4 - tyle minut czytania

Trzy dni. Tyle zajęło mi odpalenie podcastu i podpięcie go na itunes. W sobotę zacząłem, w niedzielę skończyłem, dziś dostałem wiadomość, że oni moje zgłoszenie  „approved”. I prawie wcale nie przeszkadza mi to, że oni mnie approved, dlatego że oni moim narzeczem nie bardzo władają. I prawie wcale nie przeszkadza mi to, że oni mnie approved, dlatego, że to zapewne robi automat i sprawdza czy przypadkiem czymś mocno nielegalnym nie lecę, ale… Oni mnie approved. Więc skoro Oni mnie approved, to Wy teraz możecie mnie subscribe na itunes. Czaicie to? Nirski na itunes.

Trochę to mi przestawia dzień. Bardzo mi to podnosi nastrój. I nawet jak sobie pomyślę, że to samo z siebie nic nie znaczy i żaden to wielki przełom, ale… czujecie to? Nirski na itunes 😀


Tego wpisu możesz posłuchać, bo autor bawi się w radio;-)

Podcast niecodzienny.net na iTunes »

Myślę, chcę, działam, mam

To jest dość niezwykłe. Kiedy zaczynałem pisać codziennie, zaznaczyłem, że to co mnie zachwyciłe, pierwsze zauważone efekty wczesnego wstawania to sprawczość. Myślę, chcę, działam, mam. Ale nigdy nie sądziłem że to się tak skończy (chociaż chyba wciąż jeszcze się zaczyna). Że to tak bardzo może otwierać i smakować. Że pomysły mogą przychodzić jedne za drugimi, że szuka się i znajduje się czas na to, aby po nie sięgać i że to niezwykle podnosi poziom energii, dystansu, że to otwiera możliwości i… może nawet sprawia, że łatwiej ze mną żyć?

Niecodzienny stał się trochę moją ucieczką, moim rytuałem, moim ważnym momentem dnia, o którym myślę, zastanawiając się „o czym dziś napiszę”. Bloguję od… odkąd pamiętam. Pierwszy tekst pisany do Wolfa powstał 31 maja 2006 roku, a ja chyba wcześniej nigdy nie czerpałem takiej frajdy z projektu, który nazywam swoim blogiem. Przy czym w tym pojęciu mieści się raczej raczej wszystko co z Niecodziennym związane. 

Zaczynam się bać

Nawiązując do tematu… serio, boję się swoich pomysłów, bo one się realizują. Nawet jeśli dziś mówię sobie – nie, jeszcze nie, to nie dla Ciebie, to mijają dwa dni i… pomysł się materializuje. Stoi, dumnie się pręży i bezczelnie uśmiecha pytając „co tam wspominałeś”?

Kiedyś mogłem sobie myśleć i wymyślać dowoli, pomysły trafiały na półkę a ja wracałem do swojej – nomen omen – codzienności. Teraz z jednej strony muszę dbać o to, co tam sobie wczoraj i przedwczoraj wymyśliłem, z drugiej muszę pilnować i zapisywać kolejne wpadające koncepcje, żeby wkrótce się za nie zabrać, bo aż żal żeby się marnowały.

Nie myślcie sobie, że to jest takie „pstryk”. Że jestem taki kozak, co to mówi, że teraz to już wszystko ogarniam, a to właściwie chłopaki i dziewczęta jutro lecę na Marsa. Mało powiedzieć, że wszystkiego się uczę. Siebie się uczę. I mam jeszcze dużo do nauki. O proszę, taka obserwacja w dniu dzisiejszym otrzymana:

Ty zawsze sie upewniasz!
Zawsze?
Nic do przodu na spontan?
Z myślą „a w d…. tam ! przecież z kuli ziemskiej mnie nie zepchną!”

Jakże w punkt obserwacja. No bo raczej nie zepchną. Ale może by chcieli..?

Czas na zmianę, zmiana wymaga czasu

No więc ja, choć chcę się zmieniać wciąż jestem tym samym facetem. Często spiętym jak agrafka. Uczącym się swojego chcę i prostego komunikowania ze światem. Nie potrafiącym wyłączyć przesadnych kombinacji, analiz i dzielenia włosu na czworo. Pełnym wątpliwości. Taki introwertyk, który unika wychodzenia do ludzi, nawet jeśli potrafiący się wśród nich czasem odnaleźć. Czasem zwyczajnie tchórz. 

Długa droga przede mną, natomiast dziś ten „approve” sprawia, że nie mogę przestać się uśmiechać. I wiesz… Ty też tak możesz 😉 

Mam do Ciebie drogi czytelniku prośbę – kliknij na podcast, posłuchaj fragmentu i daj mi znać, co o nim sądzisz. Podobno znaczenie mają oceny na itunes więc wiesz.. jak mnie lubisz, to zrób mi tam dobry PR.. czy coś;-)