2 - tyle minut czytania

Na ulicach Hurghady jest głośno i tłoczno praktycznie przez całą dobę. Na chodnikach tłoczą się turyści próbujący uniknąć hałaśliwych naganiaczy z jednej strony oraz wiecznie się spieszących taksówkarzy z drugiej. Przejść dla pieszych nie ma, więc trzeba wykazać się refleksem odwagą i przemknąć między samochodami, albo – prawie jak w Nowym Jorku, po prostu się po tej drugiej stronie urodzić.

Kierowcy w Hurghadzie są specyficzni i z uwielbieniem używają klaksonów. Włączając sie do ruchu – bip, hamując – bip, skręcając – bip. Poganiając kogoś – bip, ostrzegając – bip, pozdrawiając – bip, zachęcając do skorzystania z usług -bip, bip. Jak mu się coś spodoba – bip, jak mu się nie spodoba – bip, jak mu ktoś zajedzie droge – bip, jak on komuś zajedzie drogę – bip. Zawsze i wszędzie, dobre na wszystko bip, bip, bip. I ta kakofonia nie cichnie nawet na moment. Trąbią wszyscy, kierowcy autobusów, busów, samochodów osobowych i taksówkarzy.

Taksówkarze to zupełnie inna bajka. Po pierwsze cenę za kurs najlepiej ustalić przed jazdą, ale przed jazdą nie wolno płacić, bo kurs może z niewytłumaczalnych powodów skończyć się w innym niż zakładaliśmy miejscu, a taksiarz będzie tłumaczyć, że dojechaliśmy… Po drugie, kurs może nagle zdrożeć, bo miejsce docelowe okazało się dalej, niż przypuszczał. A taksometry? Owszem są, ale podobnie jak z cenami w sklepach, nie należy się do nich przywiązywać. To coś jak ‚pirates code’… It’s more like a guide…

A kiedy ktoś zdecyduje się na kurs, czekają go kolejne atrakcje… Oczywiscie ruszamy z klaksonem, potem całą drogę uprzyjemniają nam tradycyjne melodie arabskie, a ostatnią rzeczą którą robi kierowca, jest skupienie się na jeździe. Może nucić pod nosem melodię, która płynie z trzeszczących głośników, ale znacznie lepiej się czuje, gdy palce wybijają rytm na kierownicy a cały tłów wije się jak zaklinana fletem kobra… W tej sytuacji każdy przechodzień witany jest ‚bip’nięciem, a każda Egipcjanka kwitowana jest słowami ‚ach te women, przez nie są all the problems’. Pomimo dość ekstawaganckiej jazdy (hamowanie naprawdę w ostatnim momencie i wciskanie się na centymetry) taksówkarz znajuje jeszcze czas na przeliczanie dotychczas zebranego zarobku, konsumpcję jakichś nasionek i wyplucie ich resztek na ulicę. W tak zwanym międzyczasie umila podróż rozmową, niezależnie od stopnia znajomości języka. W razie problemów, przekaz wzmacnia gestykulacją, więc już po chwili można zrozumieć chociażby to, że spośród wszystkich turystek najbardziej urodziwe są Rosjanki…

Po takiej podróży człowiek docenia polski ruch uliczny, choć trzeba przyznać, że większość samochodów w zupełnie niezrozumiały sposób uniknęła stłuczki, czy choćby zarysowania.

Podyskutujmy

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.