1 - tyle minut czytania

Lubię sięgać po książki, które pozwalają mi lepiej zrozumieć rzeczywistość. A nawet jeśli nie zrozumieć ją, to wytknąć mi czego nie rozumiem, lub czego zrozumieć się nie da i próbowanie jest z dużym prawdopodobieństwem skazane na porażkę. Lubię czytać to, co wyjdzie spod piór braci Heath, Gladwela, Freaconomics, przy czym to wszystko książki niezwiązane z moimi zawodowymi zmaganiami.

Bliżej mojej pracy był znakomity „Under the radar”, który podpowiada jak dobrze przygotowanym na wszelkie zabiegi marketingowe jest współczesny konsument (a to książka z przed kilkudziesięciu lat.. od tamtej pory, konsument tylko wyczulił swoje czujniki;). Teraz namówiony przez Macieja Tesławskiego z pomocą jego bloga sięgnąłem po 22 (niezmienne) prawa marketingu.

Warto je znać. Nie po to, aby próbować je oszukać, raczej po to, by zrozumieć, że są siły od nas silniejsze i idąc wbrew doświadczeniu innych, musimy liczyć się z porażką (co swoją drogą, jest także wymienione jako jedno z marketingowych praw).

Książka otwiera oczy, porządkuje myśli, zasiewa ziarna wątpliwości i pokory. Na całe szczęście podaje też rozwiązania i przykłady skutecznych zabiegów, które można zastosować w chwili próby. Autorzy kilkukrotnie zmuszają do zakwestionowania swoich założeń i marketingowych przekonań i… robią to skutecznie. Mają argumenty;)

Lekturze towarzyszyła też smutna refleksja, że nie będę mógł wiedzy przedstawionej w książce zapewne wykorzystać w codziennej pracy. Po pierwsze dlatego, że to bezcenny (i chyba rzadko spotykany) zasób wiedzy dla ludzi znajdujących sie znacznie wyżej w łańcuchu decyzyjnym ode mnie. Po drugie, jak zauważają sami autorzy, próba przekonania innych do zmiany swoich przekonań jest prawie zawsze skazana na porażkę.

Podyskutujmy

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.