5 - tyle minut czytania

Powolutku, choć naprawdę wielkimi krokami, zbliżają się do nas wybory. Zawsze jakieś wybory się zbliżają, tym razem zbliżają sie wybory polityczne. Nigdy nie jest za wcześnie na wybory parlamentarne – przecież wystarczy rozwiązać parlament. Gorzej z wyborami prezydenckimi, tu trzeba czekać całą kadencję. Tak czy inaczej, powolutku dają o sobie znać przyszłoroczne wybory. Zaczyna się robić bagienko, zaczynają się kręcić aferki, jest czym zająć media. Tak… Kampania już niedługo rozkwitnie.

Rozkwitnie zapewne także w Internecie, w końcu to ważne medium. Będziemy mieli walkę na spoty, słowa, docinki i takie tam. Dlatego też każdy się do interneta pcha. Bo powiedziano, że trza być. Jak być? A to zupełnie inna kwestia.

Każdy ma coś do powiedzenia. Każdy ma dostęp do tych samych, praktycznie darmowych narzędzi. Skończyła sie era blogów, ponieważ świat przyspieszył i nikt już nie ma czasu na pisanie całymi zdaniami (a może nikt już nie ma nic do powiedzenia w całym zdaniu) i nastała era mikroblogów*. Co to są te mikroblogi i jak je jeść i dlaczego warto z nimi być za pan brat, w sposób miły łatwy i przejrzysty wyjaśnia Paweł Loedl

Rzecz w tym, że tu (w InterneTU) nie wystarczy być. Trzeba jeszcze mieć coś do powiedzenia. Nie wystarczy mieć konto na Twitterze, Facebooku czy NaszejKlasie. Oczywiście, czynnym politykom jest łatwiej – dostają bonus za bycie celebrytą, za to że mają znane nazwisko i każdy chce.

— Dygresja —
Warta zobaczenia prezentacja Pawła Tkaczyka o reputacji w sieci:
Prezentację obrobił i wrzucił w sieć MediaFun
— End Of Dygresja —

Każdemu politykowi marzy się bycie Barackiem Obamą. Każdy więc potulnie zakłada konto na Twitterze i twittuje, ponieważ to jest remedium na całe zło… No to zerkam. Barack ma na Twitterze 2 miliony 296 tysięcy followerów. Nasi politycy – Richar Henry Czarnecki 126, Zbigniew Girzyński 156, Sławomir Nowak – 541… porażająca siła rażenia, chociaż Nowaka cytowali już w TVN24… Swoją drogą, nie bardzo wiem czemu politycy ukochali sobie Twittera… Casus Obamy? Być może… Ale tak jak w Polsce bardziej popularna od Facebooka jest Nasza Klasa, Gadu Gadu od MSN Messengera, tak większą siłę oddziaływania będzie miał zapewne Blip niż Twitter (ale jak to ktoś powiedział, tam można snuć bajeczki, na Blipie trzeba by się zmierzyć z trudniejszą opozycją…)

Internet działa troszeczkę inaczej, niż tradycyjne media. Po pierwsze, to nie jest kanał do komunikacji, tylko do rozmowy. Po drugie, tu wszystko co dobre/śmieszne/istotne rozchodzi się szybko, a cały syf musi zostać odseparowany (znowu, przyznając rację Pawłowi Tkaczykowi – zaczynamy coraz skuteczniej filtrować treść). Tu nie wystarczy zrobić filmik okraszony iście bawarskim dowcipem, by tłumy piały z zachwytu. Tu nie wystarczy wpleść w oświadczenie treści antyniemieckie, by oszalał cały internetowy świat. Tu wszystko zostaje zapamiętane i wszystko zostaje zweryfikowane. Szybko. Być może dla naszych polityków za szybko.

Od jakiegoś czasu słyszę, że PiS chce podbić serca internautów. Nie udało się ich zlekceważyć, nie udało się ich obrazić ani ośmieszyć, to teraz będziemy ich w sobie rozkochiwać. Tymi samymi metodami, rzecz jasna. Tylko ja nie jestem pewien, czy Internautów ktokolwiek pytał o zdanie. Nie wystarczy powiedzieć – od dziś jesteśmy z Wami. Nie wystarczy szydzić z konkurentów, by zdobyć poklask. Trzeba mieć coś konstruktywnego do powiedzenia. Podstawowa zasada Internetu. Tu nie chodzi o to, żeby coś wrzucić w sieć i przecież jesteśmy tak genialni, że to zadziała jak wirus. Tu to działa troszkę, jak szukanie „sposobu na blondynkę”. Trzeba zrozumieć, co jest dla niej ważne, trzeba wiedzieć, jak będzie tego szukać, wreszcie trzeba to wprowadzić w sieć tak, żeby sama to znalazła i uznała za interesujące. I – to prawda – znacznie łatwiej pójść do dowolnej TV, siąść przed dowolną kamerą i zacząć nawijać panu dziennikarzowi makaron na uszy. No i jaki efekt od razu…

Odnoszę wrażenie, że nasi politycy nie mają pomysłu na to, jak sieć wykorzystać. Powielają cudze schematy naiwnie wierząc, że to wystarczy. Nie wystarczy. Internet ma w sobie coś z PR’u. Trzeba znać rozwiązania innych, żeby wiedzieć co jest dobre, ale także po to, aby przypadkiem nie zrobić idealnej kopii czegoś, co już w danym środowisku funkcjonuje, bo to się nie sprawdzi. Fakt – NaszaKlasa nie jest innowacyjnym pomysłem w skali świata, ale w Polsce była pierwszym serwisem, który zagospodarował tą konkretną niszę. Żaden inny serwis społecznościowy (żeby nie wiem jaką miał funkcjonalność) nie podbije serc kopiując schematy NaszejKlasy. Trzeba wymyślić coś nowego i tym zdobyć serca internautów. A na to naszych polityków nie stać. Każdy ma bloga, więc żaden się nie wyróżnia. Każdy ma mikrobloga, ale żaden sie nie wyróżnia. A to chyba nie o to chodzi, aby być polityce takim, jak każdy.

*W sprawie ery mikroblogów – oczywista bzdura. Mikroblog nie wypiera blogu. On tylko dramatycznie zmienia sposób komunikowania światu nowych informacji. 140/160 znaków wystarczy, żeby sprzedać ciekawostkę, temat, myśl, ale nie wystarczy do tego, aby temat wyczerpać. Mikroblog to po prostu doskonałe miejsce, aby nawiązać kontakt, zaciekawić odbiorcę i sprzedać mu nasze przemyślenia. Taka skuteczniejsza i prostsza metoda, niż zwykły kanał rss, przywiązania do siebie odbiorcy. No i pozwala na dialog, zamiast jednostronnej komunikacji.

Podyskutujmy

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.