Tik tok i zawód przyszłości

Trochę z racji potrzeb zawodowych, trochę z ciekawości własnej, staram się mieć oczy otwarte i wiedzieć jakie nowe serwisy / gadżety / usługi pojawiają się w użyciu. Żaden ze mnie early adopter, najczęściej wystarcza mi samo „aha, jest taki serwis” i nie ma we mnie imperatywu „musisz tam mieć konto”. Przy czym jesienią zeszłego roku zbyt często słyszałem „Wicie, TikTok jest naprawdę spoko” oraz, „Wicie, nie zrozumiesz”, żeby to zlekceważyć. Opór wewnętrzny miałem wielki, ale trzeba było spróbować. Żeby choć trochę być na bieżąco. 

Rzekomo boom na TikToka jest wielki. W lutym 2019 można było przeczytać o wielkim fenomenie, milionach (dokładnie sześciu milionach) pobrań, które miały świadczyć o tym, że to wielki zwycięzca serc, umysłów i komórek Polaków. Ta liczba robi wrażenie, choć jak się zerknie w zestawienie Gemiusa za grudzień 2019, to TikTok nie pojawia się wśród top 20 aplikacji w Pl. Co oznacza z jego popularnością jest ciut mniej kolorowo. Tylko… czy to aby na pewno ma znaczenie?

Continue readingTik tok i zawód przyszłości

Płacić tylko gotówką? W 2020 roku?

Jestem w fazie testowania rozmaitych pomysłów na nawyki i badania na sobie, co z tego wynika. Jedną z pierwszych prób było codzienne pisanie, potem poranne, wczesne wstawanie, zabawa z dietą, zimnymi prysznicami. Na tym się jednak nie skończyło, a niedawno podzieliłem się wrażeniami związanymi z tygodniówką i dniem bez wydawania pieniędzy.

Ten wpis to małe podsumowania trzeciego z eksperymentów finansowych, jakie w ostatnim czasie postanowiłem na sobie przeprowadzić. Tym razem postanowiłem spróbować płacić tylko gotówką. Choć z drobnymi ustępstwami. Dałem sobie przyzwolenie na płacenie telefonem za parking i bilety komunikacji miejskiej, ew. bilety kolejowe i paliwo (czyli zrobiłem całkiem sporą lista wykluczeń…).

Continue readingPłacić tylko gotówką? W 2020 roku?

Czy w 2020 będę pisał więcej? Może…

📆 Tygodnik 2020 - Tydzień pierwszy - rozbiegówka Spróbujemy pisać regularnie, ale trochę inaczej. Czyli rzeczy, które mi zostały w głowie i którymi chce się w razie czego sam ze sobą podzielić. Skonfiguruj swój telefon, aby korzystać z niego lepiej - Artykuł zaskoczył mnie tym, że w tym temacie wciąż są proste rzeczy do zmieniania. Pisałem już o tym, żeby zmieniać swój telefon tak, żeby był mniej atrakcyjny...

Facebook jest jak cukier. Ale nie z tego powodu, o którym myślisz

Dawno dawno temu, jeszcze zanim byli premierzy polowali kamieniami na dinozaury, polska reklama przekonywała, że cukier krzepi. A potem okazało się, że i owszem, jest w cukrze energia, ale coraz bardziej uświadamiamy sobie (a może raczej uświadamiane nam jest) że w nadmiarze cukier jednak szkodzi i uzależnia. Tylko jest tak słodki (i tak wszechobecny) że trudno go sobie odmówić. Tym bardziej, że nie szkodzi już, natychmiast, od razu. Jak przystało na każdego truciciela, nie spieszy się, za to plony zbiera jak złoto (wniosek – cukier umie w odroczoną satysfakcję).

Facebook, działa troszkę jak cukier, bo zrozumiał, że potrzebujemy małych przyjemności. Najlepiej dużo, nawet jeśli nie dużych. Badania pokazały, że facebookowe reakcje, powiadomienia, komentarze w odpowiedzi na nasze posty i inne aktywności w tym serwisie działają na nasz mózg, który utożsamia je z przyjemnością i tryska dopaminą jak nastolatek bez opamiętania. Od tego też się uzależniliśmy i bez wielkiego zastanowienia sięgamy po więcej i domagamy się częściej.

W sposób absolutnie fantastyczny Facebook zrozumiał, że wystarczy dawać poczucie satysfakcji i łechtać odpowiednie ośrodki w mózgu, a ludzie na niemal każdym poziomie wiedzy, zamożności i odpowiedzialności lądują na głodzie. A FB, jak przystało na mądrego dealera, zarabia, odpowiednio dawkując i wyceniając działki. A na głodzie są teraz i jednostki i instytucje i poważne biznesy, które na FB muszą być. Przy czym, jak już tam wejdziesz, to… po Tobie. 

Ale nie o tym podobieństwie myśle. 

Continue readingFacebook jest jak cukier. Ale nie z tego powodu, o którym myślisz

Zróbmy sobie okno Johari

Kilka lat temu, kiedy zaczynałem czuć, że zawodowo nie czuje się tak dobrze, jak wydawało mi się, że można się w pracy czuć, zacząłem rozważać skorzystanie z pomocy kołcza. Niestety, nie znalazłem człowieka, w którego umiejętności i wiedzę uwierzyłbym na tyle aby w to wsiąknąć,  a równocześnie Janusz powiedział mi:

Wit, dam Ci kilka testów, a tak w ogóle, to zrób sobie okno Johari, to Ci pomoże.

Nie miałem pojęcia czym Okno Johari jest, ani jak się za nie zabrać. Ale teraz właśnie chcę oddać w Twoje ręce przygotowane przeze mnie narzędzie / stronkę, która pozwoli Ci takie własne okno stworzyć (bezboleśnie i darmowo) i dowiedzieć się trochę o sobie. 

Wszystko dlatego, że mocno wierzę w Feedback, którego (obawiam się) nie umiemy sobie dawać. A – jak się przekonuję na własnej skórze – okno Johari jest zadziwiająco skutecznym pretekstem do rozpoczęcia ciekawych rozmów, które same w sobie mogą być… i przyjemne i potrzebne i ciekawe. 

Continue readingZróbmy sobie okno Johari

Czy liczby znikną z Internetu?

Jak to znikną? Jak w ogóle można zniknąć liczby? I to z Internetu? Przecież internet jest digital, czyli cyfrowy. Jak może zniknąć coś, co jest jego podstawą? I przede wszystkim dlaczego?

Dobra, to inaczej. Zanim wytłumaczę dlaczego chciałbym żeby liczby zniknęły, zastanówmy się, po co są liczby w Internecie. Czemu służą, oprócz tego że czasem potrzebujemy się gdzieś zalogować, podać numer konta, albo numer telefonu. Co robimy liczbami w Internecie?

Liczby służą nam do tego, żeby… zrozumieć świat. Liczbami go wyrażamy, próbując określać jego jakość. Przestaliśmy mówić – „ten gość napisał świetną książkę”. Teraz widzimy – ta babeczka ma 213 tysięcy followersów. Nie mówimy „ta babeczka miała świetny pomysł”, tylko podglądamy – mem (nieznanego sprawcy) udostępniło fyfnaście tysięcy osób. To musi coś znaczyć.

No właśnie, musi?
Continue readingCzy liczby znikną z Internetu?

Jak lepiej wykorzystać Linkedin do szukania nowej pracy

Zagrajmy w skojarzenia;-) Kiedy ktoś mówi, że szuka pracy, oznacza to że… No właśnie, co Twoim zdaniem robi?

Przypuszczam, że większość z nas kiedy już przysiada do szukania pracy i zabiera się za to _na_poważnie_, a nie mówi o pracy szukaniu sprowadzającym się do ruchów pozorowanych, robi to tak:

Odpicowuje swoje CV, przegląda dodatek „Praca” w lokalnej gazecie, szuka ogłoszeń w Internecie, przegląda oferty w agencjach rekrutacyjnych, odwiedza strony potencjalnych pracodawców, wysyła CV, ma serdecznie dość pisania listów motywacyjnych, czeka na odpowiedź od ogłoszeniodawców, a kiedy ta nie przychodzi zaczyna trochę wątpić, więc wraca do punktu odpicowywania swojego CV.

W skrócie – przygotowujemy swój zawodowy życiorys, aby pokazać go ludziom, którzy przez ogłoszenia szukają rąk i głów do pracy. Brzmi to całkiem rozsądnie, bardzo ok. Zapominamy tylko, że to ile ogłoszeń znajdziemy jest ograniczone do naszego czasu, naszej spostrzegawczości, naszych umiejętności. Co więcej, zapominamy o tym, że pracy jest więcej niż ta, o której my słyszymy i czytamy, bo… o niej nie wiemy. Skąd mielibyśmy wiedzieć?

Zapominamy o tym, że kluczowe może się okazać dotarcie do informacji o pracy, o której nie słyszeliśmy i nie mamy możliwości usłyszeć. Czyli musimy dotrzeć do ludzi, którzy słyszeli o pracy, o której nie wiemy (ale to wcale nie znaczy, że zależy nam tylko na tych, co zatrudniają). Chcąc znaleźć pracę, warto powiedzieć o tym światu, aby świat mógł pokazać, co tam ma dla nas dobrego.
Continue readingJak lepiej wykorzystać Linkedin do szukania nowej pracy

Największe kłamstwo świata

Ten wpis mi siedzi na wątrobie już czas jakiś. Nieco pływa, czasem nabierając wyraźniejszych kształtów, innym razem rozmywając się tak bardzo, że nie umiem go chwycić. To myśl, która się przebiera, rozmaite formy przybiera, ale jej sedno jest oczywiste. I prawdę powiedziawszy, zupełnie nie rozumiem, jak to możliwe, że nie rozmawiamy o tym non stop. Jak to możliwe, że nie rozmawiamy o tym przy każdej możliwej okazji. Choć równocześnie wiem, że to oczywiste. To dla nas za trudne, zbyt straszne, a i tak nic z tym nie możemy zrobić.

Tym tematem jest śmiertelność, czyli coś, co nie powinno być dla nas jakimś zaskoczeniem. To nas nieuchronnie dotyczy i jak byśmy się nie starali i jak daleko nie uciekali – dopadnie nas. Czemu więc o tym piszę?

Za małolata myślałem, że to ogarniam. Wiedziałem, że mnie to czeka, wiedziałem że nie ucieknę. O czym tu gadać, o czym pisać. Żyjesz z wyrokiem. Tylko że przez długi czas to była intelektualna zabawa w świadomość śmierci. I ta zabawa, to ledwie jedna strona medalu. Nie spodziewałem się, że przyjdzie jeszcze takie coś, jak doświadczanie śmiertelności. A to zupełnie inna para kaloszy. Przyjaciel ostrzegał. Mówił: i Ciebie dotknie smuga cienia. Nie wierzyłem. Aż przyszła. I została. Continue readingNajwiększe kłamstwo świata

Fajnie jest nie musieć

Kilka miesięcy temu pisałem o tym, że kiedy trzeba podjąć jakieś działanie, to w kwestii determinacji aby je realizować, przydatne jest „chcieć”. Chcieć, która pomaga nabrać rozpędu, a potem, jak mawiają anglojęzyczni, utrzymać momentum. Wtedy doszedłem do oczywistego wniosku – chcieć jest ważniejsze od musieć.

Z biegiem czasu wyjaśniło się, że „chcieć” wcale nie jest łatwo znaleźć i nazwać. Zwykle, pozwalamy aby cudza potrzeba zajęła miejsce naszego „chcę”. Wtedy mamy kłopot z głowy – nie musimy szukać własnego, mamy cudze i tak długo, jak nie zaczyna nam ono doskwierać – jest dobrze. Jest wygodnie. Jest bezwysiłkowo. Do tego stopnia, że przestajemy swoich potrzeb szukać.

Tylko czy „musieć” jest konieczne? Zawsze? Wydaje się że tak, że jest oczywistym elementem motywującym. Mamy podstawowe potrzeby do zaspokojenia, bez nich zginiemy. Z tego co Masłow przedstawił w piramidzie wynikają konsekwencje i powiązane z nimi działania. Równocześnie, nie zapominajmy o tym, że jesteśmy sprytni;-) I z nie takimi problemami potrafimy sobie poradzić;-) Continue readingFajnie jest nie musieć

Słowa mają moc – siła rekomendacji

Kto mnie zna, wie, że niemal wszystko (i niemal od zawsze) robię po swojemu, „po Witowemu”. Jeśli nie mogę w całości, staram się coś od siebie dorzucić, odcisnąć swoje małe piętno. Pewnie dlatego, lubię dawać rekomendacje, prawić komplementy i wręczać prezenty, bo każde z wymienionych jest dla mnie z jednej strony okazją do wykazania się, z drugiej – i to chyba lubię najbardziej – pozwala mi być prawdziwym. I takie też śmiem twierdzić są właśnie moje rekomendacje / komplementy / prezenty.

Dobre, bo prawdziwe. Jak Grześki, zero bujdy

Od czasu do czasu jestem proszony o to, aby wystawić rekomendację osobie, z którą miałem okazję współpracować. Na całe szczęście dotychczas prosili mnie o to ludzie, których cenię, więc z ochotą na ich prośby przystawałem. Przy czym, każda taka rekomendacja jest dla mnie wyzwaniem. Staram się unikać szablonów, chcę, żeby sama rekomendacja była atutem dla polecanego.
Continue readingSłowa mają moc – siła rekomendacji

Egzamin w szkole latania

Ponieważ nie masz czasu na czytanie długich tekstów w Internecie, spróbuję ująć w jednym zdaniu „o co chodzi” (a) i „czego od Ciebie chcę” (b). To czy będziesz czytać dalej, zależy już tylko od Ciebie;-). W jednym zdaniu brzmi to tak:

Z końcem września kończę pracę w Tesco (a) i w związku z tym chciałbym Cię prosić o pomoc (b).

Tyle zmieściłem w jednym zdaniu ;) Natomiast to chyba niewiele wyjaśnia, zatem rozwinę. Continue readingEgzamin w szkole latania

Umiejętność korzystania z cudzych umiejętności

Umiejętność pracy w zespole, taki zwrot dość często pojawia się jako kluczowe zadanie stawiane przed współczesną edukacją. Nauczyć ludzi ze sobą współpracować. Wyzwanie jakie stawia przed nami przyszłość – umieć połączyć różne charaktery, różne motywacje, różne doświadczenia i osiągnąć jeden cel (lub wiele celów). Nauczyć się nie tracić czasu na zbędną komunikację, nauczyć się widzieć coś więcej niż koniec swojego nosa. I przy tym wszystkim nie zwariować.

Umieć współpracować ważna rzecz. Wydawało mi się dotychczas, że oczywista. Idę codziennie do pracy po to, aby wspólnie z ludźmi gdzieś ciągnąć ten wózek. Jeśli ufam tym którzy stoją za sterami wózka, nie powinienem się zastanawiać nad kierunkiem, tylko wspólnie dokładać starań aby każdy dzień przybliżał nas do celu. W świecie idealnym. W świecie makro.

W świecie makro oczywistym jest, że muszę współpracować. Wykonywać i zlecać. Pytać i odpowiadać. Pamiętać i przypominać. Podpowiadać i być wyrozumiałym. Słuchać. Starać się częściej uśmiechać i mniej marudzić. Umieć mówić tak, aby być zrozumiałym i upewniać się, że zostałem zrozumianym.

A w świecie mikro… w świecie mikro nic nie jest tak oczywiste, choć przecież zasady obowiązują te same. W świecie mikro jestem chyba… samolubny? Continue readingUmiejętność korzystania z cudzych umiejętności

Zawias

Przychodzi taki moment, że żółw łapie zadyszkę. Nawet jeśli się specjalnie nigdzie nie spieszył, po prostu zabrakło tchu. Miało być łatwiej, miały zostać wyrobione nawyki, wzmocnione pozytywnym sygnałami, miała być wiosna i dłuższe dnie i wszystko to miało czemuś służyć. Przyszedł moment nieuwagi, trochę zmęczenia, odrobina nieregularności i… zawias. 

Moje przypuszczenie jest takie, że trochę się zachłysnąłem. Tym że mogę dorzucać sobie kolejne pomysły. Że dźwignę je sam. Że na wszystkie znajdę czas i na pewno nie braknie mi sił. Że siłą rozpędu zakrzyczę wątpliwości. Że rzeczywistość nie postawi weta i nie zacznie się domagać swojej działki. Brzmi tak, jakby mi zabrakło pokory. Continue readingZawias

Z zupełnie innej bajki

Z zupełnie innej bajki
Niecodzienne bajki

 
Play/Pause Episode

00:00 / 25:19
Rewind 30 Seconds

1X

Jedno z najpiękniejszych i najprzyjemniejszych uczuć jakie towarzyszą blogowaniu jest to, że na niecodziennym o wszystkim decyduję ja. I jeśli przychodzi mi do głowy zrobienie czegoś z zupełnie innego świata i uznaję to za dobry pomysł, to najzwyczajniej w świecie to robię. I tak właśnie jest dziś.

Część z Was wie, że bawię się w podcast. Ale prawie nikt z Was nie wie, że czasem zabieram ze sobą mój zestaw małego podcastowicza kiedy idę czytać bajkę na dobranoc, a już na pewno prawie nikt nie wie, co tam wtedy czytam. Ani jak… Zdaje się, że parę razy skrzywdziłem Kłapouchego. Czas na mały, bajkowy coming out. Posłuchajcie… Continue readingZ zupełnie innej bajki

Gdybyś miał w swoim życiu przeczytać tylko dwie książki…

Na całe szczęście tytuł wpisu to nie moja rozterka, ale biorąc pod uwagę ile czyta statystyczny Polak, trzeba mieć świadomość z jaką materią mamy do czynienia;-) Posłużę się zatem cytatem z „Poranku Kojota”, filmu, który potwierdza tezę, że czasem nawet w bardzo złym filmie (a Poranek to jest bardzo zły film) trafiają się dobre momenty, dobre cytaty, celne spostrzeżenia. Zatem cytat z Dzikiego:

– W moim życiu przeczytałem dwie książki…
– Doprawdy? Co to było? „Poczytaj mi, mamo”?
– Jedna z nich to „Ojciec chrzestny*”. Gdybyś ją przeczytał, to wiedziałbyś, że pieniądze to nie wszystko, że nie zdradza się przyjaciół i nie dmucha ich żon. Ale, niestety, napchałeś sobie głowę jakimiś pierdołami o żabach i teraz na siłę próbujesz zainteresować tym innych. Nie, Krzysiu?

Krzyś to oczywiście Krzysztof Jarzyna ze Szczecina, szef wszystkich szefów… tak, Poranek to naprawdę zły film. Ale ja nie o filmie chcę pisać, a o pewnej książce, ponieważ Dziki nie mówi, jaką drugą książkę w swoim życiu przeczytał, ale wydaje mi się, że wiem co to powinno być. Continue readingGdybyś miał w swoim życiu przeczytać tylko dwie książki…

Czego nie blokuje adblock?

Od jakiegoś czasu natrafiam na komentarze wydawców internetowych (choćby tu) że korzystanie z adblocków to zwyczajne świństwo i praktyka nieuczciwa. Chyba nawet spotkałem się z porównaniem do kradzieży. Dzisiaj trafiłem na taką odpowiedź w kontekście wiary w to, że korzystanie adblocka poprawia jakość treści w Internecie:

– Jest to rozumowanie z gruntu błędne, ponieważ to głównie z wpływów reklamowych wydawcy finansują kreację nowych, wartościowych treści o charakterze informacyjnym, edukacyjnym czy rozrywkowym – tłumaczy Robert Wielgo, członek zarządu Związku Pracodawców Branży Internetowej IAB Polska.

Jak dodaje, to czytelny sygnał, że podejmowane przez IAB Polska inicjatywy informacyjne i edukacyjne powinny być kierowane nie tylko do branży i reklamodawców, ale także do ogółu użytkowników Internetu.

Continue readingCzego nie blokuje adblock?

Bełkot marketing

Jeśli masz styczność z marketingiem internetowym, na pewno wiesz, że content is the king. Różnie z tym contentem bywa, ale stawiam złotówki przeciw orzechom, że niezależnie od tego, czy masz do czynienia z niszowym produktem, rozwijasz swoją markę osobistą, czy opiekujesz się bytem o międzynarodowym zasięgu, już kilkukrotnie powiedziano Ci, że content marketing jest niemal idealną odpowiedzią na wszystkie Twoje zmartwienia i problemy. Poza tym, bez niego, ani rusz. Bo – argumentują – ludzie Cię kupią, jeśli będziesz odpowiedzią na ich potrzeby i pytania. A gdzie homo internetus zadaje prawie wszystkie swoje pytania?

Continue readingBełkot marketing

Co warto przeczytać?

Mam do Ciebie drogi czytelniku prośbę. Zwykle to ja dziele się swoimi rekomendacjami odnośnie tego, co warto przeczytać, teraz chciałbym odwrócić rolę. Chciałbym Cię prosić o to, abyś – skoro już trafiłeś na ten post – zostawił mi w komentarzu jedną / dwie pozycję, które w ostatnim czasie zwróciły Twoją uwagę.

Mogę Ci zagwarantować, że zapamiętam Twoją propozycję (i jej uzasadnienie, jeśli się na nie pokusisz). Nie zagwarantuję, że od razu sięgnę po to, co zaproponujesz, ale będę miał na uwadze Twoją sugestię i przyglądnę się jej przy najbliższych książkowych zakupach. Continue readingCo warto przeczytać?

Świat mobile, nasz świat

To będzie mało odkrywcza notka, ale to równocześnie trochę obserwacja rzeczywistości.

Przez długi, długi czas czekaliśmy kiedy nadejdzie wreszcie rok mobile, wielokrotnie go zapowiadaliśmy, a im bardziej go wypatrywaliśmy, tym bardziej on nie chciał przyjść. Wystarczyło spuścić temat na chwile z oczu, wystarczyło na moment spuścić gardę i oto okłada na po twarzach (ekranach, kieszeniach i rachunkach… Chociaż nie, po rachunkach zupełnie nie). Continue readingŚwiat mobile, nasz świat

Polityka odarta z teatru – Polska 2005 – 2010

Czasem wystarczy jedno zdanie, jeden gest, jedna obserwacja, aby określić człowieka. Zdefiniować go. Nie po to, aby go zaszufladkować, ale po to, aby zobaczyć go w innym świetle. Aby lepiej zrozumieć jego decyzje, zachowanie, motywacje.

Potrafił zrzucić na ziemię marynarkę nielubianej osoby i wytrzeć w nią buty.

Wydaje mi się, że to zachowanie moglibyśmy śmiało przypisać Frankowi Underwoodowi. To ten typ postaci, którą moglibyśmy posądzić o tak… prymitywną zagrywkę. Rzecz – wydawałoby się – nie do pomyślenia w polskich realiach. Oczywiście, mamy swoich czarusiów i swoich oszołomów, ale nikt normalny się tak nie zachowuje. Żaden minister. Żaden wicepremier. Żaden premier się tak nie zachowywał. No chyba, że premier Tusk. A deptaną była marynarka Rafała Grupińskiego. I podobno nie brakowało świadków tego wydarzenia. Pisał o tym w 2014 Piotr Zaremba, pisze o tym Robert Krasowski w „Czasie Kaczyńskiego” i o tej książce dwa słowa. A raczej trzy argumenty dlaczego warto ją przeczytać.

I wcale nie chodzi o to, że to książka o Kaczyńskim i o Tusku, choć to książka o Kaczyńskim, Tusku. Ale też o czymś dużo ważniejszym i dużo ciekawszym. Continue readingPolityka odarta z teatru – Polska 2005 – 2010

Jak dobrze pisać? Krócej.

Wszystko zaczęło się od tego, że w ostatnim czasie kilka razy trafiłem na 10 zasad | podpowiedzi „jak dobrze pisać” Ogilvy’ego. Punkt pierwszy brzmi „Przeczytaj książkę Romana-Raphelsona o tym jak pisać. Przeczytaj ją trzykrotnie”. Ja póki co przeczytałem raz i choć nie ma tam żadnych bardzo odkrywczych myśli i jest to raczej pozycja porządkująca wiedzę czy intuicyjne podejście do pisania, to warto ją znać. Choćby po to, że dość gruntownie podkreśla prostą rzecz: kiedy piszesz, pamiętaj o dwóch rzeczach. Po co piszesz i do kogo piszesz.

Jasne, będzie miało znaczenie czy piszemy elaborat, czy notatkę, czy emaila. Ale to tylko dodatki. Kluczowe jest po co piszesz i kto to będzie czytał.

Continue readingJak dobrze pisać? Krócej.

Przyszłość, która mnie przeraża i z którą nie podyskutujesz

Chyba wszyscy lubimy zerkać w przyszłość. Sięgamy po prognozy pogody, horoskopy, przepowiednie. Snujemy plany, lubimy przewidywać, co też bliska lub daleka przyszłość nam przyniesie. Mamy tendencję do widzenia przyszłości raczej w jasnych, różowych barwach. Bagatelizujemy to co nieprzyjemne, minimalizujemy ryzyko i prawdopodobieństwo wystąpienia nieprzychylnych nam zdarzeń losowych.

Mam na to jakiś dowód? Żadnego. Ale taki oto eksperyment wykorzystał reklamie amerykański ubezpieczyciel:

Bierzmy poprawkę na to, że to reklama i nawet jeśli eksperyment nie został odpowiednio „podprowadzony” to reklamodawca chciał osiągnąć taki, a nie inny efekt. Ale i tak śmiem twierdzić, że dość łatwo przychodzi nam myśleć że przyszłość niesie to, co dobre. Nie zostawiamy sobie miejsca na czarnowidztwo. Continue readingPrzyszłość, która mnie przeraża i z którą nie podyskutujesz

Jak żyć w tym Social Media, jak żyć? [Wpis bardzo archiwalny]

Każdy, kto pisze ma pewnie swoje archiwum, w którym zbiera także te teksty, które światła dziennego nie ujrzały. To jeden z moich. Pisany w październiku 2011 roku, czyli gdzieś pomiędzy ponad cztery lata temu a prawie pięć lat temu. Popełniony z myślą o Mediafun Magazynie, choć Mediafun o tym wcale wiedzieć nie musiał, w każdym razie Piotr powiedział – to jest ciekawa marketingowo sytuacja, dzieje się dużo, napisz, ja ich znam, podrzucę, może opublikują po znajomości (po znajomości zawsze łatwiej).
Napisałem, ale nie opublikowali. Nie wiem czy Piotr uznał że nie warto słać dalej, czy znajomi uznali, że nie ma tu jednak tego czegoś. A może nie wyszedł już żaden kolejny numer magazynu… W każdym razie – publikacja się nie wydarzyła. Ja z kolei, z jakiegoś powodu uznałem, że u siebie tego publikować nie będę, bo… no wydało mi się to nie na miejscu. Ale skoro już jeden coming outowy tekst popełniłem, to czemu nie wykorzystać i tej staroci.. Ciekawe czy jest w niej jeszcze choć trochę merytoryki…

Continue readingJak żyć w tym Social Media, jak żyć? [Wpis bardzo archiwalny]

Gdyby tylko istniał Kindle dla piszących, czyli o rozproszeniu uwagi

Ta notka powstaje w bólach. Choć pomysł na nią towarzyszy mi już kilka dobrych tygodni, zaczynałem ją pisać już kilka razy i żaden z początków nie był dość udany. Powody widzę dwa. Po pierwsze, jeszcze nie wszystkie części układanki wskoczyły na swoje miejsce, po drugie, wciąż mnie coś rozprasza. Choć może się okazać, że rozpraszam się sam. I może to właśnie o tym chcę napisać.

Jak już pisałem, moim zdaniem jedną z najważniejszych cech Kindle’a jest to, że służy do jednej rzeczy. Do czytania. Nie nadaje się za bardzo do sprawdzania maili, surfowania po sieci czy spędzania czasu na facebooku (choć co to do dla hardcore’ów – na pewno wszystko wyżej wymienione da się na Kindle’u robić). Cel postawiony przez czytnikiem Amazona jest prosty – być tak blisko książki, jak tylko to możliwe. Być urządzeniem „distraction free”. Bez powiadomień, odwracaczy uwagi, wodotrysków. 

Bierzesz do ręki i czytasz. Tylko tyle. Aż tyle.

Continue readingGdyby tylko istniał Kindle dla piszących, czyli o rozproszeniu uwagi

Język, a polityka

Przestaliśmy się słuchać. My naród. Na każdym możliwym poziomie. Nie, nie przestaliśmy słuchać wczoraj. Nie słuchamy się od lat. Choć może nigdy tego nie robiliśmy, może zawsze chodziło o wykrzyczenie, a jeszcze lepiej narzucenie swoich racji. I nie w tym rzecz, że ktoś nie słucha teraz tego co my mamy do powiedzenia, ale zwróćmy uwagę że my także nie słuchaliśmy wcześniej tych, którzy teraz nie słuchają nas. I nie słuchaliśmy ich, bo oni nie słuchali nas, a wszystko to dlatego, że wcześniej… I tak można drążyć, i zawsze ktoś znajdzie okazje, żeby wytłumaczyć, że pierwsza to jednak była kura, przed, którą jednak było jajo..

Continue readingJęzyk, a polityka

Uważaj co opowiadasz – jeszcze to ktoś zapamięta…

Coraz częściej łapię sie na tym, że prowadząc ciekawą rozmowę, lub odpowiadając na zadane pytanie nader chętnie stosuję zwrot (być może nawet zbyt często): „ostatnio czytałem o…” albo „w takiej a takiej książce, czytałem że…”. No i jestem świeżo po kolejnej lekturze i znowu głowa została nafaszerowana zestawem kilkunastu ciekawych opowieści, które zapewne przyjdzie mi stosować w najdziwniejszych okazjach;)

„Made to stick” to druga (po „Pstryk’u”) z książek braci Chipa i Dana Heath, z którą miałem przyjemność się zetknąć. Autorzy próbują znaleźć (a nawet twierdzą że znaleźli) odpowiedź na pytanie, dlaczego niektóre rzeczy zapamiętujemy, a inne nie. Pokazują dlaczego są błahostki lub głupstewka, które przyklejają się do naszych głów i pamięci bez żadnego wysiłku, a inne rzeczy pozostają dla nas nie zapamiętywalne, niezależnie od tego jak bardzo się staramy je wkuć na blachę.
Continue readingUważaj co opowiadasz – jeszcze to ktoś zapamięta…

Kindle, a nauka języka angielskiego na przykładzie Word Wise

Już pisałem o tym, że bardzo lubię i cenię sobie Kindle’a. Za wygodę, za przyjemność czytania, którą oferuje i za łatwość (być może nawet zbyt dużą) zakupu nowych książek. Jest to rozwiązane dobrze w polskich księgarniach, ale Amazon jest tu niedościgłym wzorem. Tam wybieram jakąś książkę, kupuję, dostaję potwierdzenie zakupu i informację, że plik jest już w drodze do, albo wręcz już na moim czytniku. Z kolei to sprawiło (ale też i niektóre Kindle Daily deals) że czytam więcej tekstów w oryginale. I tu Kindle zdobywa kolejne punkty na swoje konto.
Continue readingKindle, a nauka języka angielskiego na przykładzie Word Wise

Back to Top
Otrzymuj nowe posty na maila ;)Jeśli zainteresował Cię ten wpis, zostaw swój email i bądźmy w kontakcie.

Otrzymasz jednego maila w tygodniu, publikowaną w piątki tygodniówkę. Oraz niecodziennego maila od czasu do czasu;-)

Dlaczego proszę Cię o email? Poznaj moje argumenty »