3 - tyle minut czytania

Od ostatniego wpisu dotyczącego internetu od Netii, czyli od 6 sierpnia bardzo chcę napisać, że jestem szczęśliwym abonentem tej usługi. Bardzo chciałbym, niestety nie bardzo mogę. Chociaż, poczyniliśmy pewne postępy…

Po pierwsze, już wiem, że można się dodzwonić na infolinię. Doświadczyłem tego empirycznie. Szkoda tylko, że w dalszym ciągu tracę po kilkanaście minut na wytłumaczenie, ŻE NIE DZIAŁA. Ale po kolei.

Internet trochę działa, a trochę nie. Co prawda, udało nam się poprawić wskazania na routerze, czyli przekroczyliśmy magiczne 4mbit/s na paśmie przychodzącym. Wychodzące – miało być 512, zatrzymaliśmy się na 280… no, 380 przy dobrych wiatrach. Tak przynajmniej było w ubiegły piątek.

W sobotę wyjeżdzałem w takie miejsce, gdzie są Ważki*, ale internet jest GPRS, więc na pytanie jak mi się pracuje na 236kbit/s odpowiadałem: „Cierpliwie”. Byłem cierpliwy, bo obiecywałem sobie, że po powrocie, czeka na mnie prędziutkie, szybciutkie i zgrabniutkie 4mbit… Kciałbym…

Wróciłem w środę. Akurat wtedy, gdy nasza reprezentacja postanowiła skopać Greków. Internetu na początku nie było – ale przez chwilę, potem był – tak długo jak grali nasi, potem znowu go nie było.. Telefon, zgłoszenie, prośba o reakcję, oddzwonimy, do usłyszenia.

Czwartek – internetu rano nie ma. Nawet wskazań na routerze nie ma. Okrągłe zero wychodzące, okrągłe zero przychodzące. A ja bym nawet popracował… Nie chcę się użerać z infolinią, w środę wzmiankowali, że trudności mogą być do czwartkowego popołudnia, więc pójdę do biura, jak wrócę powinnien być. Wracam i jest. I jestem szczęśliwym abonentem Netii. Mija godzina, druga, trzecia – ciągle Internet jest. W spokoju duszy zamykam komputer, a w piątek rano…

Internetu nie ma. Niby wskazania na routerze są, ale połączenia jak nie było, tak nie ma. Telefon, infolinia, dzień dobry, bo ja w tej sprawie… tak zgłaszałem.. tak ostatnio dwunastego… tak zaczekam… (w tle moja ulubiona muzyczka)… realizacja w toku… świetnie.. tylko że ten Internet, to mi jest potrzebny do pracy (mimo wszystko, hłe, hłe) a nie do zabawy i gołych dup (to popularna fraza, którą specjalnie dla googla wtrącam) oglądania. Cieszę się, że Pan mnie rozumie, cieszę się, że pan wysyła ponaglenie, cieszę się że oddzwonicie, ogólnie cieszę się, ale z mojej radości internetu nie przybyło. Wskazania na routerze (pokazujące synchronizację) czasem są, czasem ich nie ma – co może oznaczać że albo coś naprawiają, albo nie naprawiają nic. Internetu nawet nie mogę powąchać. W akcie desperacji podłączam się do sieci od starego providera, któremu nie wypowiedziałem umowy. Chyba byłem przewidujący, czy jak?

Po raz kolejny mogę się przekonać o tym, że lepsze jest wrogiem dobrego, albo przynajmniej całkiem przyzwoitego. Mam nadzieję, że już za godzinę, może za dwie będę mógł być szczęśliwym abonentem tej usługii Netii, póki co, biegam co parę minut zerknąć na diodki, może zapali się też ta, świadcząca o udanym połączeniu ze światem.

Chwileczkę.. sprawdzę…

Nie.. tym razem jeszcze nie… Wkrótce chyba nadejdzie czas na zainstalowanie jakiegoś dzwoneczka informującego mnie o tym, że teraz mogę skorzystać z wuwuwu…

W sumie, co ja się czepiam.. że w roku 2009 sieć nie działa tak, jak powinna? W tyłku mi się poprzewracało. Burżuj jestem. Przepraszam, Internauta…

* gorsza wiadomość jest taka, że oprócz ważek są też gzy, szerszenie, osy i komary. No ale one nie są aż tak fotogeczniczne.

Aktualizacja z godziny 14:57. Diodka na routerze sygnalizuje, że Internet się pojawił. Pojawiają się takoż dwa pytania. Na jak długo? I czy warto zmieniać w tej sytuacji łącze na to Netiowe…

Aktualizacja z godziny 15:13. Postanowiłem (lenistwo) jeszcze nie przepinać internetu. Chyba znowu obudził się we mnie jasnowidz. Diodka, ta od połączenia z wszechświatem, znowu zgasła…

Podyskutujmy

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.