rezydentem…

Podyskutujmy

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.