4 - tyle minut czytania

Jarosław Makowski dziś na łamach Rzeczpospolitej opublikował tekst poświęcony Leszkowi Balcerowiczowi i jego koncepcjach ekonomiczno politycznych. Tekst można przeczytać tu: http://www.instytutobywatelski.pl/pressroom/91/makowski_balcerowicz_ubostwiony

Znaczenie ma natomiast to, kim jest Jarosław Makowski – to dyrektor ThinkTanku Platformy, Instytutu Obywatelskiego. Można zatem przyjąć, że jego rozważania i jego obserwacje, są podstawą do tworzenia rozwiązać systemowych, jakie wdrażać będzie lub wdrażać chciałaby Platforma. A może – co jeszcze istotniejsze – czego wdrażać nie będzie.

Czego dowiadujemy się z tekstu? Otóż, pan dyrektor pisze:

Nie dziwi zatem, że wszystkim, którzy zgłaszali jakiekolwiek wątpliwości co do kosztów społecznych tzw. planu Balcerowicza, przyklejano łatkę oszołomów. Kiedy jest wojna, mówili zwolennicy ekonomicznych terapii szokowych, muszą być ofiary. Bieda dziedziczona z pokolenie na pokolenie, nierówności społeczne, brak zrównoważonego rozwoju, kumulacja kapitału, niski poziom zaufania obywateli do państwa… – to cena, jaką się płaci za wprowadzanie zdziczałego kapitalizmu.

Zatem już wiemy, że jedyną alternatywą dla „sprawiedliwości społecznej” jest „zdziczały kapitalizm”. Cena niezbędnych reform to dziedziczona przez pokolenia bieda. Hmm.. Panie dyrektorze – tak do rozważenia – im większy dług, tym większa bieda.

Balcerowicz – zdaniem Makowskiego – nakazuje działanie szybkie i radykalne. Koncepcja niemal chirurgiczna – wyciąć wszystkie chore tkanki, aby nie stanowiły zagrożenia dla całego organizmu. W przypadku ekonomi – odciąć wszystko, co szkodliwe i groźne. Ale tu pan dyrektor się nie zgadza, gdyż przecież nic nam nie grozi. Jest super, jest super więc o co mi chodzi?

„Stan wyjątkowy” sprawia, że wyimaginowany strach przed naciągającą katastrofą finansową jest silniejszy niż zdrowy rozsądek.

Nie wiem czy wyimaginowany jest strach, czy katastrofa. Bo jeśli katastrofa, to radzę panu dyrektorowi zerknąć co się dzieje w europie, i dlaczego wszyscy inni tną co tylko się da i dowiedzieć się, czego oni się boją. A jeśli wyimaginowany jest strach, a prawdziwa jest zbliżająca się katastrofa, to cóż… ja tam bym się wolał bać i na podstawie tego strachu, zacząć jednak coś robić…

„Stan wyjątkowy” usprawiedliwia także stosowanie „drastycznych rozwiązań”, aby ratować niewidzialną rękę rynku, która chwilowo okazała się też niewydolna, by znów mogła zacząć pracować na rzecz najbogatszych.

Teraz muszę sobie coś przypomnieć, bo mi się coś nie zgadza. Ten tekst napisał człowiek odpowiedzialny za ThinkTank partii, co jeszcze nie tak dawno była partia liberalną, która głosiła że siłą kraju jest jej wolna gospodarka i przedsiębiorcom należy ułatwiać życie i pozwolić im się bogacić, bo wtedy wzbogaci się społeczeństwo, to przestaję cokolwiek rozumieć. Znacznie lepiej jest przecież najbogatszych udupić, wtedy wszystkim nam będzie dobrze, bo będziemy mieć wszyscy równo, wszyscy będziemy mieć ..wno

Alternatywa? O to co proponuje:

Ileż jeszcze trzeba wstrząsów finansowych, byśmy się przekonali, że ostatecznie to państwo jest gwarantem naszego bezpieczeństwa – także emerytalnego – a nie prywatne instytucje finansowe zdane na łaskę i niełaskę rynków? Jeśli zatem rzeczywiście szukamy bezpieczeństwa i stabilności finansowej dla siebie i swych dzieci, musimy budować sprawne i skuteczne państwo. Także po to, by – jeśli przyjdzie taka potrzeba – mogło ono stanąć w szranki z globalnymi instytucjami finansowymi.

No… jak tak patrzę na Zusy, Krusy, autostrady i szpitale, szkoły i samorządy, to jakoś kurcze pieczone wątpliwości mam… Tym bardziej, jak pomyślę jak wiele robią i jak jeszcze więcej nie robią ci, to to skuteczne państwo rzekomo prowadzą pewną ręką przez wzburzone wody historii…

Pańskie pomysly panie Balcerowicz są głupie, bo lud się z nimi nie zgadza. Lud nie chce cięć, nie chce oszczędności, nie chce rezygnować z przywilejów i przyjemności. Tyle tylko, że lud tego nie chce, bo jest głupi. Bo nie wie, co się stanie, jeśli nie zaczniemy oszczędzać. Nie wie, jakie będa konsekwencje waszego nieróbstwa. Nie wie, że lepiej zacząć myśleć o kryzysie zanim on przyjdzie, niż jak już nas pochłonie w całości, razem z całą dziurą budżetową. I własnie dlatego rządzący biorąć pod uwagę świadomość ludu i realia ekonomiczne, zacząć kminić co zrobić, żeby jednak kryzys nas nie dobił. Nawet za cenę kilku punktów procentowych. Nawet za cenę świętego oburzenia konkurencji. Jak by to ujął ten czy ów na stadionie piłkarskim – ruszcie d..y! Przecież za to Wam płacimy.

Wierzyć się nie chce… słowo daję, wierzyć się nie chce, za to wyć się chce. Bo za kilka miesięcy przyjdzie nam głosować na kogoś. I mamy do wyboru oficjalną lewicę, nieoficjalną lewicę (PiS) i oficjalnych liberałów o polgądach lewicowych. Zostaje wierzyć chyba tylko w Korwina. A najsmutniejsze jest to, że w polemice z Balcerowiczem więcej przytoczono emocji i argumentów w stylu – „pan jest głupi, pan jest be”, a merytoryki jakoś brak. Skoro nie da się obalić argumentów, trzeba obalić człowieka (wcześniej obalając półliterka dla lepszego pomyślunku). Ale cóż… ciemny lud i to kupi?

Podyskutujmy

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.