4 - tyle minut czytania

W pierwszych słowach tej notki, pozwolę sobie zaznaczyć, że ze mnie dupa, nie kulturysta i na obrazach znam się pobieżnie, to znaczy biegam i patrzę, jak mi się spodoba, to się zatrzymam i popatrzę. A że ostatnio mnie po muzeach ciągają (a raczej ciągać próbują), to i do Sukiennic wparować się udało. Bo nowe, wyremontowane, wypasione i w ogóle… No więc, czy było warto? Yyy… ee… Do Schindlera warto było na pewno… Na pewno warciej było…

Dlaczego? Bo o Sukiennicach tyle się mówi. Że nówka sztuka, nieśmigana. Że po latach zbiory wróciły do Krakowa. Że wystawa wciąga i ma tyle „interakcji”. Że jest nowocześnie, nietuzinkowo i wspaniale. No po prostu cud, miód i orzeszki. Tylko jakby bez mleka.

Sedno jest, znaczy się obrazy są. Można je nawet oglądać. Można nawet z plecakiem wejść na sale (choć niechętnie na to patrzą panie pilnujące) – pod warunkiem jednak, że plecak będzie wisiał z przodu. Czemu z przodu? Tego mi nie powiedziano, ale jak nie zawieszę z przodu, to mnie pani wygoni… No dobra, czas się przyglądnąć temu, co to nam kustosz zechciał pokazać. Przy wejściu można sobie zakupić nawet audioguide, który obsługę ma wielce intuicyjną:

Klika pan jedynkę, potem jedynkę, potem zielone, znowu jedynkę i jedynkę. Potem wpisuje pan te cyferki co to są przy obrazkach i pan słucha. Jak by się pan zgubił (w tych jedynkach chyba) to koleżanki na salach pomogą.

taką instrukcję usłyszałem przy wejściu i już wiedziałem, że będzie dobrze. Wchodzę  na salę, dopadam pierwsze dzieło, wklepuję ten ciąg jedynek a potem wartość podaną przy opisie i… cisza. Hmm.. jako, że audioguide pozwala na wprowadzenie 5 cyfr, a przy opisach są tylko 3, wpisuję 00 i te trzy cyfry i… cisza. Więc idę do pani opiekunki sali z pytaniem o co chodzi, dlaczego nie słuchać i jak to możliwe, że już zepsułem… No więc nie zepsułem. Po prostu tylko te obrazy, które mają przy opisie słuchaweczki, mają nam „coś do opowiedzenia”… Dobra. W tym miejscu zaznaczę, że mniej więcej co 10 obraz ma takie słuchaweczki. Jak się szybko okazało, nie wszystkie obrazy ze słuchaweczkami mają dograny opis „standardowy” a posiadają jedynie nagranie „dla dzieci”. Po przesłuchaniu jednego z nich, postanowiłem polować już tylko na standardowe, po przesłuchaniu standardowego, przestałem polować. W trosce o własne zdrowie psychiczne.

Obrazów, jak to w galerii, naciupciane na metr kwadratowy do przesady. Światło – beznadziejne, bo zamiast oświetlać – odbija się od płócien i utrudnia oglądanie. Opisy – szczątkowe. Kto namalował, kiedy, na czym i jaki tytuł. Jakaś myśl w układzie na ścianach? Jakaś kolejność? Jakiś zamysł artystyczny? Niezauważalny dla tak niewprawnego oka jak moje. Na prawdę, brakowało mi tego, żeby zostać porwany w jakąś historię, w jakąś opowieść, której ilustracjami były by wielkie dzieła malarskie. A tu? Możemy sobie obejrzeć Rejtana Matejki, Ashauera Gottlieba, Kuszenie św. Antoniego i… pantofle muzealne. Serio, serio. W gablotce. Z opisem. I dzięki temu, jestem lepiej zorientowany z czego zostały owe pantofle muzealne zrobione, niż kto świętego Antoniego kusił.

Sukiennice miały być multimedialne, tylko że tej multimedialności nie widać. To znaczy podobno są jakieś małe telefoniki, które można dostać przy wejściu, z pomocą których można zobaczyć więcej, niż same obrazy, a wszystko przy dziwnych stojaczkach, które żadnego opisu nie mają… No cóż, przy wejściu  o telefonikach nikt nie wspomniał, a sądząc po ilości ludzi, którzy te aparaciki trzymali (żadnej takiej osoby nie widziałem) nie byłem jedynym poszkodowanym. Jak by to powiedzieć… jak się nie będziecie chwalić, to się ludzie nie domyślą…

Na koniec zostawiłem sobie smakołyk. Jednym z najważniejszych (a na pewno najbardziej znanych) dzieł, które można w Sukiennicach zobaczyć, jest Szał Podkowińskiego…. I wszystko jest w zasadzie dobrze, jest obraz, jest ściana, jest fajnie:

Nieco z boczku...

Ale jakby komuś przyszło do głowy zobaczyć go na wprost, to…

Cosik jakby zasłania..

To już nie jest to ani tak proste, ani tak oczywiste. Może więc nie mieli miejsca… Może nie wszystko może „oddychać”… Cóż.. jak by to ująć… powiedzieć…  przedstawić… Jak kto śpi, to mu przeszkadzać nie należy…

i pieska nikt i nic zasłaniać nie powinien… można i tak.

Prawdę powiedziawszy, po szerokiej i ciekawej kampanii outdorowej, spodziewałem się więcej. Spodziewałem się innowacji, rewelacji i wrażeń, które będą zapierały dech w piersiach. Dostałem klasyczne muzeum, które zachwytu choćby chciało, nie wzbudza. No bo jak może zachwycać, skoro nie zachwyca? Klasyczne już nie wystarczy… i choć dzieła są z przeszłości, to cała, w tym i muzealna rzeczywistość poszła do przodu. Sukiennice zostały tam, gdzie były.

Podyskutujmy

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.