3 - tyle minut czytania

Kilka lat temu w okolicach Prokocimia w Krakowie była sobie ulica przez tambylców nazywana „rodeo”. Dlaczego akurat tak? Ponieważ nie było takiej prędkości i takiej prostej łączącej dowolne dwa punkty znajdujące się na dowolnym – rozsądnej długości – odcinku tej drogi, nie przedzielonej dziurą. I to nie dziurą wielkości pchły szachrajki, tylko raczej wielkości płyty gramofonowej* na której owa pchła szachrajka była nagrana.

Teraz, po tych paru latach, odnoszę wrażenie, że rodeo jest coraz bardziej w Krakowie popularne. Drogowcy robią co mogą, ale i tak wychodzi jak wychodzi, czyli codziennie doskonalimy nasze umiejętności w (z)jeździe slalomu giganta, czasem na podkręconych tyczkach, choć wiemy doskonale, że za kolejna bramką, czeka na nas mulda, której już nam się nie uda ani uniknąć, ani zgasić. Pozostaje jedynie wbić się w utarte przez cięższej wagi zawodników koleiny i tym nie mniej dziurawym szlakiem dotrzeć do celu.

Co ciekawe, podobno mieliśmy na nasze drogi fundusze. Z Unii. Z kredytów. Z akcyzy (wrażliwszych w tym momencie przepraszam, ale sam zacząłem się turlać), z podatków… z Bóg jeden jeszcze wie czego.. może nawet z tych obligacji, które miały wykupywać OFE, ale teraz będą mieli na to tylko 2,3% naszej składki… Jak tak dalej pójdzie, to zostaniemy bez kasy, bez kredytów, bez dróg, tylko z odsetkami, które trzeba będzie spłacać. Naprawdę cudowna przed nami perspektywa. Nie to, żeby inne perspektywy były lepsze. Problem w tym, że lepiej już było, teraz jest jak jest, i jak dalej nic nie zrobimy, to będzie gorzej. Żeby było nieco bardziej optymistycznie, coraz mniej zależy od nas, a coraz więcej od otoczenia. I nie mam tu na myśli otoczenia w skali kraju, ale kontynentu. Przyjdzie nam przetrwać bajzel zafundowany przez Greków, Hiszpanów, Francuzów, Włochów, Brytoli i Węgrów. No i nas – my też tak do własnego jak i do europejskiego kotła dokładamy. Będziemy zaciskać pasa, a on będzie nas bardzo ostro tu i ówdzie pił. Będziemy spłacać kredyty zaciągnięte nie przez nas. Co gorsza, wiele wskazuje na to, że te kredyty będą spłacały nasze dzieci. To jest czad – jeszcze ich nie ma, lub są zbyt małe, by mieć na cokolwiek wpływ, a już jeden z drugim dziad(zi)ów narodu zadbał o to, aby miały na koncie konkretny debet.  No to cześć i dzięki za ryby…

Tak, przyszłość nie rysuje się w szczególnie ciepłych barwach, a my nawet dróg nie potrafimy porządnych zrobić, lub też porządnie starych naprawić. I za to też nam przyjdzie zapłacić.

Swoją drogą, moglibyśmy się nauczyć po tych drogach jeździć. Moglibyśmy przyjąć, że na drodze nie poruszają się sami władcy szos, moglibyśmy przyjąć, że my także takim władca nie jesteśmy.. moglibyśmy uznać, że żółte światło nie jest zaproszeniem do mocniejszego depnięcia w pedał gazu, a czerwone nie jest sygnałem, że już za późno hamować. Musielibyśmy przyjąć, że prawym pasem się nie wyprzedza, a lewy nie służy do tego, aby na nim zapuszczać korzenie. Musielibyśmy także uznać, że chodnik nie służy wyłącznie do parkowania, a włączone świata awaryjne nie sprawią, że blokowane przez nas torowisko tramwajowe stanie się w sposób cudowny przejezdne. Prawdopodobnie, kiedyś dotrze do nas myśl, że wjeżdżając na zablokowane skrzyżowanie nie rozładujemy go, podobnie jak nie ma takich okoliczności, które usprawiedliwiałyby nie zatrzymanie się przed przejściem dla pieszych, kiedy samochody na innych pasach przepuszczają idących po pasach ludzi.

No cóż.. Wychodzi mi na to, że wszyscy mamy co poprawiać, żeby po naszych drogach jeździło nam się lepiej…

*Oldschool, c’nie?

[Obrazek pochodzi ze strony http://enigma.kielce.pl]

Podyskutujmy

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.