4 - tyle minut czytania

Króciutko… bo i tekst chyba po czasie… Platforma na swój wynik wyborczy pracowała długo. I nie chodzi nawet o ostatnie 8 lat (choć oczywiście również) ale też nic nie proponowała. Jedyne co mówiła, to – jak nie zagłosujecie na nas, przyjdzie PiS – bójcie się i z tego lęku zagłosujcie na nas. I co? Straszak za słaby, konkretów brak, te osiągnięte 24% to i tak cholernie dużo. Wciąż jeszcze stoi za Platformą elektorat, tylko że Platforma chyba nie wie, jak do niego mówić i zamiast szukać i dopracować pomysł na siebie, skupia się na tym, że oberwała w dwóch kolejnych wyborach. Kluczem jest perspektywa, ale zwykle jak się nie wie co się robi, to się robi głupoty. A Platforma sprawia wrażenie, że nie wie co robi. Serio Giertych? Serio Kamiński? Serio Niesiołowski? Cóż takiego wymieniona trójka miała do zaproponowania… Jeszcze Dorn, Napieralski…

Nie będę płakał. Żalu do ustępującej władzy trochę mam – afery, nieudolność lub brak działania, grabież OFE, brak planu na przyszłość, brak wizji… Brak czegoś więcej niż skupienia się na przetrwaniu i „niebyciu PiSem”. Natomiast z wszystkich wyżej wymienionych najbardziej doskwiera – chcemy rządzić, bo chcemy władzy, ale co z tą władzą zrobić – nie mamy pojęcia. A tak swoją drogą, jeśli najlepszą odpowiedzią Platformy na porażkę w wyborach jest „każda władza się zużywa” to gratuluję głębokiej analizy i czekam na dalszy rozkład.

Wciąż zaskakuje mnie to, że najlepsze wnioski i obserwacje tego, co się dzieje politycznie ma Aleksander Mem Kwaśniewski… może dlatego, że on już nie musi się w tym taplać.

PiS… zwycięzca, który zgarnął wszystko i teraz za wszystko będzie odpowiadał. Ciężko będzie wytykać, że nie mogą czegoś zrealizować, bo nie pozwalają „przystawki”… Teraz przystawki nie będą potrzebne, za to wizja, którą kreślili idąc po władzę przeraża… Bo rozdawnictwo (staliśmy się nagle bardzo bogatym krajem, który wszakże jest „w ruinie”), bo obyczajowo zapowiada się ciekawie… I nie chodzi mi o to, że mam problem z tym, co myślą sobie bardziej konserwatywni ode mnie. Problem mam z tym, że bardziej konserwatywni ode mnie nie zostawiają miejsca na myślenie mniej konserwatywne od ichniego. Boję się trochę ludzi, którzy do władzy zostaną nominowani. I nie myślę tu o Antonim, trochę bardziej niepokoi mnie np. Jarosław Gowin… Niby nic wielkiego, ale wciąż nie mogę wyjść z podziwu jak były minister sprawiedliwości mógł nie wiedzieć jak działa przedłużenie ciszy wyborczej (to jeszcze z czasów wyborów prezydenckich). Zwyczajnie mam wrażenie, że raczej słaby rząd zastąpi równie słaba ekipa, która różnić się będzie tym, że będzie narzucać tylko swoją wizję rzeczywistości. Choć chcę wierzyć, że gdyby tak się miało wydarzyć, to ta władza nie wytrzyma czterech lat (co zresztą w czasach „nowożytnych” udało się tylko ekipie Tuska)…

i jeszcze słówko o tej wizji „Polska w ruinie”… To co mnie przeraziło, to blisko 40% które, można odnieść wrażenie, uwierzyło w taką interpretację naszej rzeczywistości, z którą ja się nie zgadzam. I nie, nie chodzi mi o to, że jesteśmy krajem mlekiem i miodem płynącym. I nie. nie chodzi mi też o to, że nie ma czego naprawiać. Raczej o to, że nie uważam, aby Polska była w ruinie, co więcej, w moim odczuciu zaspokajanie najprostszych instynktów (jak choćby rozdawnictwo na dzieci, „ratowanie” kredytów frankowiczów (a jeszcze lepiej także tych złotówkowych), lub wysokie opodatkowanie wszystkiego, co jeszcze potrafi w Polsce pieniądze zarabiać) może nas do takiej ruiny doprowadzić. Bo nie stać nas na to, a skoro nas na to nie stać, to żeby móc takie kaprysy (tak właśnie, kaprysy) społeczeństwa spełniać, trzeba będzie albo zaciągać dalsze długi (zły pomysł) albo.. no właśnie, co? Podwyższyć podatki? A wszystko to w mocno niespokojnych czasach geopolitycznych. I to bardzo blisko nas. I dlatego gorąco proszę, o więcej rozwagi i ostrożności, a mniej ułańskiej fantazji, wywijania szabelką, pchania się na sztandary i zostania Chrystusem narodów.

Podyskutujmy

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.