5 - tyle minut czytania

Kiedy byłem małym chłopcem (hej!) byłem telemaniakiem. Ale takim całkowicie zafascynowanym małym ekranem. Jeśli o kimś był film „smacznego telewizorku” – to właśnie o mnie. Czytałem „Teletydzień” zanim czytałem „Kaczora Donalda”. Takie właśnie miałem grzechy młodości;-) Przynajmniej o takich gotów jestem pisać. 

Dwa lata temu kupowałem telewizor. Taki ładny, taki płaski, taki duży. Długo go wybierałem. Kilka dni po zakupie zdecydowałem się na abonament w telewizji cyfrowej, żeby się telewizor nie marnował. Ale gdy umowa miała się ku końcowi, zupełnie nie było we mnie woli, aby ją przedłużać. Wisienką na torcie byli jeszcze konsultanci, którzy trzykrotnie dzwoniąc przeprowadzali ze mną taką mniej więcej rozmowę:

– A co by Pana przekonało, aby przedłużyć umowę?
– Nie wiem, skoro pan do mnie dzwoni, niech pan próbuje
– Aha… to życzę miłego dnia.

No cóż, Wilka z Wallstreet nie widzieli, nikt im o sprzedawaniu piór nie mówił. Albo ja nie mam szczęścia do konsultantów. Bo że konsultanci szczęśćia do mnie nie mają, to zupełnie inna rzecz. 

Jak się żyje bez telewizji?

Żyje się dokładnie tak jak wtedy, kiedy była. Bo jak była, to też jej się nie oglądało, tam zwyczajnie prawie nie ma co oglądać.  To znaczy są powtórki. Dużo, dużo powtórek. I dużo kabaretów, tylko trochę mało śmiesznych. Są jeszcze programy rzekomo informacyjne i real life dokumenty. I politycy przy kawie i bez kawy. Wszystko będące zapychaczem czasu antenowego, wypełniaczem kolejnych bloków reklamowych. Słaba wartość, słaba jakość.

Telewizja w zasadzie nie wytrzymuje konkurencji z Internetem. I to chyba na każdym polu. Każda stacja telewizyjna jest ograniczona czasem – może emitować tylko 24h i tylko na 24h materiał przygotowuje – Internet tego ograniczenia nie zna. Treści w Internecie są często „bardziej” od tych telewizyjnych. Bardziej intensywne, bardziej merytoryczne, bardziej głupie, bardziej szydercze, bardziej wulgarne, bardziej, bardziej, bardziej. I szybciej. I bardziej wzruszająco. I bardziej interaktywnie. 

Telewizja mogłaby być doskonałym kuratorem treści ale… to kosztuje. Więc skoro widz włącza pudełko niezależnie od tego, co mu pokażemy, to próby podnoszenia jakości tego, co pokazujemy, skończą się jeśli nie spadkiem oglądalności (bo trudniejsze), to skończą się podniesieniem kosztów produkcji. A kosztów nikt podnosić nie lubi i jeśli można ich unikać, to należy to robić.

To co telewizję broni, to wciąż jej masowość, ale… tu smutna wiadomość… widzowie telewizyjni są, i z każdym rokiem będą, coraz starsi. Jeśli jako marketer chcesz trafić  do osób mających mniej niż 30 lat, to zdradzę Ci sekret – ich tam raczej nie ma, więc w zasadzie możesz zapomnieć o telewizji. A ten próg wieku będzie się z czasem coraz bardziej przesuwał. Więc zacznijmy się uczyć reklamować w Internecie.

Internet oferuje więcej

To co dodatkowo utrudnia telewizjom życie, to serwisy streamingowe. Jeszcze jakiś czas temu HBO mógł uzależniać dostęp do swoich zasobów od posiadania drogiego abonamentu dostępnego tylko przy drogich ofertach telewizji satelitarnej lub kablowej. A teraz, kiedy nawet na polskim rynku dostępny jest Netflix, Amazon i Showmax, każdy oferujący dostęp do dobrego, często autorskiego materiału, dostarczanego w wysokiej jakości, to… no cóż.. mam dziwne wrażenie że HBO będzie musiało zmienić swoją politykę. 

Co więcej, wydaje mi się, że większość serwisów VOD powinno się ogarnąć i zrozumieć, że świat się zmienia. Że w Internecie jest szeroka konkurencja, która szanuje swoich użytkowników i dostarcza im dobry towar w przyzwoitej cenie. I nie zaśmieca go reklamami. Nie każe oglądać kilkunastu produkcji działów reklamy po to, aby zobaczyć dobrze zagrany i nakręcony serial. Czas najwyższy zrozumieć – zarówno wydawcom jak i reklamodawcom – że Internet nie jest przedłużeniem telewizji. To inne medium, które trzeba traktować inaczej. Pierwsi którzy to zrozumieją, wygrają. Cała reszta będzie musiała się szybko uczyć.

Mam też nadzieję, że łatwa dostępność do niedrogich a dobrych streamingów ograniczy powszechność piracenia treści (bo to zwykły obciach jest). Zapłacić 45 zł za miesiąc dostępu do bogatej biblioteki treści, to nie jest ekstrawagancja. Serio, stać nas na to. Torrenty nie są sprytne. 

Czego mi brakuje?

Jedyna rzecz której jeszcze, powtórzę, jeszcze nie mogę bez abonamentu oglądać, to sport, w szczególności piłka nożna. Ostatni atut w rękach Canal Plus, więc będą go bronić do krwi swojej ostatniej. Ale że za sport również jestem skłonny zapłacić, więc zapewne wkrótce pojawi się na rynku gracz, który zabierze ode mnie pieniądze i da mi towar, który chce oglądać, bez potrzeby oglądania całej reszty (której i tak nie oglądam). Eleven ma już La Liga, Bundesliga, Ligue 1… Muszę być tylko jeszcze trochę cierpliwy.

Co więc robię z tym fajnym, dużym telewizorem? Nic nie robię, trochę się kurzy, ale też sprawdza się jako bardzo dobry ekran, na którym seriale i youtube’a dobrze się ogląda. A czasem jakąś grę sobie odpalę. Choć coraz rzadziej.

Spodobał Ci się ten tekst? Zostaw swój adres email, a poinformuje Cię o każdym nowym wpisie na blogu