4 - tyle minut czytania

Na początku pojawiła się idea. W XXI wieku idea wymaga domeny. Domena wymaga kupienia. Kupić domenę, jak to łatwo powiedzieć – www.kupdomene.pl (i nic dziwnego, jest już taki sewis, hłe, hłe). Kupuję i mam. Mam i korzystam. Chciałbym, żeby tak było.

Dotychczas korzystałem z usług nazwy. W sumie nie są to usługi tanie, zwłaszcza patrząc przez pryzmat promocji, którymi zewsząd nas atakują, ale nie miałem z nimi problemu. Znajdowałem, kupowałem, konfigurowałem i miałem. Tak dawno dawno temu zacząłem przygodę z domenami i zapewne tam ją skończę, ponieważ po dzisiejszym specjalnej ochoty do eksperymentów nie mam.

Postanowiłem na odmianę i innego rejestratora. Aby nie szukać w ciemno, skorzystałem z tego, co radzi wujek gugiel, a raczej jakimi radami inni karmią wujka gugla. Ponieważ nie kupowałem samochodu ani nie konstruowałem stacji kosmicznej, nie przeglądałem tysięcy stron, a tylko kilka. Polecano tam serwis Active24.pl. Że stosunkowo tani, ale też wiarygodny, rzetelny, wygodny. No to siup.

Domena: czy wolna – yes, czy mogę tu kupić – yes, czy odpowiada mi cena – yes.
Serwer – czy chcę… w zasadzie nie, ale co macie. Serwer Home (jakaś powierzchnia, jakiś transfer, jakiś sql) ma to co potrzebuję, kosztuje nie wiele, przez pierwsze 6 miesięcy sprawdzę czym to się je. Zatem kupuję. Przelew – yes, opłacone – yes. Mail potwierdzający – yes.

Na tym etapie współpracy z nazwa.pl wiem, że tak serwer jak i domena jest do mojej dyspozycji „z marszu”. Tego też się spodziewałem i dlatego się zdziwiłem.

Domena – prowadzi nigdzie, a raczej nigdzie nie prowadzi. Panel administracyjny jest, ale jakiś taki mało seksowny – ale bazę danych da się założyć. Czas na ftp – nie można znaleźć hosta… que? Połączyć się z ftp nie mogę, przesłać plików nie mogę, bo klient nie może znaleźć serwera… que?

No dobra.. domena może jeszcze się nie rozpropagowała, ale może mogę wejść przez jakąś subdomenę zaproponowaną przez Active24 – znowu, chciałbym, ale nie zawsze chcieć to móc. Sprawdzę czy chociaż mail obsługują i – ku memu zdziwieniu – mail wysłany na info[at]mojanowadomena.pe-el  dotarł i mogę sobie z niego korzystać.. faaajnie, ale JA CHCĘ DOMENĘ.

Informacji na stronie nie znajduję, więc może telefon  do bok. Najpierw zajęte, potem zajęte i chwilę później nadal zajęte. Żadne tam – witaj, jesteś dla nas ważny, zaczekaj bo nasi konsultanci ledwie znajdują czas na obrabianie kolejnych telefonów tak jak Ty wkurzonych klientów. Nie, żadne takie, po prostu – numer zajęty. Pa pa. Co ciekawe, w mailu podany jest inny numer kontaktowy niż ten na stronie, więc spróbujmy – tego z kolei nikt nie odbiera. Tośmy sobie pogadali. Po chwili się jednak dodzwoniłem, ale dalej też było zabawnie.

Tłumaczę kto ja i z jakim problemem dzwonię – niech pan poczeka, aż się DNSy rozpropagują. Ok, ale ja tu czekam, a wy zaraz pracę kończycie, to może da mi pan inny sposób wejścia na wykupiony serwer, żebym sobie mógł chociaż pewne rzeczy uploadować? Nie mogę panu udzielić takich informacji, bo ja nie wiem czy pan to pan. Niech pan wyśle maila.  <ściana> A jaką informacje może mi pan udzielić? No żeby pan poczekał na DNSy, a jak coś więcej, to niech pan wyśle maila z dyspozycją i od razu proszę dać 2 i 6 znak hasła, to wtedy zrobimy od razu…

Domenę i serwer kupiłem mniej więcej o 12:30. Jest 17:30 i dalej mogę się co najwyżej oswajać z myślą, że domena nie prowadzi nigdzie. Nie wygląda to niestety na udany początek cennej znajomości i współpracy. Jak tak dalej pójdzie, to albo koncepcja i jej realizacja zostanie przeniesiona na sprawdzoną nazwę, albo o całej sprawie zapomnę… 🙂 O samej koncepcji napiszę więcej jak już domena będzie działać, bo choć to żaden hit, to w dość prosty sposób obrazuje koncepcję;)

Zatem… jeśli tylko chcecie zaspokoić swoją ciekawość, trzymajcie kciuki za dns’y:)

Podyskutujmy

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.