1 - tyle minut czytania

Oto nadszedł ten czas, świąteczny. Od wczoraj aż do jutra możemy świętować. I to nie tylko codzienność, ale właśnie niecodzienność. Wczoraj świętowaliśmy pracę, dziś flagę, jutro konstytucję. Jak jest? No bomba.

Tak poza wszystkim, to mnie zupełnie to dzisiejsze święto nie obchodzi. Jest sobota, jest pięknie, jest wiosennie, nawet ten lekki wietrzyk nie przeszkadza. Tylko w radiu dziś usłyszałem, że wciąż jeszcze mogę flagę na oknem wywiesić. Tak.. dla przykładu, dla ogółu, abym poczuł się jednym z „nas”. Tylko że jakoś mi to nie po myśli. Jeśli mi barwy biało-czerwone nie odpowiadają (odpowiadają) albo nie wystarczają (wystarczają) to mogę demonstrować z flagą Unii Europejskiej (eeee… jakoś nie.. ) W ramach buntu mógłbym za okno wywalić flagę Krakowa, bo taki ze mnie patriota regionalny. Ale też nie, jakoś nie.

Nie lubię symboli. Dokładniej rzecz ujmując, nie lubię ich demonstrować i się z nimi obnosić. A święta, jak najbardziej, byle z sensem i od święta. Jest przecież kilka dni ważnych – moim zdaniem – dla naszej państwowości, jak chociażby 11 listopada. No ale wtedy pogoda nie taka jak trzeba żeby przemarsze organizować. Wtedy właśnie można się zaszyć w naszych wolnych od idei i problemów mieszkaniach.

Dość narzekania. Idę się odświętnie wybyczyć.

Podyskutujmy

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.