5 - tyle minut czytania

Każda podróż, zaczyna się od pierwszego kroku, wyjścia za próg swojej przyjaznej, hobbiciej norki. Czasem podróż ma jasno określony cel. Punkt określony w miejscu i w czasie, do którego trzeba dotrzeć. Czasem idzie się na azymut, znając jedynie przybliżony kierunek, wiele decyzji pozostawiając losowi.

Początkiem podróży, w której teraz uczestniczę, była decyzja opisana w tekście „egzamin w szkole latania”. Czas na kolejny etap.

Ostatnia prosta przed tym etapem ma – bagatelka – 435 kilometrów. Taka odległość dzieli Kraków, czyli moje miejsce zamieszkania, od Poznania, miejsca w którym zaczynam nową pracę. Bliżej chyba się nie dało, choć próbowałem;)

Tego wpisu możesz odsłuchać, bo autor lubi bawić się w radio

Trochę sam, a trochę nie do końca

Podróż odbywa się samodzielnie, nie sposób, by ktoś odbył podróż za Ciebie, ale rzadko kiedy podróż jest samotna. Na szlaku spotyka się różnych ludzi i nigdy nie wiadomo, czy w nowej wyprawie nie okaże się pomocny ktoś, kogo poznało się wiele wędrówek wcześniej. To że dziś jadę do Poznania (dosłownie jadę – tekst powstaje w dość oldskulowym przedziale TLK), zawdzięczam temu, że Hubertowi (poznanemu dawno temu na Forum IAB) zachciało się podzielić w swojej sieci wspomnianym tekstem. W ten sposób Mateusz (którego nie wiem jak poznał Hubert) dowiedział się, że jest taki gość w Krakowie, co się szykuje do skoku.

To może wylądujesz w Poznaniu? – spytał.

Uwaga – ląduję, odpowiedziałem jakiś czas później.

Co z tego dla Ciebie?

Daniel mówił – musisz skoczyć, to Cię złapią. Nie całkiem byłem pewien, ale skoczyłem i złapali. A przynajmniej wyciągnęli ręce i powiedzieli – daj się złapać.

Czy z tego miejsca zachęcam Cię do tego, żebyś szykował się do skoku? Trochę tak, ale nawet bardziej chcę zachęcić do tego, abyś jak najczęściej zerkał poza świat dobrze Ci znany i oswojony. Tam są wilki i wilcy, ale jest też nowe. Nowe jest ciekawe i nowe też można oswoić. Są też ludzie, którzy pomogą. Nie jesteś sam. I nawet nie wiesz, kogo znają ludzie, których Ty znasz.

No właśnie, ludzie

Łańcuszek „Wit – Hubert – Mateusz” nie był jedynym, jaki przez ostatnie miesiące zakończył się rozmowami o współpracy. Wielu moich znajomych pomogło mi w tym, aby znaleźć nową, ciekawą pracę. Podzielili się moim tekstem, szepnęli słówko komu mogli, pamiętali o mnie, kiedy ktoś pytał „nie wiesz, kto mógłby się tu sprawdzić?”. A wiecie, żaden że mnie influencer. Ot zwyczajny gość z korpo z Krakowa.

Dla mnie cenne było nie tylko to, że pomogliście mi znaleźć pracę. Pomocne było dla mnie to, że mi kibicowaliście. Dodaliście odwagi i otuchy dobrym słowem. Niezwykle jest, jak wielką moc ma dobre słowo, a równocześnie, niezwykłe jest jak oszczędnie z tego korzystamy. Nie powstrzymujmy się.

Zapamiętaj – ktoś może wiele skorzystać z tego, że mu pomożesz. Nawet jeśli to dla Ciebie niewiele znaczy lub nic nie kosztuje. Możesz to zrobić pozornie bezinteresownie. Wyciągniesz rękę i komuś będzie łatwiej żyć. Uwierzy w siebie. Uwierzy w świat. Założy na chwile różowe okulary, których tak bardzo mu potrzeba.

Czytelniku – masz moc. Nie wahaj się jej używać. Ona nie ma magazynku, który mógłbyś opróżnić. I nigdy nie wiesz, kiedy ktoś pomoże Tobie.

Czy skok zawsze kończy się happy endem?

Nie wiem. Nie wiem nawet, jak zakończy się moje lądowanie. Tego dopiero dowiem się za kolejnych kilka miesięcy. Więcej, sam lot nie obywa się bez turbulencji. Lot jest obarczony masą pytań, nieustannych wątpliwości, kwestionowania podjętej decyzji (nie tyle o tym, czy skoczyć, raczej o tym, czy wszystko co robię w trakcie skoku służy bezpiecznemu lądowaniu).

Skok otwiera oczy. Poszerza horyzonty. Pozwala lepiej zrozumieć, czego się chce, lub czego się nie chce. Pozwala też odpocząć, a odpoczynek jest ważny. Uczy i dodaje odwagi. Sprawdza też i umiejętności i możliwości. Skok jest fajny, ale dobrze skakać z głową.

Zachęcam do tego, aby kwestionować to, jak jest. Zwłaszcza, gdy Ci niewygodnie. Jeśli pogodzisz się z warunkami, jakie ktoś narzuca i pozwolisz się wtłoczyć w rolę, która Ci nie odpowiada, być może znajdziesz coś, co nazwiesz bezpieczeństwem. Ale nikła jest szansa że znajdziesz coś, co nazwiesz satysfakcją. I coś mi się zdaje, że skakać należy na własnych warunkach…

Co teraz ze mną?

To już mój drugi, w krótkim czasie, skok w nieznane. Moja wyobraźnia do końca nie umie ogarnąć na co się porywam, dalekosiężne planowanie w tym momencie nie ma zastosowania. Jest we mnie chęć i wola dostosowywania się na bieżąco do zastanych warunków. Nie tyle tańczyć jak zagrają, ale dostosować rytm młynków i piruetów do tempa zadanego przez wahadło. Wykorzystanie energii wahadła. Tak wygląda moje wychodzenie ze strefy komfortu;)

Wiele wskazuje też na to, że przede mną szansa do nauki. Chciałem, to mam. Pracy z ciekawymi ludźmi – chciałem, to mam. Co więcej, jak mi powiedziano, miejsce i sprzęt do pracy na mnie czekają. Umowa gotowa do podpisu. To się dotychczas nie zdarzało. Do mnie należało tylko nie spóźnić się na pociąg (na który sam bilet zakupiłem). No to jadę.

8 thoughts on “Attention please – podchodzę do lądowania

Podyskutujmy

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.