4 - tyle minut czytania

Pół dnia w kuchni. Dosłownie. Oczy zalane łzami, niemal krokodylimi (forfiterowymi, rzekłby ktoś). Palce – ku zaskoczeniu ogółu – całe. Kuchnia też jakby nie całkiem zabrudzona. No i papu też jest… ale o papu za chwilę.

Krótki (bueeeheeehehehe) przepis na lasagne:

  • pół kilo – czy coś koło tego – cebuli,
  • pół kilo – czy coś koło tego – pomidorów,
  • mięsa wołowego lub wieprzowego (lub mieszanki) zmielonego – pół kilo (czy jakoś tak)
  • Kilka cebule szalotek (eschalotte),
  • kilka główek czosnku,
  • coś koło litra (no joking) oliwy z oliwek,
  • przecier pomidorowy – jakieś pół litra,
  • kilka plasterków szynki,
  • makaron lasagne
  • kilka ziemniaków,
  • kilka jajek,
  • trochę – tak pół kubeczka – bułki tartej.
  • Sera mozzarella troszkę (125g = dobrze, 250g = też bardzo dobrze)
  • Ser parmezan albo inny serek do posypywania
  • Przyprawy i inne zielska do wyboru do smaku

Przygotowania

Obieramy cebulki szalotki, wrzucamy na mniej więcej godzinę do oliwy na bardzo mały ogień. Nie spalamy, nie smażymy, tylko grzejemy. Po mniej więcej godzinie dorzucamy wszystkie ząbki czosnku z tych główek, cośmy je sobie przygotowali. I tak to tam zostawiamy jeszcze na jakieś 40 minut. Ile tej oliwy? Tyle, żeby zakryć wszystko, cośmy do garnka wrzucili. Po tym całym czasie – jakieś godzina trzydzieści, odcedzamy z tej oliwy (oliwy nie trzeba wyrzucać, można odlać komuś się jeszcze może kiedyś przydać). Nam się przyda dziś kilka łyżek, na których możemy te ugotowane szalotki i czosnek podsmarzyć. Po kilku minutach na patelence zdejmujemy, odcedzamy, odstawiamy. A w tak zwanym międzyczasie…

Przepis na sos pomidorowy

W tak zwanym międzyczasie…
Cebulka do pokrojenia w kostkę, pomidor do pokrojenia w kostkę, oliwa na głęboką (ważne) patelnię. Na średnim ogniu wrzucamy cebulkę i pod przykrywkę ją. Po jakichś 8-10 minutach (jak cebulka już się sklarowała), dorzucamy pomidorki, przecier i zioła (tymianek, bazylia, oregano – jak ktoś ma świeże, to pochwalam, też można, też zdrowe). I to nam się robić będzie przez godzinkę. Aha – ważne, istotne, może nawet kluczowe – zmniejszamy ogień, znowu na tak zwane minimum. No.. to sosik już mamy, znaczy mieć będziemy. A swoją drogą, ten przepis na sos sprawdza się także w innych przepisach, można go wykorzystać choćby i przygotowaniu domowej pizzy 😉

Dalsze przygotowania

Ziemniaczki obieramy, gotujemy – jak do schabowego. Z tą różnicą, że nie robimy purre, tylko po ok. 20 minutach od zagotowania odcedzamy i chłodzimy. Jak się schłodzą można pokroić w półcentymetrowe plasterki, odkładamy i czekamy na resztę.

Jajka (kilka -1) gotujemy na twardo (wrzucamy do gorącej posolonej wody na 10 minut), obieramy, kładziemy obok ziemniaków, one też czekają na resztę.

Do jajek i ziemniaków możemy dorzucić rozszarpany ser mozzarella – szarpać możemy nie na drobiazgi, ale na kawałki rozsądnych rozmiarów.

Do mięsa dodajemy bułkę tartą i to jajco co nam ono zostało. Mieszamy, mieszamy, mieszamy i ugniatamy w kuleczki o średnicy 2, 3 albo i czterech centymetrów. Po ugnieceniu i po tej mniej więcej godzinie robienia się sosu, dorzucamy kuleczki mięsne do sosu na około 20 minut. I dlatego patelnia miała być głęboka.

Składanie lasagne

Przyda nam się teraz naczynie do zapiekania. Na dno kilka kropel oliwy, trochę startego sera i pierwsza warstwa lasagni – ma zakryć całe dno. Teraz dajemy sos pomidorowy z mięsnymi kulkami, nie za gęsto, mniej więcej połowę z tego, cośmy przygotowali. Potem warstwę uzupełniamy kilkoma ziemniakami, kilkoma plasterkami jajek, i odrobiną mozzareli. Można (a nawet należy) na to wrzucić ten przysmażony czosnek z szalotką (też mniej więcej połowę). Posypujemy to teraz serem, pietruszką (i nie wytykać mi, że nie wspominałem dotychczas o pietruszce!) i kładziemy na to cieńką warstwę z szynki. Po szynce kładziemy kolejną warstwę makaronu. Na ten makaron znowu – sos z mięsem, ziemniaki, jajko, ser, czosnek z szalotką, ser starty, szynka i makaron. Na tą ostatnią partię kilka łyżek sosu (już bez mięsa) i sera dużo i do smaku. Całość przykrywamy folią aluminiową (błyszczącym do środka) i wkładamy na 40 minut do piekarnika. Po 40 minutach zdejmujemy folię i zostawiamy jeszcze na 5 minut. Aaa.. temperatura? 165 stopni.

Najbliższe 40 minut możemy spędzić na uspokajaniu domowników, że jedzenie będzie już za chwilkę, już za momencik. A co po 40 minutach? No wyjmujemy coś, co wygląda właśnie tak:

[nggallery id=14]

A jak smakuje? Heh.. smakuje tak, że… to najlepsza lasagna jaką kiedykolwiek jadłem. I tak, jestem nieskromny.

Skąd ten przepis? Z Masterchef Australia. I wierzcie mi, już niedługo wszyscy zapomnimy o tańcach z gazdami i kocham się Polsko – wszyscy będziemy się ekscytować kuchennym reality show…

Podyskutujmy

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.