3 - tyle minut czytania

Kto by pomyślał – tzn. ten kto mnie zna, pewnie się tego spodziewał – że tak szybko zdarzy mi się terminowa wpadka. No cóż, trzeba posypać głowę popiołem, „na klatę” przyjąć ten słuszny prztyczek, spróbować się wytłumaczyć i – o ile to możliwe – jechać dalej z koksem..

W sobotę dopadła mnie pustka. Może to była kwestia piątkowego zmęczenia, albo nadchodzącej niedzielnej euforii, tak czy inaczej tematu do pisania nie było. Ciśnienie złe, pogoda zła, nastrój – cudowno-paskudny. Ciekawe połączenie… Piątek był fajny, bo w świetnym towarzystwie, niezłym filmie i niczego w piątek nie brakowało. A paskudnym dlatego, że piątek mimo wszystko trochę zmęczył. Tak czy inaczej, w sobotę nie miałem nic do napisania. A ponieważ czasem lepiej milczeć niż bzdurzyć, to sobotę przemilczałem ( w tym miejscu złośliwcy spytają, czemu nie milczę cały czas, skoro do powiedzenia mam nie wiele… cóż, tą uwagę przemilczę z kolei ja…).

Niedziela… W niedzielę były dwa tematy i jedna wymówka. Temat pierwszy – WOŚP… Tylko co można pisać o WOŚPie.. że super, że brawo, że trzymamy kciuki i róbta co chceta byle szło… Że się zmienia – i z dużej ilości wolontariuszy mamy dziesiątki innych form zbierania najprzyjemniejszego haraczu pod słońcem. Zamiast dawać do puszki możemy licytować, sms’ować, przelewać – mamy sposób na to, aby do akcji się przyłączyć i to jest cenne. Że nam się chce… Jestem pod wielkim wrażeniem tego, że to paliwo się nie wyczerpuje, ale też mam nadzieję, ze na przekór moim przewidywaniom, jeszcze wiele wody w Wiśle upłynie zanim Orkiestra przestanie grać. Niech gra do końca świata i o jeden dzień dłużej. Taki nasz mały fenomen.

Temat drugi – wybory rad dzielnic w Krakowie. A to ci numer, ktoś o tym pamiętał? Ktoś poszedł głosować? Poszedł. Prawie co 9ty z nas.. Wow.. szacun.. biorąc pod uwagę, że rady dzielnicy są nam najbliższe – tzn mamy najbliżej, aby takiemu radnemu wyłożyć co by mógł w naszej dzielnicy zrobić – to cholernie wysoko cenimy politykę lokalną. Przy frekwencji 12.74%, to liczby oddanych głosów w wyborach prezydenckich albo parlamentarnych robią porażające wrażenie. Nam się po prostu nie chce bawić w demokrację.

Wymówka – no bo.. panie, panowie.. wiewiórki były w parku i nie potrafiłem się powstrzymać… Nie, nie jadam wiewiórek, jedynie od czasu do czasu na wiewiórki poluję. Cyfrowo. Czy z efektami? A to już nie mnie należy pytać… Efekty można zobaczyć tu.

A już po tym, jak się wytłumaczyłem czas na coś bieżącego… Co prawda jeszcze nie mam pointy, ale może nie wszystko trzeba pointować… Scenka zaobserwowana dziś – dwie dziewczynki, zapewne siostry – wracały po szkole do domu. Starsza miała lat ~11ście, druga pewnie koło 7dmiu – znaczy się dziewczynki bardzo jeszcze młode. I ta starsza wykładała tonem niemal profesorskim, że:

Angielski musisz znać. To konieczność. Absolutność. Musisz się uczyć. Musisz być dwujęzyczna. Bez tego ani rusz…

Well… zapewne mnie to nie powinno dziwić, a jednak zaskoczyło mnie to. Pomijając że to słuszne postawienie sprawy, to nie spodziewałbym się takiej determinacji i tak wyraźnie postawionych oczekiwań przez 11sto latkę… Może jednak to nasze przyszłe pokolenie nie jest całkiem stracone… Może jednak będzie kto miał płacić zaciągnięte przez nasz rząd długi…

Podyskutujmy

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.