11 - tyle minut czytania

Kilka dni temu zostałem poproszony o to, by na chwilę wejść w buty Natalii Hatalskiej i pomyśleć o tym, jakie trendy mogą się pojawić w komunikacji / marketingu cyfrowym przez najbliższe 12 miesięcy. To pytanie, po pierwsze świadczy jaką markę wyrobiła sobie Natalia, a po drugie dowodzi, że jeśli nie masz tego tematu przemyślanego na dziesiątą stronę, to musisz chłopie szybko kombinować z odpowiedzią;-)

Pozwoliłem sobie na następujące przewidywanie: zaczniemy się uczyć tego, jak radzić sobie ze wszelkiego rodzaju rozpraszaczami i kradziejami uwagi. Zaczniemy przywiązywać większą wagę do tego, jakie powiadomienia otrzymujemy, a jakie chcemy otrzymywać. Spośród firm i marketerów zwycięzcą będzie ten, kto to zrozumie. Kto zacznie szanować i cenić poświęcaną mu uwagę, zamiast doskonalić monetyzowanie spamu i cklickbaitu.

Nie mam pojęcia czy ten mój szalony typ się sprawdzi, zdecydowanie nie mam śmiałości wchodzić na arenę zdominowaną przez trendologów. Natomiast chciałbym pokazać, dlaczego powinniśmy zacząć sobie radzić z powiadomieniami. A swoją drogą, rozpraszacze są chyba powracającym motywem w obserwowaniu przeze mnie rzeczywistości. Pisałem, że musimy uważać na złodziei naszego czasu i uwagi, i że nie warto rozmieniać się na drobne. Pisałem o tym, podpowiadając, dlaczego warto skusić się zakup na Kindle, a nie na tablet i utyskując, że byłoby cudownie, gdyby istniał kindle dla piszących (o tym szykuję kolejny wpis).

Tego wpisu możesz odsłuchać, bo autor lubi bawić się w radio

Powrót do przeszłości

Kiedy kilka lat temu kupiłem sobie Samsunga Galaxy S+ uderzyło mnie to, że telefon prosto z salonu miał zainstalowaną masę aplikacji, których nie chciałem ani nie potrzebowałem. Pewnie to efekt zastosowanej przez operatora nakładki, ale ja chciałem mieć na telefonie porządek i uznałem, że najlepszy będzie czysty android. Co mi te aplikacje zawiniły? Zajmowały pamięć (swoją drogą, problem ograniczoności pamięci jest niezależny od tego, czy pojemność dysków, jakimi dysponujemy wyrażana jest w Kb, Mb, Gb, Tb… zawsze nam mało), zajmowały też przestrzeń na moim ekranie i żeby znaleźć to czego chcę, musiałem wczytywać się w prawdziwy gąszcz ikonek. Mogłem jedną po drugiej odinstalowywać, ale Android – o ile pamiętam – zostawiał jakieś dziwne resztki w pamięci telefonu. Zatem mając w ręce zupełnie nowy telefon, musiałem go posprzątać.

Tego nie dało się zrobić bez ingerencji w oprogramowanie, musiałem naruszyć warunki gwarancji, zrootować go, wgrać czystego androida (a kilka tygodni później, kiedy wyszła nowa wersja androida, na którą moja słuchawka miała się oficjalnie nigdy nie doczekać, zacząć korzystać z portowanych systemów). Dobra, po co o tym wszystkim piszę? Chcę pokazać, że czasem potrzeba wysiłku, aby rzecz, którą traktujemy jako część swojej intymności, robiła to, co chcemy my, a nie to, co chciał zrobić marketer producenta, operatora albo ktoś inny. Choćby ktoś, kto uznał, że dobrym pomysłem jest wgranie jego aplikacji „domyślnie”, bo na pewno jej będę potrzebował.

Psując swoją zabawkę

Po przygodach z Samsungiem i zderzeniu się z podejściem Androida do prywatności przesiadłem się na iOS i jestem zadowolonym z życia fanboja. Telefon, z którego korzystam, jest z wysokiej półki (a raczej był rok temu…). Apple, jak co roku, wypuściło kolejne, zapewne doskonalsze modele. Tylko że zupełnie nie widzę istotnej różnicy między iphonem7 a 8. X jest tylko formą… pokazówki – tak mi się wydaje. I kiedy mówię, że nie widzę różnic, nie mówię że ich nie ma, mówię, że ja ich nie zauważam (albo nie chcę zauważać, bo wtedy musiałbym wydać sporo na nową słuchawkę).

Mam więc telefon, z którego jestem bardzo zadowolony, ale czuję też, że kradnie mój czas i moją uwagę. Oczywiście powiadomieniami (które starałem się już jakiś czas temu ograniczać i nie pozwalać każdej aplikacji krzyczeć do mnie, kiedy tylko jej się spodoba), ale także tym, jak fajny to gadżet. Mogę z jego pomocą robić same fajne rzeczy. Mogę na nim sprawdzać maila, mogę sprawdzać FB (na którym nic się nie dzieje… albo ja go nie umiem używać), mogę pograć sobie w gry, albo pooglądać filmy na śmiesznie małym ekranie, mogę sprawdzić jakość powietrza.

W zasadzie na komórce mogę wszystko (o czym pisałem choćby „Świat mobile, nasz świat”). „Wszystko, co mogę na telefonie” oznacza – zabijam na nim czas (którego nie mam… tzn mam, ale głupio go trwonię). Robię to dlatego, że to jest taka fajna zabawka. Cacuszko. Gadżecik. Ładny, kolorowy, miło się go trzyma w rękach i ma takie fajne kolory. Jest ze mną w domu, w pracy, na spacerze, w podróży, nawet w toalecie. Jest ze mną, gdy zasypiam, jest ze mną, gdy się budzę. Może i nie jest szkodliwy (nie funduje mi raka), ale na pewno jest wszędzie tam gdzie ja. Może żeby się od niego „uwolnić” trzeba go sobie troszkę „obrzydzić”.

Krok pierwszy – wylot z sypialni

Telefon nie ma wstępu do sypialni. Nie jest ostatnim przedmiotem, na który patrzę przed zaśnięciem. Nie jest pod ręką w ciągu nocy. Nie jest wymówką, żeby przed spaniem „sprawdzić co tam jeszcze nowego się dzieje”. Nigdy nic się nie dzieje, ale zawsze jest okazja, żeby to sprawdzić. To, że telefonu nie ma w sypialni, nie oznacza dla mnie żadnej straty. Równocześnie, nie zmienia bardzo mojego zachowania, w tym znaczeniu, że nie zaobserwowałem żadnych znaczących efektów. Tyle tylko, że dobrze mi z myślą, że zasypiamy osobno.

I tak, telefon jest wciąż jedną z pierwszych rzeczy, po które sięgam, kiedy się budzę. Mając wciąż zaspane oczy, człapię przez przedpokój i sięgam po niego, żeby sprawdzić, czy może przypadkiem w nocy ktoś zrobił coś wartego mojej uwagi. Nigdy nikt. Tego nawyku jeszcze nie udało mi się okiełznać.

A co z budzikiem? Nie używam. Może dlatego, że nie muszę. Nie mam pełnej kontroli nad tym, o której wstaję, ale… budzik i tak był tylko po to, żeby przestawić go w tryb drzemki, a ja zacząłem się budzić i tak wcześniej, niż muszę. Do wczesnego wstawania wracam falami i mam nadzieję, że kiedyś wejdzie mi to w mocny nawyk, bo to fajne. Bez budzika budzę się koło 6, czasem przed 6 i wtedy decyduję, czy zaczynam dzień, czy jednak dam się jeszcze przez chwilę otulić poduszce;-)

Podobno to działa także w ciągu dnia – trzymanie telefonu odrobinę poza zasięgiem lub poza polem widzenia (np. za książką, ekranem, poduszką – czymkolwiek). Samo to, że go nie widzimy, sprawia, że mniej chętnie po niego sięgniemy. Proste? Proste. Do tego skuteczne.

Krok drugi – ej, laluś, przestań się stroić

Telefony są piękne. Kolorowe. Wyraziste. Wszystkie ikonki wymuskane, nie widać żadnego piksela, wszystko jak cukiereczki, że tylko brać i lizać. No dobra, może nie lizać, ale klikać już jak najbardziej. Pewnie następnym krokiem będą animowane ikonki, które będę kusić użytkownika, jak naganiaczki nocnego klubu… No chodź przystojniaku, wiem, że chcesz, wiem, że mnie potrzebujesz, chodź… spróbuj…

Mamy piękne tapety, piękne zdjęcia, piękne wideo, na które lubimy patrzeć. Animacje, paralaksy, zachowanie ekranu i ikon dostosowane do położenia.. Wszystko stworzone po to, abyśmy czuli, że mamy w ręce cud techniki. I mamy cud techniki, tylko że jego podstawową funkcją jest być narzędziem komunikacji, a nie zjadaczem czasu. I rzeczywiście, telefon pozwala nam pewnie w jakichś 10% na komunikację, ale cała reszta to zabijanie czasu w oczekiwaniu na to, aż ktoś się odezwie. Zresztą, sprawdź, co zjada baterię Twojego telefonu;-) Stawiam tezę, że telefony służą nam do zabijania czasu oczekiwania i robimy to, chłonąc ferie barw.

Czego ja się tak uczepiłem tej kolorystyki? Bo… IPhone w estetyce czarnobiałej jest mniej sexy. Mniej kuszący. Nagle, rzeczywistość jest bardziej kolorowa od niego. I o to chodzi;-) Przypomnieć mu, gdzie jego miejsce. Gdzie jego rola. On nie jest po to, żeby do niego wzdychać. Jest do używania.

Więc mój telefon jest w zasadzie czarno biały. Bo ja tego chcę. Poprawka, jest raczej w skali szarości. I można to zrobić dość prosto – jednym ustawieniem, które jest dość mocno schowane. Aby Twój iphone był brzydszy i w skali szarości musisz wejść w:
Ustawienia->Ogólne->Dostępność->Udogodnienia ekranu ->Filtry barwne i zaznaczyć skalę szarości.

Swoją drogą, ciekawostka. Co prawda ja widzę wszystko na szaro, ale jak zrobię zrzut ekranu, to on jest zapisany na kolorowo, o czym dowiaduję się dopiero, kiedy chcę go wstawić do wpisu;-)

Tak po włączeniu tego ustawienia wygląda ekran „dzisiaj”…

Dlaczego pokazuję ekran powiadomień a nie pierwszy ekran z ikonkami… bo…

Krok trzeci – idź pan w cholerę z tymi wszystkimi wodotryskami

Czy zdarzyło Wam się kiedyś sięgnąć po telefon i zupełnie bez celu zacząć przeglądać ikonki aplikacji, aby znaleźć tę, której możecie poświęć chwilę swojego czasu? Na zasadzie – mam wolne 3 minuty, to może sobie program.. albo coś sprawdzę.. albo… i przeglądamy te ikonki w poszukiwaniu naszego ulubionego wspólnika czasowej zbrodni. Albo, ile razy przeglądaliście te stosy ikonek, żeby znaleźć program, którego potrzebujecie, ale on się cholera gdzieś ukrył. Czy można inaczej?

Można. I to jest wygodne, choć nie oczywiste. I trzeba się tego nauczyć. I też składa się z trzech części. Jeszcze zanim to zrobisz, podpowiadam wyłącz też wszystkie powiadomienia od aplikacji, które nie są kluczowe (tak powiadomienia jak aplikacje). Podpowiem – kluczowe będą pewnie maile, telefony i wiadomości. Cała reszta dla większości z nas to zbytek.

  • Po pierwsze, schowaj wszystkie (_WSZYSTKIE_) aplikacje do jednego folderu i przenieś go do „decku”:
  • Po drugie (opcjonalne) – wybierz sobie nową tapetę, której będzie dobrze w czerni i bieli, która będzie Cię uspokajać lub będzie prowokować do zadania sobie pytania „dlaczego sięgnąłem po telefon” lub „Czemu wziąłeś mnie do ręki”. Możesz sobie to pytanie napisać. Jeśli nie wiesz jak zrobić tapetę z pytaniem, które chcesz sobie zadawać – daj mi znać, przygotuję ją dla Ciebie. Serio. Za free. Ja zostaję z tapetą wymyśloną kilka miesięcy temu. Lubię ją totalnie.
  • Po trzecie – zacznij inaczej uruchamiać aplikacje. Wiesz o tym, że iOS ma bardzo wygodną wyszukiwarkę? Na ekranie głównym, przesuń w lewo, pojawi się szukajka. Wpisz tam nazwę aplikacji, której potrzebujesz i… voila 😉 jest pod kciukiem. Tak samo możesz się dostać do muzyki, ustawień, kontaktów – czego tylko sobie zażyczysz. Jeśli będziesz mieć problem z przypomnieniem sobie jak aplikacja się nazywa – spokojnie, cały czas masz folder w docku, ze wszystkimi aplikacjami. Miłych poszukiwań. Równocześnie – jeśli nie pamiętasz nazwy aplikacji, to najpewniej jej nie potrzebujesz.

Można też wykorzystać Siri do tego, aby uruchamiała potrzebne nam aplikacje. Wystarczy powiedzieć „Hey Siri” 😉 Ciekawe czy kiedyś będzie można ją o to poprosić po polsku…

W każdym razie, poniżej na obrazku można zobaczyć jak mój telefon wyglądał jeszcze niedawno (po lewej) i jak wygląda teraz (po prawej). I z tym po prawej co raz bardziej mi po drodze;-)

Co to daje?

No daje to, że rzeczy, które zabijają Twój czas, schowałeś o kroczek lub dwa dalej i znacznie trudniej po nie sięgnąć. Dzięki temu dążysz do tego, aby korzystać z telefonu wtedy, kiedy to naprawdę zasadne, a nie wtedy, kiedy „mam chwilę na odwrócenie uwagi”. Mało tego, ponieważ słodycze są mniej kolorowe, mniej nas wciągają.

A przy okazji bateria iphone’a 7 po roku użytkowania wytrzymuje 55h w trybie gotowości. To nie jest jednorazowy wyskok, ale tego wyskoku mam screen:

Czy to jest rozwiązanie wszelkich bolączek? Skądże znowu. To ledwie kroczek do tego, aby żyć ciut spokojniej. Odzyskiwać kontrolę nad tym, kto co zbiera naszą uwagę.

Tak, wiele rzeczy jest na wyciągnięcie naszej ręki i ta możliwość wcale nie musi być tak dla nas korzystna, jak byśmy tego chcieli. Dajemy się wodzić za noc ludziom, których celem jest stosowanie wszelkich możliwych tricków, abyśmy skupiali się na tym, co mają nam do powiedzenia, co mają nam do sprzedania. Nie dajmy się. Spróbujmy być odrobinę bardziej świadomi, odrobinę mniej jechać na autopilocie. A skoro mamy problem z tym, aby powstrzymać się przed sięganiem po słodycze które nam podtykają, spróbujmy je trochę schować. To naprawdę wystarcza;-)

Zwracasz uwagę na to, jakie otrzymujesz powiadomienia? I ile na Twoim telefonie jest aplikacji, których nie potrzebujesz? A może znasz kogoś, komu może pomóc się uwolnić od telefonu tych kilka drobnych podpowiedzi?

Lektura nieobowiązkowa, czyli skąd mi się to wszystko wzięło;-)

I Banned my Phone from the Bedroom for Two Weeks. Here’s What Happened.

Beautility, My Ultimate iPhone Setup

A Phone Setup That Will Make You More Mindful