3 - tyle minut czytania

Mamy rok wyborczy – coraz mocniej to widać, słychać, czuć.. Partie już niedługo zaczną przekrzykiwać się nie tylko w obelgach rzucanych w twarze i plecy przeciwników, ale także zaczną składać coraz bardziej szczodre propozycje.. Zaczął PIS, Beata Szydło w TOK fm tłumaczyła, że Państwo musi obywatelom pomagać…

Tym, których dochód na osobę w rodzinie nie przekracza 1080 zł, państwo wypłacałoby dodatek po 600 zł na każde dziecko. W przypadku emerytów i rencistów otrzymujących do na głowę do 800 zł, świadczenie wynosiłoby od 250 zł do 700 zł.

Hmm.. już to gdzieś kiedyś kurde widziałem, słyszałem i już mnie to kiedyś irytowało. Jak to się nazywało… no tak – becikowe. Beeeeecikowe. Beeeeczymy jak barany, a będziemy beeeeeczeć jeszcze głośniej. Po ktoś kiedyś uzna, że warto jednak za te ich rozrzutność zapłacić. I to nie oni będą na to ściubić, tylko my. Te cudowne dodatki, zasiłki i wyprawki nie są brane z kosmosu, tylko z naszych portfeli. Dlatego kiedy przyjdzie Ci drogi obywatelu zagłosować, nie patrz na to co Ci obiecują, tylko ile z Twojej kieszeni chcą wyjąć pieniędzy. Z Twojej kieszeni i – co jeszcze piękniejsze – z kieszeni Twoich dzieci. Bo to one ten dług będą spłacać… Swoją drogą, dość ciekawe rozwiązanie. Wiemy, że Europa walczy z kryzysem finansowym, wiemy, że dziura budżetowa jest coraz większa, wreszcie wiemy, że widmo bankructwa coraz ciemniejszym się kładzie na naszym kontynencie cieniem. A co proponuje partia opozycyjna – rozdawnictwo państwowej kasy. Zamiast cięć i racjonalizacji wydatków – zasiłkowanie. Wobec takich argumentów nie pozostaje mi nic innego jak tylko siąść, wyciągnąć rękę i powiedzieć Wam wszystkim grzecznie „Dej, pane, dej…”

Inna bajka – wczoraj w Toku usłyszałem również rewolucyjny (bo niestety z rewelacyjnością wiele wspólnego nie miał) pomysł na poprawienie sytuacji kobiet na polskim rynku pracy. Problemem pracodawców jest to, że każda kobieta to potencjalna matka, a każda potencjalna matka to potencjalny urlop macierzyński i – co najważniejsze – potencjalna nieobecność w pracy. Nie chodzi tu o pensję, tą przecież wykłada ZUS, ale chodzi o sam fakt, że taka osoba nic firmie nie daje – nie przynosi kasy. Skoro nie przynosi, to znaczy, że firmie jest niepotrzebna. Gdzie więc się kryje ta rewolucja? Otóż jeden z publicystów porównał sytuację polskich kobiet do problemu szwajcarskiej armii… Ponieważ utrzymanie armii jest kosztowne, a każdy obywatel z okolic Zurychu przeszkolenie przejść musi, państwo uznało, że część kosztów utrzymania (i to część niebagatelną, bo aż 2/3 tychże) żołnierza pokryje jego firma. I to samo rozwiązanie powinno zostać w Polsce zastosowane dla potencjalnych matek. KUMACIE? Aby ułatwić im znalezienie pracy, trzeba obciążyć pracodawców dodatkowymi kosztami, wtedy będą chętniej kobiety zatrudniać… Prawdę powiedziawszy, ta logika mnie przerosła.

Jeszcze w ramach ciekawostek znalezionych na stronie PiS… bo jak inaczej nazwać tytuł odwołujący się do słów rzecznika partii brzmiący: Adam Hofman: obawa przed PiS się zmniejsza Hmm… Przynajmniej wiedzą, że społeczeństwo się ich boi. I niech tak zostanie…

Babciu, dlaczego masz takie wielkie oczy… a dlaczego masz takie wielkie uszy…

Podyskutujmy

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.