Tygodniówka w terminie. Akurat do porannej kawy.

Zobaczyć, aby zrozumieć. Ten filmik pokazywałem już na FB, ale mam wrażenie że on najlepiej pokazuje jak i - przede wszystkim dlaczego - powinniśmy myć ręce dłużej. I nie chodzi o żadne śpiewanie pod nosem „happy birthday” (choć jako Wiślak uważam że doskonale się sprawdza „jak długo na Wawelu” :D ), ale o to, żeby to robić dokładnie. I to jest też doskonała podpowiedź dla wszystkich chcących coś...

Spóźniona tygodniówka, na dziwny czas

W tym tygodniu nie będzie o samym KoronaWirusie, raczej o tym jakie piętno na naszej (mojej) rzeczywistości odciska. O KoronaWirusie pisze się dużo, bardzo dużo, często błędnie i nadmiar informacji (a często tylko nadmiar słów) nie pomaga. Musimy czekać i zdać się na specjalistów. Fascynuje mnie natomiast to, że najwięcej o tym wirusie mogę dowiedzieć się śledząc dobrze wybranych ludzi na TT albo oglądając wartościowe materiały na YT....

Gdy żyjemy tylko jednym tematem

Dziś tygodniówka inna, bo i czasy cokolwiek szalone. Część pierwsza o wszystkim innym. Część druga o tym, o czym wszyscy mówią. Nie przepadam za modelem subskrypcyjnym. Uważam, że to jest skubanie po złotówce. I nie rzecz w tym, że to zło z założenia, ale mam wrażenie, że ostatnio wszyscy oszaleli na tym punkcie i robią co mogą, aby rozwiązanie jednorazowej płatności zamienić na płatność wielorazową. Irytujące jest to...

WWW. Wartość, wdzięczność, wyrozumiałość. In-between moments

Nie całkiem przypadkiem, ale bardzo niespodziewanie zacząłem czytać o sprawdzonych technikach sprzedaży nieruchomości w USA (Ninja Selling: Subtle Skills. Big Results.). Narasta we mnie przekonanie, że zaproponowane narzędzia można stosować w każdym biznesie, nie są dedykowane wyłącznie nieruchomościom i nie tylko w Stanach, przy czym trzeba brać poprawkę na to, że ja zdecydowanie nie umiem sprzedawać. Nie mniej jednak, całą koncepcję można sprowadzić do "żeby robić biznes, trzeba...

Gromadź wiedzę. Zatrzymaj panikę.

Zapiski mojego nowego tygodnia Ten tydzień był trochę pod znakiem walki o ogień ze składaniem PITa. To powinno być proste. To jeszcze rok temu było proste. Ale dla mnie już nie bardzo jest, niestety, wiec zżymam się z deklaracyjną rzeczywistością, zamiast grzecznie wydrukować i wysłać zeznanie pocztą...Korona wirus. Do momentu kiedy opublikuję tę notkę (a ten punkt piszę we środę) będziemy już mieli potwierdzony przypadek korona wirusa Covid-19...

Na księżycu jest piasek, a ja czuję, że dostałem medal

Zastanawiałem się od czego zacząć tę tygodniówkę i... zacznę od tego co dla mnie najważniejsze. Kilka dni temu na FB pisałem tak: to jest prośba o 1% z Waszych PITów, ale zacznę od podziękowań. Jeśli juz wiecie komu przekażecie swój cenny jeden procent, to przede wszystkim dzięki, że to robicie. Wasze pieniądze już niosą pomoc.  🙌🏻 Jeśli natomiast jeszcze nie wiecie komu przekażecie setną część swojego podatku - proszę...

Tydzień możliwie spokojny, ale za to czwartek na wkurzeniu

Szybki przegląd tego, co też w ostatnim tygodniu mi się na głowę i w oczy rzuciło: Miał być inny początek, ale kiedy nasi politycy przekraczają kolejne granice, to robi mi się smutno. Tu pokazywanie „fuck you” zwane także „ja tylko wycierałam oko” https://www.youtube.com/watch?v=tgeO7Do7yWU Odpowiedź pani poseł, z klasą, z odpowiedzialnością. Natomiast… ja to czytam tak To zdjęcie ma moc. Nie mam pojęcia czy to może być "ten moment"...

Nawet na urlopie tygodniówka się sama nie napisze…

Urlop wytrąca z rytmu. Pisania, czytania, liczenia kalorii. Urlopy są fajne, a dzisiejsza notka - krótsza. Zaczynamy od seriali - A nawet od bana na nie. Oprócz tego, że serialom należy się osobna notka, podoba mi się reguła, która brzmi: seriali nie oglądam sam, ponieważ to powinna być czynność towarzyska, a nie zabijacz czasu. Są od tej reguły odstępstwa (np. wielogodzinna podróż PKP), ale rozważam czy tego sobie...

Tik tok i zawód przyszłości

Trochę z racji potrzeb zawodowych, trochę z ciekawości własnej, staram się mieć oczy otwarte i wiedzieć jakie nowe serwisy / gadżety / usługi pojawiają się w użyciu. Żaden ze mnie early adopter, najczęściej wystarcza mi samo „aha, jest taki serwis” i nie ma we mnie imperatywu „musisz tam mieć konto”. Przy czym jesienią zeszłego roku zbyt często słyszałem „Wicie, TikTok jest naprawdę spoko” oraz, „Wicie, nie zrozumiesz”, żeby to zlekceważyć. Opór wewnętrzny miałem wielki, ale trzeba było spróbować. Żeby choć trochę być na bieżąco. 

Rzekomo boom na TikToka jest wielki. W lutym 2019 można było przeczytać o wielkim fenomenie, milionach (dokładnie sześciu milionach) pobrań, które miały świadczyć o tym, że to wielki zwycięzca serc, umysłów i komórek Polaków. Ta liczba robi wrażenie, choć jak się zerknie w zestawienie Gemiusa za grudzień 2019, to TikTok nie pojawia się wśród top 20 aplikacji w Pl. Co oznacza z jego popularnością jest ciut mniej kolorowo. Tylko… czy to aby na pewno ma znaczenie?

Continue readingTik tok i zawód przyszłości

Zabawa co tydzień zaczyna się od pustej kartki

Rzecz o zarządzaniu czasem. Mój problem z powiadomieniami i oparciem się o powiadomienia sprowadza się do nieumiejętności zarządzania moim czasem. Nie umiem, więc pozwalam żeby powiadomienia dyktowały mi czym się zajmować. O jakości mojej pracy nie świadczy szybkość odpowiedzi (choć zapewne jest miła dla oczekującego odpowiedzi). Ale umiejętność kontrolowania w co wchodzę. Ponieważ nie umiem zaplanować swojego czasu, rzucam się na pierwszą rzecz, którą mogę się zająć, jeśli...

Płacić tylko gotówką? W 2020 roku?

Jestem w fazie testowania rozmaitych pomysłów na nawyki i badania na sobie, co z tego wynika. Jedną z pierwszych prób było codzienne pisanie, potem poranne, wczesne wstawanie, zabawa z dietą, zimnymi prysznicami. Na tym się jednak nie skończyło, a niedawno podzieliłem się wrażeniami związanymi z tygodniówką i dniem bez wydawania pieniędzy.

Ten wpis to małe podsumowania trzeciego z eksperymentów finansowych, jakie w ostatnim czasie postanowiłem na sobie przeprowadzić. Tym razem postanowiłem spróbować płacić tylko gotówką. Choć z drobnymi ustępstwami. Dałem sobie przyzwolenie na płacenie telefonem za parking i bilety komunikacji miejskiej, ew. bilety kolejowe i paliwo (czyli zrobiłem całkiem sporą lista wykluczeń…).

Continue readingPłacić tylko gotówką? W 2020 roku?

Dotrzymując obietnicy, wyrabiając nawyk – tydzień 2

Bez zbędnych wstępów. Co też ciekawego mnie złapało w tym tygodniu Początki mierzenia się z prokrastynację nie są łatwe. Na razie jestem na etapie zwiększania własnej świadomości co mi czas kradnie i jak bardzo nie umiem sobie z tym poradzić. Potrzebuję determinacji do tego, żeby zamykać głowę na czas i nie pozwalać jej uciekać za bardzo. Będzie ćwiczone. Bez paniki. Krok po kroku. Trzeba się pilnować. I wyłączyć...

Tygodniówka i dzień bez wydatków, czyli moje eksperymenty na finansach osobistych

Pieniądze, to dziwna rzecz. Niby szczęścia nie dają, a wielu szczęście z nimi utożsamia. Niezależnie od tego ile ich masz, chcesz mieć ich więcej. Niby są takie materialne, a jednak to co nosimy w kieszeni / portfelu to tylko reprezentacja pewnej wartości, która działa tylko dlatego, że w nią wierzymy. Mówiąc o wierze… Ufamy i czujemy wartość zapisaną w formie cyferek na wirtualnym koncie w wirtualnym banku, choć ich na oczy nie widzieliśmy, ale kiedy ktoś mówi o „kryptowalucie” mówimy – to się nie przyjmie, choć nasz poziom rozumienia tego „jak to działa” jest, wbrew pozorom, podobny (równie nijaki).

Inaczej wydaje się pieniądze zarobione, inaczej powierzone, inaczej te trudno zdobyte, inaczej te, które łatwo przyszły. W zasadzie nie ma takich pieniędzy których nie potrafilibyśmy roztrwonić. Inaczej czujemy wydatek pieniędzy, które mamy fizycznie w portfelu (banknot), inaczej te, które wymagają przeciągnięcia kartą i potwierdzenia transakcji pinem. Jeszcze inaczej te, które robią tylko biiiip i znikają z naszej karty / telefonu. Co więcej, inaczej gra się w Monopoly kiedy używasz „zabawkowych” pieniędzy, inaczej gdy masz w garści „prawdziwe zielone”. 

Inaczej wydajemy pieniądze w wirtualnym pokerze, inaczej kiedy na stole znajdują się rzeczywiste monety (nawet, jeśli to grosze czy relatywnie niewielkie kwoty). Inaczej działa nasza psychika kiedy obserwujemy giełdę i „gramy w akcje na niby”, a inaczej kiedy zaczniemy inwestować. Dziwna rzecz ;)

Continue readingTygodniówka i dzień bez wydatków, czyli moje eksperymenty na finansach osobistych

Czy w 2020 będę pisał więcej? Może…

📆 Tygodnik 2020 - Tydzień pierwszy - rozbiegówka Spróbujemy pisać regularnie, ale trochę inaczej. Czyli rzeczy, które mi zostały w głowie i którymi chce się w razie czego sam ze sobą podzielić. Skonfiguruj swój telefon, aby korzystać z niego lepiej - Artykuł zaskoczył mnie tym, że w tym temacie wciąż są proste rzeczy do zmieniania. Pisałem już o tym, żeby zmieniać swój telefon tak, żeby był mniej atrakcyjny...

Facebook jest jak cukier. Ale nie z tego powodu, o którym myślisz

Dawno dawno temu, jeszcze zanim byli premierzy polowali kamieniami na dinozaury, polska reklama przekonywała, że cukier krzepi. A potem okazało się, że i owszem, jest w cukrze energia, ale coraz bardziej uświadamiamy sobie (a może raczej uświadamiane nam jest) że w nadmiarze cukier jednak szkodzi i uzależnia. Tylko jest tak słodki (i tak wszechobecny) że trudno go sobie odmówić. Tym bardziej, że nie szkodzi już, natychmiast, od razu. Jak przystało na każdego truciciela, nie spieszy się, za to plony zbiera jak złoto (wniosek – cukier umie w odroczoną satysfakcję).

Facebook, działa troszkę jak cukier, bo zrozumiał, że potrzebujemy małych przyjemności. Najlepiej dużo, nawet jeśli nie dużych. Badania pokazały, że facebookowe reakcje, powiadomienia, komentarze w odpowiedzi na nasze posty i inne aktywności w tym serwisie działają na nasz mózg, który utożsamia je z przyjemnością i tryska dopaminą jak nastolatek bez opamiętania. Od tego też się uzależniliśmy i bez wielkiego zastanowienia sięgamy po więcej i domagamy się częściej.

W sposób absolutnie fantastyczny Facebook zrozumiał, że wystarczy dawać poczucie satysfakcji i łechtać odpowiednie ośrodki w mózgu, a ludzie na niemal każdym poziomie wiedzy, zamożności i odpowiedzialności lądują na głodzie. A FB, jak przystało na mądrego dealera, zarabia, odpowiednio dawkując i wyceniając działki. A na głodzie są teraz i jednostki i instytucje i poważne biznesy, które na FB muszą być. Przy czym, jak już tam wejdziesz, to… po Tobie. 

Ale nie o tym podobieństwie myśle. 

Continue readingFacebook jest jak cukier. Ale nie z tego powodu, o którym myślisz

Zróbmy sobie okno Johari

Kilka lat temu, kiedy zaczynałem czuć, że zawodowo nie czuje się tak dobrze, jak wydawało mi się, że można się w pracy czuć, zacząłem rozważać skorzystanie z pomocy kołcza. Niestety, nie znalazłem człowieka, w którego umiejętności i wiedzę uwierzyłbym na tyle aby w to wsiąknąć,  a równocześnie Janusz powiedział mi:

Wit, dam Ci kilka testów, a tak w ogóle, to zrób sobie okno Johari, to Ci pomoże.

Nie miałem pojęcia czym Okno Johari jest, ani jak się za nie zabrać. Ale teraz właśnie chcę oddać w Twoje ręce przygotowane przeze mnie narzędzie / stronkę, która pozwoli Ci takie własne okno stworzyć (bezboleśnie i darmowo) i dowiedzieć się trochę o sobie. 

Wszystko dlatego, że mocno wierzę w Feedback, którego (obawiam się) nie umiemy sobie dawać. A – jak się przekonuję na własnej skórze – okno Johari jest zadziwiająco skutecznym pretekstem do rozpoczęcia ciekawych rozmów, które same w sobie mogą być… i przyjemne i potrzebne i ciekawe. 

Continue readingZróbmy sobie okno Johari

Niecodzienny #10yearschallenge – powrót do przeszłości

W odpowiedzi na wyzwanie rzucone przez Facebooka, zaczęliśmy przyglądać się sobie samym z przed 10 lat. Zabawa się rozniosła i zerkamy w to, jak zmieniła się rzeczywistość przez ostatnią dekadę. Czasem przykładamy do tego filtr smutku, czasem żartu, czasem nostalgii… Zerkamy ciekawi tego, co się zmieniło i czy na lepsze.

Już wspominałem, że często piszę, ponieważ to jest mój sposób na uporządkowanie swoich myśli, wyrzucenie z siebie tego, co w w mojej głowie się składa i jaką tworzy całość. Zwykle wystarczy to spisać aby osiągnąć pewnego rodzaju wewnętrzny spokój. Czasem zresztą dobrze zapomnieć o tym, co się napisało… może być wstyd to czytać.

I tu właśnie pojawia się pytanie do samego siebie. Jak pisałem 10 lat temu? O czym pisałem? Czy będzie mi wstyd to czytać? Poniżej tekst napisany 10++ lat temu, bez poprawek, bez retuszu.

Continue readingNiecodzienny #10yearschallenge – powrót do przeszłości

Czy liczby znikną z Internetu?

Jak to znikną? Jak w ogóle można zniknąć liczby? I to z Internetu? Przecież internet jest digital, czyli cyfrowy. Jak może zniknąć coś, co jest jego podstawą? I przede wszystkim dlaczego?

Dobra, to inaczej. Zanim wytłumaczę dlaczego chciałbym żeby liczby zniknęły, zastanówmy się, po co są liczby w Internecie. Czemu służą, oprócz tego że czasem potrzebujemy się gdzieś zalogować, podać numer konta, albo numer telefonu. Co robimy liczbami w Internecie?

Liczby służą nam do tego, żeby… zrozumieć świat. Liczbami go wyrażamy, próbując określać jego jakość. Przestaliśmy mówić – „ten gość napisał świetną książkę”. Teraz widzimy – ta babeczka ma 213 tysięcy followersów. Nie mówimy „ta babeczka miała świetny pomysł”, tylko podglądamy – mem (nieznanego sprawcy) udostępniło fyfnaście tysięcy osób. To musi coś znaczyć.

No właśnie, musi?
Continue readingCzy liczby znikną z Internetu?

Jak lepiej wykorzystać Linkedin do szukania nowej pracy

Zagrajmy w skojarzenia;-) Kiedy ktoś mówi, że szuka pracy, oznacza to że… No właśnie, co Twoim zdaniem robi?

Przypuszczam, że większość z nas kiedy już przysiada do szukania pracy i zabiera się za to _na_poważnie_, a nie mówi o pracy szukaniu sprowadzającym się do ruchów pozorowanych, robi to tak:

Odpicowuje swoje CV, przegląda dodatek „Praca” w lokalnej gazecie, szuka ogłoszeń w Internecie, przegląda oferty w agencjach rekrutacyjnych, odwiedza strony potencjalnych pracodawców, wysyła CV, ma serdecznie dość pisania listów motywacyjnych, czeka na odpowiedź od ogłoszeniodawców, a kiedy ta nie przychodzi zaczyna trochę wątpić, więc wraca do punktu odpicowywania swojego CV.

W skrócie – przygotowujemy swój zawodowy życiorys, aby pokazać go ludziom, którzy przez ogłoszenia szukają rąk i głów do pracy. Brzmi to całkiem rozsądnie, bardzo ok. Zapominamy tylko, że to ile ogłoszeń znajdziemy jest ograniczone do naszego czasu, naszej spostrzegawczości, naszych umiejętności. Co więcej, zapominamy o tym, że pracy jest więcej niż ta, o której my słyszymy i czytamy, bo… o niej nie wiemy. Skąd mielibyśmy wiedzieć?

Zapominamy o tym, że kluczowe może się okazać dotarcie do informacji o pracy, o której nie słyszeliśmy i nie mamy możliwości usłyszeć. Czyli musimy dotrzeć do ludzi, którzy słyszeli o pracy, o której nie wiemy (ale to wcale nie znaczy, że zależy nam tylko na tych, co zatrudniają). Chcąc znaleźć pracę, warto powiedzieć o tym światu, aby świat mógł pokazać, co tam ma dla nas dobrego.
Continue readingJak lepiej wykorzystać Linkedin do szukania nowej pracy

Dlaczego biorę zimne prysznice

Zimne prysznice są owiane iście magiczną aurą. Mają być odpowiedzią na depresję, zły sen, braki w potencji, zbyt wolne odchudzanie i wszystko inne czego nie leczy sproszkowany róg bawoli. Ludzie dowodzą, że to wszystko autentyczna, najprawdziwsza prawda. Kłopot w tym, że badań potwierdzających moc zimnych pryszniców jest niewiele, a te które są, to raczej nieśmiało przedstawiane hipotezy, którym brak potwierdzających je dowodów.

Brak dowodów z kolei, jest dla mnie wyzwaniem. Tym bardziej że chcę, opowiadając Wam o swoich zimnych prysznicach, podeprzeć się czymś zdroworozsądkowym. Czymś co racjonalizowałoby ten szalony pomysł. Czymś innym niż ‚wydaje mi się”. Continue readingDlaczego biorę zimne prysznice

Działaj, nawet jeśli zrobisz to tylko dziś

Wiemy, że wielka siła drzemie w konsekwencji. W małych, nieustannych przyrostach. W procencie składanym. W wieloletnich inwestycjach i grosikach, z których zbiera się miarka. To wszystko wielka obietnica i ogromny powód aby do takiego długofalowego, perspektywicznego działania przystąpić. Równocześnie, to odległe, zobowiązujące i wymaga pewnie przygotowań. Aby dobrze zainwestować, aby dobrze wybrać, aby mieć pewność, że ‚to to’.

Dlatego właśnie zauroczyła mnie medytacja „just for today”. Chociaż dopiero za drugim razem zrozumiałem jej piękno. A tłumaczy coś w zasadzie oczywistego. Że oprócz tego, że trzeba patrzeć daleko w przyszłość, to trzeba żyć tu i teraz. Pozwolić sobie na to, co niezobowiązujące. Na to, co nie oznacza deklaracji ‚do końca moich dni’. Na to, co może mieć miejsce „tylko dziś”. I nawet jesli będzie tylko dziś, to nadal ma wielką wartość. Continue readingDziałaj, nawet jeśli zrobisz to tylko dziś

Ważne momenty poranka

Od kilku tygodni udaje mi się trzymać nowy poranny rytm i chciałem się podzielić kilkoma obserwacjami, które się wiążą z porankami „po mojemu”.

Dlaczego poranek „po mojemu” jest dla mnie ważny? Pomijając korzyści wynikające z nastrajania się, z chwili ćwiczeń, czy czasu, który mam wtedy tylko dla siebie, cenne jest także to, że on jest właśnie po mojemu. Tak jak sobie obiecałem, tak jak sobie wymyśliłem, tak jak chcę.

Dobrze jest dotrzymywać pierwszej obietnicy dnia. Wczesny poranek to moja wersja wstawania prawą nogą. To udowadnianie sobie, że dla rzeczy dla mnie ważnych, gotów jestem poświecić trochę swojego komfortu i przyjemnosci. Zamieniam ciepło kołdry i miękkość poduszki na dobre wejście w dzień. Continue readingWażne momenty poranka

A gdyby tak sobie… zaufać?

Ludzie robią wiele, aby zdobyć Twoje zaufanie. Marki za wszelką cenę chcą stać się tymi, którym zaufasz, albo przynajmniej za godną zaufania będziesz ją postrzegał. Lubimy móc zaufać, otworzyć się, znaleźć punkt oparcia w codzienności. Zastanawiałeś się kiedyś czy albo na ile ufasz sobie? Na ile możesz na sobie polegać?

Od początku tego roku powracającym motywem mojej codzienności jest mniej. Niestety, nie jest to mniej kupowania czy posiadania (abym mógł wreszcie rozsmakować się w trendzie minimalizmu, który mnie kusi). Mniej czytam, mniej piszę, mniej rysuję. Mniej niż bym chciał. Prawie wcale. Co ciekawe, to wcale nie znaczy, że mam na to wszystko mniej czasu, jedynie co innego mój czas wypełnia.

Pojawiło się też dużo nowego – nowe miasto, nowe mieszkanie, nowi ludzie, nowa praca. Powrót do codziennej pracy oznacza też potrzebę innego zarządzania energią i odpoczynkiem. Są więc tematy, których pilnuję bardziej (o czym wkrótce napiszę) i tematy, które trochę przy okazji obrywają – jak wspomniane czytanie, pisanie, rysowanie. Continue readingA gdyby tak sobie… zaufać?

Attention please – podchodzę do lądowania

Każda podróż, zaczyna się od pierwszego kroku, wyjścia za próg swojej przyjaznej, hobbiciej norki. Czasem podróż ma jasno określony cel. Punkt określony w miejscu i w czasie, do którego trzeba dotrzeć. Czasem idzie się na azymut, znając jedynie przybliżony kierunek, wiele decyzji pozostawiając losowi.

Początkiem podróży, w której teraz uczestniczę, była decyzja opisana w tekście „egzamin w szkole latania”. Czas na kolejny etap.

Ostatnia prosta przed tym etapem ma – bagatelka – 435 kilometrów. Taka odległość dzieli Kraków, czyli moje miejsce zamieszkania, od Poznania, miejsca w którym zaczynam nową pracę. Bliżej chyba się nie dało, choć próbowałem;) Continue readingAttention please – podchodzę do lądowania

Słowa mają moc: Zacznij się dostrajać

Słowa to dziwny twór. Zbitek literek albo dźwięków, głosek. Nie mają wagi, nie można ich uchwycić, nie można uwięzić ich w klatce, są całkowicie ulotne. Choć są istotą wagi lekkiej, potrafią nieść ładunek, mogą krzywdzić i ranić, ale też wzmacniać i dawać ukojenie. Pozornie są proste w obsłudze, zapewne dlatego nadużywane. Słowa nic nie kosztują, a ostatnio nawet przestało mieć znaczenie, czy niosą w sobie prawdę, czy nie. Można mówić z sensem, można mówić dla samego brzmienia głosu. Dla zabicia ciszy, albo dlatego, że ktoś słów oczekuje.

Korciło mnie, żeby ten tekst nazwać „Noworoczna dobra zmiana” ale… kontekst polityczny tego zwrotu jest zbyt ciężki i zapewne przesłaniałby sens całej wypowiedzi, lub sprowadzałby do tego wpisu ludzi, którzy szukają troszkę innych treści. Chciałbym, abyśmy wrócili słowom sens.. i twarz, bo bez twarzy, największe słowo nic nie waży.

Dziwnym zbiegiem okoliczności, nie pozostajemy obojętni na słowa. Ulegamy im, jesteśmy pod ich wpływem, nawet jeśli nie zawsze, wręcz rzadko, robimy to świadomie. Wpływają na to, jak się czujemy, o czym myślimy, z jaką energią przystępujemy do działania. Słowa, które nie mają fizycznej, namacalnej reprezentacji, mają siłę zmieniania świata. Czy coś, co ma moc zmieniania losów świata, ma moc zmieniania nas? Continue readingSłowa mają moc: Zacznij się dostrajać

13 rzeczy, których nigdy nie sądziłem, że zrobię

Przełom roku to zawsze pretekst i okazja do tego, aby popatrzeć na ostatnie miesiące z szerszej perspektywy. Pokusić się o swoistego rodzaju podsumowanie i, kto wie, być może także zmierzyć się z planami na przyszłość.

Nie mam w zwyczaju robić takich podsumowań, podobnie jak nie lubię tworzyć noworocznych postanowień. Niemniej jednak czuję zbawienną moc przełomu i przekraczania choćby i wirtualnej granicy. Lubimy mieć coś „za sobą” i lubimy zaczynać coś „z czystą kartą”, nawet jeśli czas między wczoraj i jutro to dokładnie takie samo dziś. Dlatego właśnie bezcenne dla naszej psychiki są spowiedź, koniec roku szkolnego, moment oddania projektu (kiedy wreszcie możemy o nim zapomnieć) i nowy rok, w który możemy wejść z nową energią:-)

Ostatnie 12 miesięcy nauczyło mnie dwóch rzeczy.
„Nigdy” jest fikcją, zupełnie niepotrzebną wymówką, kontekstem i okolicznością, której nie warto poświęcać wiele uwagi.
Tym, co potrafi sprawić, że „nigdy” znika, jest „chcę”. Wystarczy chcieć i… już. Dzieje się. Czasem samo, czasem wymaga to działania, choćby najmniejszego drgnięcia w kierunku, by zaczęło się dziać. Rok 2017 uświadomił mi potęgę chcę. Continue reading13 rzeczy, których nigdy nie sądziłem, że zrobię

Czy zwracasz uwagę na to, co trzymasz w zasięgu ręki?

Kilka dni temu zostałem poproszony o to, by na chwilę wejść w buty Natalii Hatalskiej i pomyśleć o tym, jakie trendy mogą się pojawić w komunikacji / marketingu cyfrowym przez najbliższe 12 miesięcy. To pytanie, po pierwsze świadczy jaką markę wyrobiła sobie Natalia, a po drugie dowodzi, że jeśli nie masz tego tematu przemyślanego na dziesiątą stronę, to musisz chłopie szybko kombinować z odpowiedzią;-)

Pozwoliłem sobie na następujące przewidywanie: zaczniemy się uczyć tego, jak radzić sobie ze wszelkiego rodzaju rozpraszaczami i kradziejami uwagi. Zaczniemy przywiązywać większą wagę do tego, jakie powiadomienia otrzymujemy, a jakie chcemy otrzymywać. Spośród firm i marketerów zwycięzcą będzie ten, kto to zrozumie. Kto zacznie szanować i cenić poświęcaną mu uwagę, zamiast doskonalić monetyzowanie spamu i cklickbaitu.

Nie mam pojęcia czy ten mój szalony typ się sprawdzi, zdecydowanie nie mam śmiałości wchodzić na arenę zdominowaną przez trendologów. Natomiast chciałbym pokazać, dlaczego powinniśmy zacząć sobie radzić z powiadomieniami. A swoją drogą, rozpraszacze są chyba powracającym motywem w obserwowaniu przeze mnie rzeczywistości. Pisałem, że musimy uważać na złodziei naszego czasu i uwagi, i że nie warto rozmieniać się na drobne. Pisałem o tym, podpowiadając, dlaczego warto skusić się zakup na Kindle, a nie na tablet i utyskując, że byłoby cudownie, gdyby istniał kindle dla piszących (o tym szykuję kolejny wpis).
Continue readingCzy zwracasz uwagę na to, co trzymasz w zasięgu ręki?

Back to Top
Otrzymuj nowe posty na maila ;)Jeśli zainteresował Cię ten wpis, zostaw swój email i bądźmy w kontakcie.

Otrzymasz jednego maila w tygodniu, publikowaną w piątki tygodniówkę. Oraz niecodziennego maila od czasu do czasu;-)

Dlaczego proszę Cię o email? Poznaj moje argumenty »