3 - tyle minut czytania

Relacje z wczorajszego meczu nie pozostawiają złudzeń. Leo Beenhakker wziął odpowiedzialność za wyniki Polskiej Reprezentacji… Szok. Naprawdę, jestem w szoku. Po raz pierwszy chyba, spotkałem się z trenerem który z taką szczerością na konferencji prasowej wziął na siebie odpowiedzialność za grę i wynik drużyny, którą prowadzi. Przecież wszyscy wiemy, że dużo większa odpowiedzialność spoczywa na barkach magazyniera, fizjoterapeuty, pani która dba o czystość powierzchni poziomych a nawet pani pogodynki, która nie przewidziała z wystarczającą dokładnością, że w sobotę może padać. Nie.. tym razem Leo zrobił Coming Out i powiedział, że odpowiedzialny jest on. Nie dość że się nie spodziewałem. Nawet mi to do głowy nie przyszło.

Tak swoją drogą, nie bardzo wiem za co odpowiedzialny jest trener, jak nie za wyniki swojej drużyny. Może za przygotowanie psychofizyczne i taktykę przeciwnika? No to tym razem też nie wyszło. „Nie spodziewałem się, że Irlandczycy zagrają tak skutecznie w obronie” (rozumiem że nieskuteczność w ataku została przewidziana z dokładnością do jednej bramki…). Przypuszczam, że sztab liczył na to, że do Chorzowa przyjechali kelnerzy, którzy mają problem z odpowiednim ustawieniem w defensywie. Zerkam w wyniki eliminacji – Irlandczycy stracili 7 bramek w 8 meczach. My, tak samo jak liderująca grupie Słowacja – osiem w siedmiu. Z tego powodu założenie o słabej defensywie rywala do mnie nie dociera, wnioskuję zatem, żę liczyliśmy na cud, dobre wiatry i niedyspozycję rywala. Dobrze, że nie usłyszeliśmy – gdybyśmy grali z San Marino wygralibyśmy 11:0… No.. tylko, że nie graliśmy z San Marino.. Swoją drogą, Leo nie bierze odpowiedzialności za dobór rywali, nie?

Leo nie kończy – „dobrze graliśmy przez ostatnie 30 minut” – ciekawe, czy kiedy ktoś zlecał mu prowadzenie Reprezentacji, powiedział mu, że tym razem – zupełnie niespodziewanie – mecze trwają trzy razy dłużej. Taki drobiażdżek.. bo jak się okazuje, 30 minut „gry” może nie wystarczy. Zwykle nie wystarcza.

Wreszcie, trener „nie sądzi żeby Słowenia była trudniejszym rywalem, a poza tym w tej grupie każdy może wygrać z każdym”. Jak rozumiem, oznacza to równocześnie, że Słowenia może wygrać z nami.. czysto teoretycznie.. I kolejna rzecz, coś mi się zdaje, że Słoweńcy będą umotywowani. Grają u siebie, z rywalem który ma tyle samo punktów co oni, co więcej, z rywalem, z którym zremisowali w pierwszym meczu eliminacji. Co prawda, możęmy też założyć, że Słoweńcy już nie chcą zdobywać punktów w tych eliminacjach… Mimo wszystko, zważywszy na to, że nasi piłkarze rozegrali wczoraj mecz o wszystko (czego specjalnie nie było widać) i na zgrupowaniu raczej odpoczywają niż ćwiczą, czeka nas naprawdę wyjątkowa środa. Proponuję wszystkim kibicom zaopatrzenie się w zestaw środków rozweselających, bo kto wie, za co tym razem odpowiedzialność weźmie trener.

A jeśli ktoś wytknie mi, że naprawdę wciąż mamy szanse na awans i zamiast pyszczyć i czepiać się słówek, powinienem mocno trzymać kciuki za naszych, odpowiem… no co ja mu odpowiem? Że mam nadzieję, że w środowy wieczór to on będzie miał rację. Nie mniej jednak, zbyt wiele eliminacji kończyło się dla nas meczem o zachowanie matematycznych szans. Znacznie bezpieczniej jest po prostu wygrać wszystkie poprzednie.

Tekst zostanie opublikowany także na 11.pl

Podyskutujmy

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.