6 - tyle minut czytania

Kilka dni temu Zbigniew Hołdys opublikował w sieci felieton Piramida zwierząt, który nie został opublikowany we Wprost. Powinienem chyba w tym miejscu zaznaczyć, że bardzo lubię jego teksty, zwłaszcza te dotyczące naszej rzeczywistości. Pamiętam jak z wypiekami na twarzy czytałem po nocach jego  blog, który kiedyś prowadził na interii, a który potem niestety chyba popadł w niełaskę lub zapomnienie, a na pewno nieregularność. Teraz pisze do wspomnianego Wprost, a od czasu do czasu można na niego wpaść na blipie. Podejrzewam też, że każdy blipowicz Wam powie, że ZH jest typem człowieka, obok którego ciężko przejść obojętnie. Jednych zmusza do myślenia, innych irytuje i wkurza. Ja jestem z tych zmuszanych, choć chyba sam przywoływany ma na ten temat inne zdanie (lub zdania nie ma, wszak o mnie wiedzieć nie musi:P )

A teraz ad rem (lub do adremu, jak kto woli:P). Przeczytajcie Piramidę, bo tam pojawia się ostra krytyka wobec naszej klasy politycznej i naszych politycznych „gwiazdorów” w szczególności pana viceMarszałka i pani posłanki rodem z PiS. Jest też wzmianka o tropicielu wszelkich agentów i ministrze od armii… Diagnoza jest prosta – klasa polityczna jest zła, przeżarta i niezmienna. I ta niezmienność jest tym, co jest bardzo złą wróżbą – bo, jak myślicie, spośród kogo wybierać będziemy za kilka miesięcy? I czyje twarze oglądać będziemy kiedy ruszy nowa kadencja? No właśnie – te same…

Spytałem autora jaką widzi receptę. Wskazał mi fragment tekstu, w którym jak byk stoi co trzeba zmienić. Przytaczam:

Tusk nie jest mężem stanu, choć niektórzy twierdzą, że jest. Gdyby nim był zaoferowałby Polsce rozwiązanie śmiałe i przecinające gangrenę. Rzuciłby na szalę cały swój autorytet, by pogodzić ludzi i zaoferować im lepsze jutro. Nie ujadałby na otaczającą go sforę, zająłby się nami – narodem. Przeforsowałby ordynację wyborczą, która dałaby szansę społeczeństwu na wygnanie z sejmu tego, co nas tak męczy, dusi i depcze. Przynajmniej spróbowałby.

Swoją drogą, teraz kiedy ten fragment czytam, rozumiem go lepiej niż wtedy w środku nocy;) Ale obiekcje mam podobne, o czym za chwilę. W blipo-rozmowie Autor* w prostych słowach powtórzył, że tym co niszczy polską demokrację jest ordynacja i Tusk powinien dążyć, do jej zmiany. Powinien nawet – tu pozwolę sobie o konkretny cytat z naszej „rozmowy”:

poprosić naród o ruch społeczny, by ruch ten wymusił zmianę ustawy wyborczej w sejmie. Tak, aby zakazane zostały listy, jedynki, pieniądze..

No i tu mam zgryz. A nawet dwa…

Oczywiście, że się zgadzam z tym, że nasza ordynacja prowadzi do „zabetonowania” sceny politycznej i nie pozwala na dopływ młodej krwi, a jeśli ta krew to ma być młody Kamiński to ja jednak podziękuję. Nieszczęście polega na tym, że polska polityka – i to zarówno ta pisana przez małe jak i przez duże pe – to bagno, układy, interesiki. Ta polityka zniechęca ludzi do tego, aby chcieli mieć z tym cokolwiek wspólnego. 20 lat wolności – 20 lat kolesiostwa. Niezależnie od tego kto jest u władzy (lub jak kto woli u koryta) dzieje się to samo. Władza ma lud w dupie, dla niej lud liczy się raz na cztery lata, czyli wtedy, kiedy trzeba się przejść do lokalu i skreślić jedno nazwisko i wrzucić ten kiepski los na jeszcze bardziej kiepskiej loterii.

Kluczowe jest jednak to, że mamy ten wybór. To my decydujemy, które nazwisko skreślamy. Oczywiście, skreślamy nazwisko z listy wcześniej przygotowanej przez partyjną wierchuszkę, więc co to za wybór mógłby ktoś spytać… Well.. mimo wszystko. W Krakowie głosując na PIS możemy zagłosować na Ziobrę, ale też wcale nie musimy akurat przy nim stawiać krzyżyka… Głosując na PO nie musimy stawiać na Klicha, ale też możemy to zrobić świadomie. Niestety, wbito nam do głowy – a robią to wszyscy obecni w parlamencie – że nie ma sensu głosować na nikogo z poza „Wielkiej Czwórki”. Jeśli oni nam to będą wmawiać, a my im znowu uwierzymy, to niestety nadal nic się nie zmieni.

Zbigniew Hołdys mówi – premier ma zmotywować lud, aby ten go zmusił do realizacji obietnic, które złożył – przecież premier nie jest głupi, ostatnią rzecz na którą ma ochotę, to skłaniać wyborców aby go z kampanijnych obietnic rozliczali. Dla mnie, smutniejsze jest to, że ludowi się już coraz mniej chce. Nie ma woli działania, tworzenia, budowania. Od czasu do czasu pojawia się iskra rozpie…przenia wszystkiego w imen, tak żeby można było coś zniszczyć, ponarzekać, skrytykować. Stworzyć coś nowego? Aby jeszcze było wartościowe? O nie… to nie dla nas. Efektem słabego społeczeństwa są słabe rządy. Nam się nie chce, więc im się nie chce. Takie przewrotne circle of life. Brakuje nam ludzi, którzy mogą pociągnąć za sobą społeczeństwo. Mądrych ludzi, którzy przygotują naród na ciężką pracę, która nie przyniesie nagłych sukcesów, a raczej będzie okupiona odciskami, potem i krwią. Ale bez tej pracy będzie tylko gorzej. W najlepszym razie, będzie tak samo. Brakuje nam mądrych ludzi z mądrą koncepcją na tworzenie… tego nam brak.

Czy inna ordynacja sprawi, że wybierzemy inne nazwiska? Niekoniecznie. Być może ułatwi zmianę, ale to wciąż my musimy chcieć tą zmianę przeprowadzić. My wszyscy, albo przynajmniej większość z nas.

A premier Tusk… heh… Z jednej strony jestem mu wdzięczny za to, że po szaleństwach jakie fundował nam PiS z przystawkami, uspokoił wzburzone fale rzeczywistości. Trafił na ohydne gospodarczo czasy i nie wiedzieć za bardzo dlaczego, jego polityka nic nie robienia pozwala nam się na wodzie utrzymać… Dziękuje mu za to, że rozumie zagrożenie drukowania papierków zwanych pieniądzem i że nie podjął działań, które teraz będą topić Greków, Hiszpanów, Portugalczyków. Ale do szalu doprowadza mnie to, że nie podejmuje żadnych działań, aby poprawić naszą sytuację w przyszłości. Ten europejski kryzys i nas dopadnie – na razie udało się go utrzymać poza granicami naszego kraju, ale jeśli dalej będziemy nic nie robić, i do nas dojdzie. Nie wierzycie? Poczekajcie… To nie jest tak, że Tusk nie spełnił obietnicy wyborczej dotyczącej ordynacji – on nie spełnił praktycznie żadnej. Więc czemu przy ordynacji akurat miałoby być inaczej… Powtórzę – jestem mu wdzięczny, ale mężem stanu dla mnie nie jest. Jest tylko jednym z polityków, jednym z tych którzy od dwudziestu lat bawią się w tym samym śmierdzącym bagnie. Nie łudzę się, że będąc premierem mógłby się zmienić. Bo niby dlaczego… bo odpowiedzialność? Bo naród? Bo co? Chciałbym się mylić. Chciałbym, aby Tusk posłuchał Hołdysa, aby zaczął zmieniać świat. Aby żyło się lepiej. Wszystkim.

Tyle tylko, że jakoś w to nie wierzę. Nie widzę podstaw do zmian. Nie widzę, aby komukolwiek na tym zależało. I przeraża mnie myśl, że nawet za 20 lat nikomu zależeć nie będzie…

* Tytuł jest nawiązaniem do tekstu Jana Pietrzaka – Generacja; utwór do przesłuchania:

(Generacja została napisana w 1982 roku… cholernie, cholernie dawno…)

** Wykręcam się jak mogę. Mógłbym napisać Hołdysem, ale to nie brzmi i nie wypada. Niemógłbym napisać Zbigniewem, bo nie jesteśmy na „ty”, nie napiszę też Panem Hołdysem, w końcu to Internet i wszyscyśmy z jednego szimela.. ech… Został autor..

Podyskutujmy

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.