2 - tyle minut czytania

Kiedy zaczynałem pisać tą historyjkę, miałem nadzieję, że to będzie króciutki pościk z happyendem. Anegdotka, która się opowiada znajomym przy jednym większym albo jednym głębszym. Nigdy nie sądziłem, że będę sobie spisywał taką nie całkiem ciekawą historę pewnej instalacji… No ale cóż…

W poniedziałek był technik z firmy A, wysłany przez Netię, który zorientował się, że nic nie może zrobić, więc zgłosił problem firmie B, podwykonawcy Netii, która miała się ze mną kontaktować. Sytuacja była taka, że nie mogliśmy się dokonać synchronizacji, jego modem/mój roturer po podpięciu wydłużał długość połączenia o 4 kilometry, a sygnału nawet nie było na najbliższym słupie.

Potem technik wyszedł, Internet się pojawił, byłem happy, ale ledwie trzy godziny później wróciliśmy do punktu wyjścia, czyli bez połączenia z serwerem Netii za to na łączu ex providera. Miałem czekać do wczoraj, aż się ktoś ze mną skontaktuje.

Telefon ok. 14 z firmy B. Czy ja to ja, czy ja mam ten problem, kiedy możemy się spotkać – po 18? (bo tak wracam po pracy) lub dnia następnego. To ja zaraz zadzwonię. Zaraz trwa do dziś, do godziny 11:16. Swoją drogą, ciekaw jestem, po co im jestem, skoro połączenia nie ma rzekomo na słupie, a do słupa dojście jest z ulicy a nie z mojego mieszkania.. Poza tym, byłem grzeczny za pierwszym razem – czekałem, byłem grzeczny za drugim razem – czekałem. Teraz, to może oni zechcą w jakimś stopniu dostosować się do mojego planu dnia, chociaż w dalszym ciągu jestem skłonny ustalić termin i się go trzymać. Tylko, że trzeba go ustalić, a nie dzwonić z nadzieją – to my będziemy u pana za kwadrans.

Jest środa. W sumie całkiem nie brzydka środa. Internetu brak, kontaktu brak, przyszłość nieznana. A mi się po prostu nie chce.

Dam znać gdyby coś się zmieniło. W którąkolwiek ze stron.

Podyskutujmy

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.