4 - tyle minut czytania

Akt I – wprowadzenie

W dzisiejszym „Dzienniku Gazecie Prawnej” możemy przeczytać Apel podpisany przez 118 osób w którym autorzy domagają się, a może postulują o uwolnienie Marcina Rywina, nieco bardziej chyba znanego jako Syn znanego producenta filmowego. Marcin Rywin jest oskarżony o wręczanie łapówki, celem zdobycia opinii lekarskiej, celem zwolnienia ojca z więzienia. Co więcej, są publikacje prasowe, w których znajdujemy informacje jakoby Marcin Rywin przyznał się do wręczania takich łapówek.  To tyle jeśli chodzi o zarys historyczny.

Pewna grupa osób, która tak z imienia jak i nazwiska wiele mi nie mówi, uznała, że formą nacisku(?) na sądy(?) lub opinię publiczną jest wykupienie całostronnicowej reklamy w jednym z dzienników, gdyż jako „taki stan rzeczy powoduje ich obywatelskie zaniepokojenie i zmusza do publicznego zadania pytań o tempo prowadzenia tego dochodzenia; o sens przedłużania aresztu pod pozorem mataczenia w sprawie czynów, do których miało dojść ponad cztery lata temu; o to czy środki stosowane wobec całej rodziny Rywinów są adekwatne do zarzucanych im czynów.”

apel_marcin_rywin

Drobna dygresja – zważywszy na fakt, że Marcin Rywin już polskie sądownictwo oszukał lub usiłował je oszukać (zakup fałszywych opinii lekarskich) nie dziwię się, że sąd obawia się mataczenia.

Wracając zaś do sedna…

Akt II – rozwinięcie, czyli to co ważne

W ostatnim czasie w naszym kraju pojawiła się moda na listy. Prawie każdy „znany ktoś” może liczyć na ciepłe słowa od innych „znanych ktosiów”, którzy wystąpią w jego obronie, aby przypadkiem nie działa mu się krzywda. Podobne listy były pisane w obronie Ojca Marcina Rywina, dziennikarze bronią dziennikarzy, ostatnio mieliśmy list w sprawie Romana Polańskiego (choć już kilka tygodni później, niektórzy podpisani nie pamiętali co podpisywali). Wielu gotów jest świadczyć, poręczać, tłumaczyć. Po prostu w ogień skoczyć. Przy czym czasem mam wrażenie, że podobnie jak sus w żar, tak i wszystkie te publiczne demonstracje są rzadko kiedy przemyślane.

Czy odmawiam komuś obywatelskiej postawy – byłbym ostatnim, który odważyłby się na taki ruch. Chciałbym natomiast przypomnieć, że zrobić można znacznie więcej, niż pisać list. Jak to? Bardzo prosto. Po pierwsze, te listy pisane są do kogoś. Tylko, że ten ktoś też nie jest znikąd, co więcej, można w dość jasny sposób przedstawić ludzi, którzy sprawują władzę i mają pieczę nad tym, jak stanowione i respektowane jest prawo w naszym kraju. To MY, obywatele, wybieramy sobie posłów, którzy stanowią prawo. To MY, obywatele oddajemy głosy na prezydenta, który ma stać na straży konstytucji. To MY, obywatele mamy prawo wyboru, z którego nie potrafimy skorzystać.

To od nas zależy kto rządzi. Czasem możemy się mylić, czasem możemy błądzić, czasem możemy decydować głupio. Ale to od nas zależy, czy będziemy potrafili wyciągać wnioski z tego, co wokół nas się dzieje. Zamiast apelować w próżnię, zamiast bawić się w rolę ostatnich sprawiedliwych, może warto zadbać o to, aby nikogo więcej nie dotknęła taka sytuacja. Niezależnie od tego, jak ma na nazwisko, czy też jaka literka stoi za imieniem. Może zamiast pytać o adekwatność środków zastosowanych w sytuacji konkretnej, warto pokusić się o rozwiązania jasne, klarowne i niezależne od jakiegoś widzimisię  czy potrzeby politycznej chwili. Niezależne od tego kto rządzi. A w razie przekroczenia takich przepisów, jasne konsekwencje wobec tych, którzy ich nie dotrzymali.

I wreszcie, kto ma zabiegać o to, aby o takich sprawach mówić, aby o takie zmiany walczyć, jak nie ludzie, którzy gotowi są wydać mnóstwo pieniędzy na jednostronnicowy apel. Bo jeśli zależy im tylko na tym jednym przypadku, a cała reszta jest okej, to to jest kolesiostwo*.

Akt III – przeciągnięty w czasie epilog

Sygnotariusze apelu zwracają także uwagę, na długość postępowania i czas jaki oskarżony spędził już w areszcie… Niejako w sukurs idzie temu dzisiejsza wiadomość Tok FM dotycząca sporu jednego z prawników ze Stalexport – firmą obsługującą Austostradę A4. Rzecz zaczęła się w 2007. roku kiedy Mariusz Fras odmówił płacenia na bramkach wyjazdowych autostrady. Stalexport oskarżyła go o wyłudzenia, ale sąd się z tą opinią nie zgodził. Teraz  Fras walczy o odszkodowanie, za czas jaki musiał czekać na opuszczenie bramek bez płacenia. Dziś ruszył nowy proces. Następna rozprawa odbędzie się w… lutym. I niech mi ktoś powie, że to nie jest nasza własna, rodzima paranoia…

* No ale też wszyscy wiemy, że Kumple to grunt…

Podyskutujmy

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.