2 - tyle minut czytania

Chciałbym, żeby ten tekst był radosny i optymistyczny. Chciałbym dowodzić, że z zadawanych pytań i udzielanych odpowiedzi wynika chęć nawiązania porozumienia i wspólnego kombinowania nad lepszą przyszłością. Niestety, moim zdaniem nie wynika.

Kandydaci nie słuchają pytań, a już na pewno nie udzielają na nie odpowiedzi.
Moderatorzy nie mają sposobu aby towarzystwo skłonić do trzymania się reguł ani nie mają narzędzi by móc odpowiedzi na zadane pytania wyegzekwować
Kandydaci nie mają planów ani konkretów, mają za to sztuczki i wytrychy, którymi chcą zaszachować swoich rozmówców.
Rozmówców nie interesuje co ma do powiedzenia ich partner, bo to nie partner tylko kreatura, którą trzeba zniszczyć, ośmieszyć, pogrążyć.
Dla rozmówcy najważniejsze jest by wygłosić swoje tezy, niezależnie od tego czy mówią na temat, ani czy ktokolwiek ich słucha.
Nie próbują przekonać. Nie potrzebują sposobu na pozyskanie rządu nowych dusz, za to wszystko robią by utrzymać swoje w strachu i mobilizacji.
Widzowie nie słuchają pytań, nie słuchają odpowiedzi, za to bardzo chętnie wypatrują klucza w mowie ciała, w wieżyczkach składanych palcami.
Komentatorzy swoje komentarze mają poukładane zanim wypowiedziane zostaną pierwsze debaty słowa.
Obserwatorzy szukają ciosów, fauli i szpilek rozdawanych przez uczestników.
A wszyscy uczestniczący w tej zabawie dopatrują się oszustwa na każdym kroku.

Debata mówi wiele nie tylko o naszych już-niedługo-panujących i niewiele-brakowało-panujących. Dużo więcej mówi o nas.

Przestaliśmy słuchać, zapomnieliśmy jak się dyskutuje, nie próbujemy się niczego dowiedzieć. Wszyscy wszystko wiemy najlepiej, najchętniej zakrzykując wszystkich, którzy śmią myśleć inaczej. Bo tylko będąc głośniejszymi od innych krzyczących czujemy się pewnie. Bo krzycząc w grupie czujemy siłę i moc naszych bzdurnych argumentów. Odmawiamy wszelkich praw przeciwnikowi, wszak on jest nikim, nic nie wie, nic nie potrafi, na pewno kłamie i lży. Jest głupi i bezmyślny. Jest też niewątpliwie zdrajcą i będzie szkodzić rzeczywistości. A Ci co go słuchają są nawet gorsi. Piętnujemy, z łatwością i rozkoszą. Bo tak prościej. Odmawiamy wszystkim prawa do wizji świata innej, niż nasza. Bo tylko nasza ma rację bytu, każda inna jest zła.

Debata dwóch panów co to startują na Mistera Poland (ten konkurs na prawdę znaczenie ma mniej więcej wyborów Miss Polonii) budzi w widzach emocje większe, niż niejedno mordobicie. Z tą różnicą, że mordobicie nie ma wpływu na naszą rzeczywistość, a tak emocjonalny spór przeniesie się na codzienność. Codzienność, którą – chcąc nie chcąc – musimy budować razem. A tu ciężko rozmawiać, skoro każdy sporny temat okazją jest do krzyku i zaciśniętych pięści, a nie do wypracowania kompromisu. Smutną widzę przyszłość, niestety. Niezależnie od zwycięzcy.

Podyskutujmy

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.