4 - tyle minut czytania

Nie lubię obłudy. Żadnej. Ani telewizyjnej, ani prasowej, ani żadnej innej. Nie lubię, kiedy ktoś kłamiąc w żywe oczy, próbuje odwracać kota ogonem. Nie lubię. Przez długi czas wydawało mi się, że żyjemy już w czasach, kiedy jesteśmy choć trochę odporni na manipulacje i na to, że ktoś nam będzie wciskał kit, bo ten powinien nam już wyłazić uszami. A potem oglądam takie coś:

albo tu:

Takie troszkę pomieszanie z poplątaniem, odnoszę wrażenie.

Nie zapominajmy, że pan trybun ludowy, pan Piotr Staruchowicz ubliżał właścicielowi klubu, nie zapominajmy, że pobił piłkarza (może w emocjach, może sprowokowany(?), ale fakt pozostaje faktem). Przy okazji, pan Piotr Staruchowicz zaznacza, że nie widzi nic złego w odpalaniu rac, a to jest z polskim prawem i regulaminami stadionowymi niezgodne. Jest niebezpieczne – byc może nie w rękach pana Piotra Staruchowicza, ale w rękach róźnych ludzi, za których pan Piotr Staruchowicz odpowiedzialności nie bierze. Choćby nawet tak mówił i tak czuł, to jednak jej nie ponosi.

Po drugie, przeraża mnie to, że kibice idą łapka w łapkę z PiS. Wydaje im się, że to oni dyktują warunki, wydaje im się, że teraz to oni rozdają karty. Że „wygrają ten bój tak, jak wszystko co dotychczas wygrali”. Tylko że oni są potrzebni prezesowi do ujadania premierowi. Tylko do tego i jak tylko ta zabawa się skończy, tak szybko przestaną być potrzebni. Ale uśmieję się, jeśli pan Piotr Staruchowicz wystartuje w jakichś wyborach – nie dlatego, że mu nie wolno, ale dlatego że – przypuszczam – wystartuje pod skrzydłami pana prezesa Kaczyńskiego. Ale o tym ciiii….

Po trzecie, kilka dni temu pisałem, że nikt w naszym futbolu za nic nie odpowiada. Ani PZPN, ani kluby, ani kibice, ani policja – no nikt, normalnie nikt. A jak się wreszcie pojawił szeryf, to wszyscy mają mu za złe, że się wpier… wcina w nie swoje sprawy. Nie, nie uważam decyzji Premiera za słuszną, ale być może nie było czasu na inna. Skoro nikt się nie czuje odpowiedzialny, to trzeba uderzyć tam, gdzie najbardziej boli. Po kieszeni. Może to sprowokuje zainteresowanych, do lepszego zabezpieczenia swoich interesów. Może to skłoni kluby i związek do tego, by lepiej zabezpieczały stadiony i imprezy, może to skłoni kibiców, to większej odpowiedzialności za swoich rzucających sztachetami i niszczących trybuny kumpli. Bo, kto wie, może pan Donald się znowu wkurzy i nasz stadion też zamknie. Tak swoją drogą – nie trzeba zmieniać prawa, wystarczy je egzekwować. I to najlepiej na miejscu, wyłapując tych, którzy niszczą mienie. Że to może doprowadzić do eskalacji (o to się rzekomo bała policja w Bydgoszczy)… cóż… policja jest od tego, aby sobie z takimi problemami radzić.

Po czwarte, tłum kibiców przypomina trochę tłum górników, którzy postanowili wyrwać trochę kasy dla siebie. (polecam wpis na blogu Azraela) Tylko strasznie będzie, jeśli ani z górnikami, ani z kibicami sobie rząd nie poradzi. Bo rząd nie jest od tego, aby ulegać jednej czy drugiej grupie, niezależnie od tego, jak silna będzie. Rząd ma być jak samiec alfa – ma dominować w stadzie. I jeśli pojawi się jakieś szczenię z zapędami do pokazania kłów i pazurów, powinien zostać z całą stanowczością nauczony pokory. A jeśli szczenię wygra, to samiec alfa z podkulonym ogonem powinien się zawijać z tego stada, bo słabe alfa, to złe alfa.

Po piąte, czy to znaczy, że kibic ma siedzić cicho i grzecznie klaskać na stadionie? Nie. Tylko kibic musi zrozumieć, że jego „zadaniem” jest doping, a nie burda. Że sposobem wyrażania radości nie jest rzucanie krzesełkiem i wreszcie, że nie jest sposobem wyrażania swojej dezaprobaty obijaniem kogoś po głowie. Stadiony nie są miejscem wyjętym z pod prawa (wręcz przeciwnie, tu można zacząć wyraźnie to prawo egzekwować), i skoro nie robię czegoś na ulicy, np. jako kierowca, to czemu mam ochotę to robić jako kibic tej czy innej drużyny. Nie obijam innych pieszych ani kierowców pięściami? Dlaczego? Bo choć czasem mam na to wielką ochotę, to umiem się powstrzymać, bo takie są zasady. Jak z tych zasad zrezygnujemy, to zacznie obowiązywać prawo dżungli. A jeśli zacznie obowiązywać prawo dżungli, to cofniemy się o kilkatysięcy lat w rozwoju cywilizacyjnym…

Po szóste wreszcie… Nie, nie uważam decyzji premiera za szczęśliwą. Nie uważam, że premier dobrze rządzi. Nie uważam, że to najlepszy rząd na jaki nas stać. Ale wydaje mi się, że i tak jest nieskończenie razy lepszy od rządu zgody narodowej czy tego, który został stworzony na pomy paktu dla polski (czy jak się porozumienie między PiS, LPR i Samoobroną nazywało). Wreszcie nie chcę wiedzieć, jakim samcem alfa będzie (dla niepoznaki nazywany) rząd ekspertów PiSu z SLD… I mam nadzieję, że się nie dowiem. A rząd Donalda Tuska lepszy nie będzie, bo w zaistniałej sytuacji chyba lepszy być nie może.

Na koniec przytaczam materiał, który zrealizował Polsat Sport dla Cafe Futbol

CafeFutbol – Dom Zły, czyli kilka (z tezą… przez ProTesster

Podyskutujmy

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.