8 - tyle minut czytania

Od kilku tygodni udaje mi się trzymać nowy poranny rytm i chciałem się podzielić kilkoma obserwacjami, które się wiążą z porankami „po mojemu”.

Dlaczego poranek „po mojemu” jest dla mnie ważny? Pomijając korzyści wynikające z nastrajania się, z chwili ćwiczeń, czy czasu, który mam wtedy tylko dla siebie, cenne jest także to, że on jest właśnie po mojemu. Tak jak sobie obiecałem, tak jak sobie wymyśliłem, tak jak chcę.

Dobrze jest dotrzymywać pierwszej obietnicy dnia. Wczesny poranek to moja wersja wstawania prawą nogą. To udowadnianie sobie, że dla rzeczy dla mnie ważnych, gotów jestem poświecić trochę swojego komfortu i przyjemnosci. Zamieniam ciepło kołdry i miękkość poduszki na dobre wejście w dzień.

Najważniejsze dobrze zacząć

Jest coś niezwykłego w dobrym początku, niezależnie od tego, czego to początek. Dobry początek daje impuls do dalszego działania. Jeśli mamy wpływ na to, od czego zaczynamy, to a nuż warto trochę poszukiwać i zacząć od czegoś, co nam na pewno wyjdzie…

Generał Admirał amerykańskich marines Navy Seals zachęca między innymi do tego, aby zacząć swój dzień od pościelenia łóżka. Bo to proste, bo to łatwe, bo nie zabiera czasu, a najgorsze czym może zaowocować, to tym, że kiedy po ciężkim dniu, w którym wszystko szło na opak, wrócisz do domu, będzie na Ciebie czekać dobrze pościelone łóżko.

Podobnie ludzie, którzy pomagają innym wyjść z długów, zachęcają do tego, aby podejmując trud walki ze swoimi zobowiązaniami, możliwie szybko zejść z pierwszej wierzytelności (niekoniecznie największej) aby – znowu – poczuć sprawczości swojego działania. Resztą martwić się potem, uzbrojeni w pierwsze zwycięstwo.

Podobnie rzecz ma się z listami todo – także je od czegoś trzeba zacząć. Weź to, co zrobisz łatwo, szybko i wejdziesz w dobry rytm. To nic nie kosztuje. Jedynie logistyka;)

Wysiłek krótkotrwały

Dlaczego wcześniej nie wstawałem wcześniej? Nigdy się nad tym nie zastanawiałem. Pewnie byłem przekonany, że to boli. Że to musi być męczące. Że będę bardzo (bardziej niż zwykle) kaprysił. Najważniejsze – będę niewyspany. Przecież jestem sową i kocham siedzieć długo w noc, kiedy wszyscy inni śpią. Ja odsypiam w dzień. Noc jest czasem mojej aktywności, efektywności (i zapewne nie ma to nic wspólnego z tym, że zostawiam wszystko na ostatnią możliwą chwilę). Nie, takie wczesne pobudki to zdecydowanie nie dla mnie.

Do czasu. Wszystkie założenia weryfikuje pierwsza próba. Wtedy się okazuje, że to co miało boleć, wcale nie boli. Jest jedynie czymś innym, nowym pomysłem. Trochę jak z jedzeniem. Można jeść zawsze to samo (schabowy z zasmażaną kapustą) i nie mieć ochoty ani potrzeby na nic innego. Wtedy jest się tradycjonalistą 😉

Można się bać innego jedzenia uznając, że wszystko co nie jest schabowym, jest nie tyle trujące, co zwyczajnie nie tak smaczne jak byśmy chcieli, jak jesteśmy przyzwyczajeni. Przecież od zawsze wiemy, że lubimy piosenki, które znamy. Możemy wcale nie mieć potrzeby spróbowania sushi, albo curry, albo knedlików. Nie i już.

Poza tym, lepiej nie próbować, bo co by się stało, gdyby nam posmakowało.

Przecież to musi boleć

Przekłuwanie uszu boli. Trafienie młotkiem w palec boli. Ale poranne wczesne wstawanie? No dobra, nawet jeśli poranne wstawanie boli, to jak długo może boleć? Przez jak długi czas można czuć w sobie wcześniejszą pobudkę. Godzinę? Dwie?

Hmm… no na moje oko, to minutę, jeśli nie krócej. Wystarczy przestać jojczeć i skupić się na tym, co można zrobić z tak rozpoczętym dniem. Nie marudzić, że trzeba było wstać z łóżka i… tyle. Cały ból porannej egzystencji bierze w łeb. To jest tak proste.

Można też pomarudzić, że jak się rano wstaje, to trzeba wcześniej iść spać. Ale to wcale nie jest takie złe. Twój organizm lubi to. On lubi spać jak jest ciemno i budzić się jak jest jasno. Możesz go posłuchać, co Ci szkodzi;-)?

Siła rytuału

Już o tym pisałem, pomocne w porannym wstawaniu jest ustalenie tego, na co ten czas się poświęca. Nie ma znaczenia co to będzie, w tym znaczeniu, że nie ma jednego, uniwersalnego przepisu na dobry poranek dla wszystkich. Scenariusza, który będzie opisywał co należy zrobić w każdej minucie. Taki scenariusz powstaje najprawdopodobniej metodą prób i błędów, w oparciu o własne preferencje i predyspozycje. Co komu smakuje, co komu potrzeba. Więcej o tym znajdziesz we wpisie bardziej poradnikowym.

Jak teraz wygląda mój rytuał?

Od mniej więcej dwóch miesięcy mój dzień (wyjątkiem są weekendy) zaczynam według poniższego planu:

  • Pobudka przed 6stą,
  • poranna toaleta,
  • medytacja.. w moim wykonaniu to siedzenie w ciszy i spokojne oddychanie (z pomocą wspomnianej już aplikacji „insight timer” i wybranej, zwykle około 10 minutowej guided meditation) przedłużone o jeszcze chwilę poświęconą na afirmacje,
  • Krótki przerywnik muzyczny. To czasem jest „Puszcza”, czasem „Mistrz”, a ostatnio „Senza Un Perchè” do której potrafię się i gibać i prawie autystycznie kiwać – w zależności od nastroju i energii poranka
  • Chwila ćwiczeń, czyli robienie sobie małej krzywdy z 7 minutes workout. Lubię te ćwiczenia, ale nie dlatego, że sprzedawane są jako zastępstwo 2h treningów. Lubię je, ponieważ są dla mnie doskonałym sposobem na zastąpienie braku żadnego treningu.
  • Biorę zimny prysznic. O zimnym prysznicu pisałem, ale jeszcze napiszę;-) Bo robi nawet lepszą robotę niż poranne wstawanie 😉

A potem to już z górki, ciąg dalszy toalety, śniadanie, kawa, i witaj codzienności 😉

To nad czym jeszcze muszę popracować, to uzupełnić mój rytuał o pisanie dziennika. Ale nie niecodziennego, tylko codziennie zapisywać kilka słów w „pamiętniczku”. Tylko dla siebie. To też chyba pozwala uporządkować myśli.

Brakuje tam też czasu na czytanie… brakuje. ALe nie wiem czy chce siadać z książką na kilka minut…

A jak wygląda Twój poranny rytuał? A jak chciałbyś, żeby wyglądał? A wiesz od kogo zależy, jak będzie wyglądał?

Wszystko zaczyna się…

… od chęci spróbowania. Nie ma lepszego początku. Chcesz i działasz. I już.
… od otworzenia oczu przed budzikiem (to pomaga, żeby nie budzić wszystkich domowników i/lub sąsiadów;) ). Otwierasz oczy i zaczynasz dzień na swoich warunkach.
… od obietnicy złożonej sobie wieczorem. Ja przed zaśnięciem patrzę na zegarek i cicho mówię do siebie „jutro chcę wstać przed 6stą”. I wstaje.
… od polecenia książki. Bo pewnie nie zacząłbym wstawać wcześniej, gdyby nie Marta, która podzieliła się ze mną „Fenomenem poranka”. Ale nie zachęcam Cię do czytania Fenomenu, ponieważ to nie jest wyjątkowo dobra książka (a na nie wyjątkowe warto książki nie warto poświęcać czasu). Zdecydowanie bardziej zachęcam Cię do odwiedzenia bloga Marty. Warto go znać, warto go czytać;)

Przyznam też, że było mi o tyle łatwiej wrócić, że mogłem uczyć się swojego rytuału kiedy nie miałem codziennej pracy. To pomaga. Tyle tylko, że pierwsze próby robiłem rok temu będąc wciąż na etacie i teraz też pracuję i rytuał (ku mojej wielkie radości) jest utrzymany. Więc to, że musisz rano do pracy, to także tylko wymówka;)

Bardzo ważny powód by nie wstawać rano

Jestem pewien, że masz bardzo dobry powód, dla którego wszystko o czym pisze wydaje Ci się bardzo ciekawym eksperymentem, którego nie zamierzasz podjąć. To może wyglądać interesująco albo idiotycznie z Twojej perspektywy, i Tobie ta obserwacja wystarczy. Doskonale to rozumiem, sam bardzo dobrze się czuje w roli obserwatora. Ale…

Czy wstaniesz jutro godzinę wcześniej niż dotychczas wstawałeś?
Nie.
Dlaczego nie?
Bo nie. Mam swoje powody.
Na pewno masz swój powód. Na pewno to jest bardzo dobry powód.
Mam.
Świetnie, a to jest powód, czy wymówka?

Bo wiesz, nie wielu jest ludzi, którzy znajdują wymówki lepiej ode mnie. Jestem w tym naprawdę niezły. I do niedawna, wymówki były wystarczającym powodem. Ale okazuje się też, że wcale nie muszą być.

Wszystko to piękne, ale po co?

To jest bardzo dobre pytanie. Nie wiem co to da Tobie. Mi robi dobry dzień. Nastraja mnie. Pozwala złapać oddech. Pozwala wejść w dzień na moich warunkach. Pozwala oczyścić przedpole dla myśli. Sprawia, że znika pośpiech i gonitwa za straconym czasem.

Jest wiele opowieści o tym, że wczesne wstawanie to rytuał bogatych i pracowitych. Że to przewaga wielkich tego świata. Że to klucz do bycia bardziej produktywnym. Meh… A raczej – może i tak, ale to nie było dla mnie motywacją. Ja chciałem dobrze zaczynać dzień dla siebie.

Na dłuższą metę, rytuał wczesnego wstawania pozwala także sprawiać sobie codziennie małe przyjemności. Nie odważę się powiedzieć, że pozwala na redefiniowanie priorytetów, ale na pewno daje możliwość nabrania pewnego dystansu, złapania perspektywy. Dlatego co jest, a co chcę by było.

Nie wiem czy tego chcesz, nie wiem czy tego potrzebujesz… ale… Moja mama czasem mówi – jak czujesz, że coś w Twojej codzienności zgrzyta, że coś wymaga poukładania, zacznij od posprzątania mieszkania. To bardzo dobry początek.

Więc jeśli coś Ci zgrzyta, coś byś zmienił, ale jeszcze nie wiesz co, pomyśl o wcześniejszym wstawaniu. Nie wiesz nawet czym to może zaowocować 😉