1 - tyle minut czytania

Dziś chyba będzie krótko (chociaż obiecać nie mogę, ale w razie jak by co, to „to się wytnie”) i chaotycznie. Tematem hejt, który dotyka każdego z nas pod każdą możliwą postacią.

Oczywiście, hejt nie jest niczym nowym i rozlewa się po sieci od dawna, w zasadzie powoli zaczyna się z niej wylewać. Nie mniej jednak jedno moje małe spostrzeżenie w temacie, nie uczymy się. Nie wyciągamy wniosków. Zamiast głodzić, karmimy trole. Zamiast ignorować – rechotamy. Czasem półgębkiem, czasem z niesmakiem, czasem nieco zażenowani. Ale to rechot słychać. I oczekiwanie na kolejne pożal się boże riposty.

Nakręceni hejtem jak katarynka

Każdy z nas może być krytykiem. Każdy może mieć swoje zdanie. Każdy może być satyrykiem i szydercą.

Nie mniej jednak, wydaje mi się, że jesteśmy o krok od przekroczenia kolejnej granicy. Dobry smak i kulturę zostawiliśmy już daleko w tyle. Podobnie jak przyzwoitość. Teraz tylko prześcigamy się w tym, kto „przypieprzy” bardziej. I co smutniejsze, coraz częściej walimy ad personam. Bo tak łatwiej.

To powoli staje się nasz język komunikacji. Nastawiony na szyderę, nie na porozumienie. Nie mamy sobie nic do powiedzenia, nie mamy też żadnych skrupułów. Każdy każdego może opluć, w dobie wolności słowa nie bierzemy za słowa odpowiedzialności. Nie muszę nic umieć, nie muszę nic udowadniać, nie muszę nic sobą reprezentować, nic wiedzieć, nic robić.

Jestem, więc Cię obrażę. Myśleć nie muszę.

Tylko co dalej? Z tego rechotu nic nie wynika, nic nie powstaje, nie otwiera nowych możliwości. Im bardziej będziemy się bawić, rzucać gównem, tym bardziej będziemy gówniarzami, tym bardziej będziemy mieli gównem ufajdane ręce, tym bardziej będzie od nas cuchnąć.

Podyskutujmy

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.