16 - tyle minut czytania
  1. W tym tygodniu parę razy uderzyły mnie między oczy rzeczy proste. Ale zanim do nich, słówko o prostocie. Bo mam wrażenie, że my nie bardzo przepadamy za tym co „proste”, trochę także dlatego, że językowo jest to niebezpiecznie bliskie „prostackie”, a znaczeniowo „łatwe”. Oba konteksty sprawiają, że „proste” nie może być cenne, wartościowe, wymagające. Że jest jakieś „zbyt łatwe”, „zbyt oczywiste”, przecież tak to każdy może.
  2. Swoją drogą, te konteksty językowe mają swój urok i głębokie znaczenie. I warto pamiętać, że niby te same rzeczy brzmią zupełnie inaczej (a zaraz za tym mkną konsekwencje) w różnych językach i różnych kulturach. Skorzystam tu z przykładu jaki zamieścił Jacek Dukaj w „Do kresi nadziei”, esej znajdziesz w „Po Piśmie”. Autor zwraca uwagę, że my, Polacy, mamy (miewamy) na coś nadzieję. British people, on the other hand, usually hope for something. I o ile Anglosasów możemy wsadzić w formę bierną, i tym sposobem „make them have hope or hopes” o tyle ciężko w języku polskim uczynić z nadziei czasownik. Ciężko powiedzieć, że ja, Polak, na coś nadziejuję. Kiedy mam nadzieję, można mi ją zabrać. Kiedy nadziejuję, to moje, integralne, nieodbieralne. Język ma znaczenie, nawet kiedy o tym nie myślimy, to nas dość mocno ustawia.
  3. To ma swoje konsekwencje kulturowe, społecznościowe… I wybacz, z nikim się na to nie umawiałeś, nikt tego z Tobą nie uzgadniał, a tak jest. Jesteśmy trochę upupieni. Sorry, not sorry. Tak, to też jest odpowiedź na pytanie czym się różni podejście europejskie do rolnictwa „Jak Bóg da, to plony będą obfite”, vs azjatyckie „jak zadbam o warunki, to zbiorę dobre plony”. Więc trochę, chcąc nie chcąc, to jacy jesteśmy, jest także pochodną tego, w jakiej kulturze jesteśmy osadzeni i wychowani (porównaj Gladwell, Outliers) Ma to też swoje dobre strony, „ja nie dam rady?”
  4. Chciałbym zatem podkreślić cnotę prostoty, broniąc jej przed posądzeniem o prostactwo, czy łatwość. Zachęcam do poszukiwania piękna w prostocie i doceniania tego, z jak wielu rzeczy trzeba umieć zrezygnować i jak wiele elementów trzeba porzucić, aby ostała się istota, bez przerostu formy. Wicie, czy Ty sam siebie czytasz?
  5. Proste, wcale nie musi być łatwe. Na ten przykład tangram, czy nawet jego prostsza, czteroelementowa wersja.

Jestem pod wrażeniem tego, ile kształtów można wyczarować z tych kilku klocków i jak niejednokrotnie trzeba się nagłowić, aby rozwiązać jakąś zagadkę. Albo sto.

  1. Swoją drogą, oryginalny Tangram, to chińska łamigłówka znana od około trzech tysięcy lat. Co tylko dowodzi, jak pomysłowi potrafią być ludzie, kiedy mają za dużo czasu na obserwację i myślenie, a pod ręką trochę drewna do wykorzystania. Mogą na ten przykład obalić teorie płaskoziemskie.
  1. Czy znacie jakiś prosty sposób, na zapamiętanie „która strona folii aluminiowej czemu służy?” Bo ja nigdy nie wiem, która lepiej sprawdza się do zapiekania, a która do izolowania ciepła na dłużej. Bo przecież jest jakaś różnica, prawda? W przeciwnym razie nie robiliby tej różnicy. Cóż… wychodzi na to, że jedynym powodem „dwustronności” folii jest to, że gdyby z obu stron była taka sama, była by dużo bardziej krucha, przez co mniej wytrzymała i nie bardzo dałoby się z niej korzystać. A jak to się ma do gotowania? Zobaczmy:

Zatem to którą stroną stosujemy folię zależy od naszej natury. Błyszczącym na zewnątrz, jeśli to my jesteśmy gwiazdą w kuchni, błyszczącym do środka, jeśli gwiazdą ma być danie. Tak się tworzy lajfhaki.

  1. Ale jak już jesteśmy w kuchni i przy piekarniku, to… jakiego koloru formy do pieczenia stosujecie? Czarne? Srebrne? A czy wiecie, że kolor ma znaczenie i może mieć wpływ na to, jak Wasze wypieki wychodzą? Najbardziej będzie to widać zwłaszcza przy różnych typach piekarnika (gazowy i elektryczny) ale kolor ma znaczenie. Jasne blachy więcej ciepła potrafią odbić, ciemne dużo więcej ciepła przyjmują. W sumie nie różni się to od zachowania jasnego / ciemnego podkoszulka w słoneczny dzień, ale i tak nigdy nie zwracałem na to uwagi. Przy czym piekarniki będą się też różniły sposobem dostarczenia ciepła – gazowe są w założeniu bardziej efektywne, potrzebują mniej czasu na rozgrzanie, co z kolei może za szybko rozgrzać podstawę czarnej blachy. Dobre wyjaśnienie znajdziesz tu: a dobre przykłady znajdziesz tu.
  2. Pozostając w kuchni, nareszcie nabyłem drogą kupna (tak jak zapowiadałem, w coffeedesk.pl) Oatly i byłem bardzo ciekawy, jak bedzie mi z nimi smakować kawa.

Well… To jest napój owsiany i owszem, wow, no cow, ale to wciąż jest napój z owsa. Ma dobry skład i dobrze smakuje, ale nie mam wrażenia, aby wynosił kawę na jakiś wyższy poziom (są tacy, którzy powiedzą, że każde zabielenie kawę i tak psuje). Zaprzyjaźnimy się zapewne ze względu na skład, ale co do zasady, robotę robi materking i zacne opakowania.

  1. Dlaczego mnie to dziwi… Przecież… o ile pamiętam, to mleko Łowicz od dajmy takiego Łaciatego też się w smaku jakoś radykalnie nie różni, nawet jeśli krowy po godzinach słuchają Bacha….
  2. Jeśli mowa o marketingu i niedoścignionym pięknie prostej formy pełnej treści (co za zdanie mi wyszło), to oczywiście że będzie o apple, a nawet bardziej o Jobsie. Tylko że nie o Jobsie z lat 2000+, ale o Jobsie z roku 1980. 25 letnim gościu, który kilka lat wcześniej razem z kumplem postanowili sprzedać wszystko co mieli, aby składać wymyślone przez siebie komputery. I ten gość, cztery lata po założeniu swojej pierwszej firmy, mówił tak:
  1. Przecież to jest niemożliwe. Nie można być tak pewnym siebie, tak świadomym swojego produktu i swojego pomysłu, snuć takiej wizji mając 25 lat. W świecie, w którym komputerów w zasadzie nie było. Jak bezczelnym trzeba być (i mam tu na myśli tak bardzo pozytywne znaczenie tego słowa jak tylko to możliwe), aby będąc takim małolatem być przekonanym o tym, że zmienię świat. A potem go zmienić. Wow. No cow.
  2. Równocześnie, jedną z rzeczy, którą można łatwo pominąć w tej prelekcji, jest to że Jobs mówi:

Poświęciliśmy z Wozem na to pół roku, aby z części uwolnionych z Atarii i HP stworzyć komputery, ma które nie było nas stać.

Steve Jobs

Mam pytanie – kiedy ostatnio poświęciłeś / poświęciłaś pół roku na swój projekt? Swój temat. Bo rzeczy nie powstają z dnia na dzień. One powstają z pracy i z efektów. Jakoś nie z „bóg da”.

  1. Druga rzecz, na którą chcę zwrócić Twoją uwagę – Jobs z Wozniakiem nie stworzyli komputera dlatego, że potrzebowali go inni. Zrobili go, dlatego, że chcieli go mieć sami. Rozwiązywali swój problem, swój „ból”. I okazało się, że ten ból (problem / potrzeba) jest wspólna dla całkiem sporej grupy ludzi, tylko nikt jej jeszcze w ten sposób nie zaadresował. Mało tego, nie tworzyli komputera, który ma służyć konkretnemu zadaniu, jak powiedział Jobs – stworzyli narzędzie i dali go ludziom, żeby oni wymyślili, co można z nim zrobić. I tak drogie wnuki, powstała firma, która teraz jest warta absurdalne pieniądze. Do tego jeszcze dziś wrócimy.
  2. Rzeczy nie robi się samemu, nawet najwięksi nie są „samowystarczalni”. Tu opowiada o tym swego czasu najsilniejszy, albo przynajmniej najlepiej umięśniony człowiek świata:

a tu całe AMA z Arnoldem

  1. W tym tygodniu Apple pokazało nowy zegarek i po raz pierwszy zdaje się pomyślałem sobie – a może jednak… Może jednak się przekonam, może jednak to jest właśnie mój następny gadżet. Tym bardziej, że zaraz obok wersji 6stej pełnej wodotrysków, zaprezentowali wersję SE, która miała być bardziej przystępna. No więc (ku memu przerażeniu) zakiełkowała we mnie myśl, aby się temu SE przyjrzeć, ale na całe szczęście przystępna cena zatrzymała się na poziomie tysiąca trzystu złotych i otrzeźwiałem. Nie chodzi o to czy mnie na to stać, czy nie, ale jednak myśl o tym, aby wydać tysiąc trzysta złotych na gadżet, do którego nie jestem przekonany jest lekko trzeźwiąca. Tym bardziej, że cały czas mam w głowie tekst Michała Szafrańskiego – po co mi coś, co może mieć każdy.
  2. Ale potem zdarzyło się coś dziwnego. Okazało się, że ta bardziej wypasiona wersja jest do kupienia w zasadzie za tysiąc dziewięćset złotych i w jakiś magiczny sposób ten wydatek wydał mi się bardziej rozsądny (racjonalność siadła w kąciku i szlocha, a Kahneman z bezczelnym uśmiechem kiwa głową i wyjmuje tabliczkę z napisem „kotwiczenie”).
  3. Na całe szczęście racjonalność się ogarnęła, strzeliła mnie w czoło i zaczęła się seria pytań – po co Ci to.
    – Podoba Ci się tak, że się nie możesz się powstrzymać?
    No nie.
    – A może funkcje ma takie, że potrzebujesz?
    No… nie.
    – A może to jakaś wyjątkowa okazja?
    No… nie.
    – A jakokolwiek zegarek w ogólności nosisz? kiedykolwiek nosiłeś?
    No… nie.
    – To czego chcesz?
    Chcę, żeby mi jakieś małe urządzenie wspomagało trening, podpowiadało tętno, może też jestem ciekawy jak wspomaga sen… To weź sobie to.
    No, to sobie wziąłem.

Ja naprawdę prowadzę ze sobą takie dialogi.

  1. I skoro sobie wziąłem, to oprócz tego, że na mnie krzyczą, bo się moje zwyczaje związane ze spaniem nie podobają, i choć trudniejsze to w obsłudze w całym ekosystemie apple i nie działa to tak „one touch” jakbym chciał, to nie tylko jestem zadowolony, ale też się pochwalę. Gdyż właśnie w te środę

co by nie było chyba możliwe, gdyby opaska skwapliwie nie sygnalizowala każdego pokonanego kilometra, i gdybym nie złapał odpowiedniego „pace makera” w połowie trasy. Ale… nie spodziewałem się tego, że to zrobię, że stanie się to w pewnym momencie moim celem i ambicją, że da mi to tak dużą satysfakcję. A już w przyszłym tygodniu, tak myślę, pokażę jeszcze jedno swoje „sportowe” osiągnięcie.

  1. Inna rzecz, oglądając ostatnio mecz Wisły, widziałem, młodych gości, których łapały skurcze po 80 minutach gry i prawdę powiedziawszy, za bardzo nie kumam. Jeżeli ja jestem w stanie przebiec 10 km w godzinę i żyć, a prowadzę siedzący tryb życia, to nie kumam jak młodszy ode mnie facet, zawodowo zajmujący się sportem, nie jest w stanie rozegrać pełnych 90 minut. Tak, wiem, inna intensywność, tak, pewnie są również inne zależności. To może być zarówno odpowiedzialność jego (podejście do swojego zawodu), trenera (rozpiska treningowa), trenera od przygotowania fizycznego, ale… ja mam 10 lat więcej, powielokroć mniej treningów… coś tu mi nie gra.
  2. Więc zegarka nie kupiłem (i prędko zdaje się nie kupię), ale apple w jakiś magiczny sposób nie bieduje. Może się kończą, wszak ich przychody radykalnie nie rosną, a mimo to gwałtownie rośnie ich wartość giełdowa. Ale dlaczego? Między innymi o tym opowiada w krótkim, ale mocno dopakowanym treścią, wykładzie Scott Galloway (z którym po dłuższej chwili się przeprosiłem i znowu go słucham). Dowiedz się jak CoVID zmienia świat marketingu, handlu i reklamy:
  1. Ciekawym aspektem o którym wspomina Galloway jest także to, jak można samodzielnie wykorzystać czas około epidemii. Jak zmienić siebie – z czego zrezygnować, czym się zainteresować. Jedną z rzeczy, o których wspomina, jest także „jeśli możesz – więcej pracuj, to jest ten czas”. Jednym z problemów przed którym ja zawsze staję, jest jak wycenić swoją pracę. Okazuje się, że i na to jest sposób i formuła. Pewnie trzeba by ją trochę dostosować do realiów PL, ale i tak jest to znakomity punkt wyjścia:  
  1. Teraz tylko mieć okazję do tego, aby się wyceniać.
  2. Pamiętam jak kilka lat temu oglądałem koncepcję stołu Surface – interaktywny dotykowy ekran w formie stołu, który w futurystycznej wizji miał stać się naszą codziennością. Lata minęły spokojnie, akurat ta wizja się nie spełniła… przynajmniej do czasu. Tym bardziej, że teraz zamiast stołu, można to zrobić…. rzutnikiem:

Zawsze chciałem mieć rzutnik, a skoro oszczędziłem na zegarku….

  1. Jak pozyskiwać inwestorów do swojego pomysłu (tu opisane na przykładzie gry, ale to przecież nie różni się niczym od pozyskiwania środków dla filmu / książki / projektu blogowego) w czasach, kiedy trudno się z ludźmi spotykać na targach i miejscach do tego przeznaczonych – trzeba to robić inaczej. Tu opisana krok po kroku podpowiedź jak robić networking, gdy nie ma warunków do networkingu.
  2. W zeszłym tygodniu zabrakło zdjęć kosmosu, więc czym prędzej nadrabiam. Po raz pierwszy:
  1. I od razu, aby nie tracić czasu, po raz drugi 
  1. Zwróć też uwagę na tę małą białą kropeczkę po lewej stronie Jowisza powyższego zdjęcia. To Europa.
  2. Od czasu do czasu dopada mnie świadomość, że kosmos taki wielki, a my tacy malutcy, że niech nas ktoś przytuli. I właśnie w temacie przytulania – to daje same korzyści. Rozładowują stres, podnoszą poziom oksytocyny, zmniejszają poziom kortyzonu, wzmacniają relacje, są dobre dla mózgu małych ludzi… po prostu musimy się dużo przytulać. Czego sobie i Tobie życzę.
  3. Dla wytrwałych odrobina nieoczywistego Wita. Kombinowałem, czy można zrobić Tygodniówkę w formie podcastu, ale… no chyba jednak nie. Za dużo byłoby opowiadania o obrazach. Ale pokusiłem się o przymiarkę w formie wideo… taka wygląda materiał oparty o zeszłotygodniową edycję:
  1. Jedna z podpowiedzi dla startupów, jaką znajdziecie na stronie ycombinator (ja ją poznałem dzięki Pucek.com/newsletter) brzmi – znajdź 10 – 100 klientów którzy kochają Twój produkt. I wiesz co drogi czytelniku… nic nie sprzedaję, ale mam wrażenie że jesteś właśnie jedną / jednym z tych pierwszych 100 zakochanych w produkcie. Dziękuję.

To jest ten moment, w którym prawdziwie wytrwałych (a wciąż ciekawych) mogę zachęcić do przeglądnięcia wcześniejszych wydań tygodniówki ;)

Chcesz wiedzieć o czym będzie następna tygodniówka? ZOSTAW MAILA I BĄDŹMY W KONTAKCIE

Otrzymasz jednego maila w tygodniu, publikowaną w piątki tygodniówkę. Oraz niecodziennego maila od czasu do czasu;-)

Dlaczego proszę Cię o email? Poznaj moje argumenty »

Podyskutujmy

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.

Back to Top
Otrzymuj nowe posty na maila ;)Jeśli zainteresował Cię ten wpis, zostaw swój email i bądźmy w kontakcie.

Otrzymasz jednego maila w tygodniu, publikowaną w piątki tygodniówkę. Oraz niecodziennego maila od czasu do czasu;-)

Dlaczego proszę Cię o email? Poznaj moje argumenty »