5 - tyle minut czytania

Ponieważ Prawo i Sprawiedliwość zadbało o nasz dobrobyt i wolno nam już grillować ( i pomyśleć, że za jakiś czas ten „wysokich” lotów dowcip będzie dla większości postronnych czytelników zupełnie niezrozumiały), więc mając długi weekend przed sobą, trudno z tej jakże wyjątkowej możliwości nie spróbować. Cóż, dość powiedzieć, że są i tacy, ale skoro mają dobre wymówki – będzie im wybaczone. Zanim zaczniemy jeść pyszne dania z rusztu, trzeba mieć co na ruszt włożyć. Zatem zakupy.

15

I od razu, kilka uwag.

Po pierwsze, do pierwszego przepisu nie będziemy potrzebować wszystkich pokazanych na zdjęciu elementów. Stół się przyda, ale jeszcze bardziej przyda się deska.

Po drugie, nawet gdybyśmy chcieli odtworzyć wszystkie zaplanowane na ten weekend przepisy, okazałoby się, że jest tu kilka dodaktów nikomu do szczęścia nie potrzebnych. Na przykład Ocet winny, albo Balsamiczny (też ocet). Albo… Shaker. Chociaż nie, shaker się zawsze przyda. Wystarczy mieć co mieszać i wszystko smakuje lepiej.

Po trzecie… kolejny błyskotliwy dowcip trafił szlag. Przystępujemy zatem do rzeczy.

Zacznijmy od tego, co przygotujemy. Przygotujemy karkówkę i to od razu na dwa sposoby. Oba sposoby różnią się w szczegółach i to dopiero w etapie po którym następuje włożenie do lodówki. Poza tym, od początku do końca to samo. No i smakuje trochę inaczej. Na tyle inaczej, że czuć różnicę.

Krok pierwszy: kupujemy karkówkę. Ponieważ się na karkówce (na razie) nie znamy, prosimy w sklepie żeby dali nam jakiś dobry kawałek. Jeśli jesteśmy leniwi, prosimy o pokrojenie. My nie byliśmy leniwi.

Krok drugi: myjemy karkówkę. Można w garnku, można w misce, najlepiej w wodzie. Karkówka musi chwilę odmoknąć (nie wiadomo dlaczego) i nie należy jej w tym specjalnie przeszkadzać (w końcu też nie lubimy, gdy nam ktoś w kąpieli przeszkadza). Moczona karkówka (w ilości trzech kilo – tak, dużo, ale my też jesteśmy duzi. po zjedzeniu trzech kilo karkówki bedziemy nawet więksi tu i ówdzie, zwłaszcza ówdzie) wygląda tak:
16

Krok trzeci: jak już się wymoczy, można kroić. Cienko czy grubo… hmm.. według umiejętności, apetytu i ostrości noża, pamiętając jednak o tym, że wygrillowana karkówka zmniejsza swoją objętość wprostproporcjonalnie do czasu spędzonego na grillu, pod warunkiem, że grill jest rozpalony. Plastry mięsa powinny być rozsądnej grubości. Jesteście rozsądni, wiecie co robić. My zrobiliśmy to tak:

17

Krok czwarty: Pokrojone mięso trzeba zamarynować. Czym? Jak? A to już zależy od tego co macie pod ręką. Uwaga, to właśnie ten etap kiedy będziemy rozróżniać Karkówkę A od Karkówki C (Karkówki B nie ma, bo B można czytać jak „be” a „be” może nie smakować, albo takie przynajmniej sprawiać wrażenie).

Wersja A: Bierzemy szklankę, do szklanki dajemy oliwę z oliwek i przyprawy: papryka, pieprz cayene, oregano, odrobina chili, oregano, sól, pieprz, można dodać trochę czosnku – do smaku. To znaczy jak ktoś lubi to doda na pewno, jak ktoś nie lubi, to niech spróbuje i przestanie wybrzydzać. Wszystko należy wymieszać  i zaczekać do kroku piątego.

Wersja C: Bierzemy szklankę, do szklanki wlewamy oliwę z oliwek i trochę słodkiej papryki, można dodać odrobinę(!) miodu. Ważne aby pod ręką mieć kolendrę. Wszystko wymieszać (kolendrę mieć pod ręką).

Krok piąty: smarujemy pokrojone mięso tym, co mamy w szklaneczce. Cierpliwie, plaster po plastrze. Jeśli wybieramy wersję C należy po przesmarowaniu mięsa marynatą posypać je świeżą, świeżo rozdrobnioną kolendrą (bo przecież mamy ją pod ręką). Nie przejmujemy się ty, że pachnie intensywnie. Jak by was rozcierali, też byście pachnieli intensywnie. A na grillu wszystko przechodzi i ładnie się komponuje. Musicie uwierzyć na słowo.

Drobny dodatek do wersji A: można zalać winem. Najlepiej czerwonym, wytrawnym lub półwytrawnym. Dodatkowa uwaga dla miłośników czerwonego wina: Nie wypić wszystkiego przed zamarynowaniem. Czerwone wino będzie smakować także przy konsumpcji, a zamarynowane i zalane winem mięso będzie smakować wyśmienicie. Po tych wszystkich działaniach, mięso w misie wygląda mniej więcej tak: 21

Misę należy teraz zabezpieczyć folią spożywczą i wsadzić do lodówki. Mięso zamarynowane musi się teraz wymoczyć w tej naszej tajemniczo pachnącej miksturze. A my? Zanim zaczniemy grillować, musimy posprzątać, ponieważ każdy szanujący się facet przygotowujący jakiś posiłek gotuje we wszystkich garnkach znajdujących się w domu (w razie deficytu można pożyczyć od sąsiada, no chyba że on też właśnie gotuje…) i to gotuje we wszystkich jednocześnie. Kobiety – to chwila dla Was, teraz możecie załamać ręce, ponieważ Wasza kuchnia w szczegółach i w ogólności ma wszelkie prawo wyglądać mniej więcej właśnie tak:

22

Ale wierzcie mi, warto.

Krok szósty: tak przygotowane steki – od teraz możemy je tak nazywać i biada temu kto podważy nasze słownictwo! – ekspediujemy na całą noc do lodówki. Niech się przegryzie i niech się przygotuje na długie podpiekanie na wolnym ogniu.

A co my mamy do zrobienia? Możemy wypić resztę wina.. nie oszukujmy się, zdążymy sobie jeszcze kupić nowe. Możemy też pojechać kupić jakiś grill. Przecież nie robiliśmy tego wszystkiego na darmo, nie?

Wszystkim odważnym i zdeterminowanym życzę smaczego. Na zdrowie;) A.. jak steki wyglądają w wersji ostatecznej? Mniej więcej jakoś tak:

36

Krok siódmy, ostatni: Tak przygotowane steki konsumujemy. Nie szczędzimy sobie i kucharzowi pochlebstw i wina. Czekamy na komplementy i zachwyty ze strony współbiesiadników. I niech spróbują nie być wylewni…

Uwaga końcowa – nieciekawe dygresje i małolotne żarciki nie wpływają na końcową jakość potrawy;)

2 thoughts on “Grillowany weekend – po raz pierwszy

  1. Też tam byłem, steki jadłem wino piłem
    później grzecznie w łóżku spałem
    spałem, śniłem i nie chrapałem (chyba).

    Grill spędzony w miłym towarzystwie za co dziękuję szanownym współbiesiadnikom.
    Nie robiliśmy niczego, co mogłoby zostać uznane za wykonane pierwszy raz w Polsce i co mogliby nam zawdzięczać potomni, chyba że coś umknęło mojej uwadze… ;).

Podyskutujmy

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.