2 - tyle minut czytania

Raport pisany gdzieś nad morzem śródziemnym

Prawie wszyscy pasażerowie śpią, nic dziwnego, w końcu jest już po północy, a dwugodzinny lot odebrał nam trochę sił. Swoją drogą, to lekki masochizm, na lotnisku, zgodnie z sugestią pracowników biura podróży, stawiliśmy się przed 18. O 20:15 wylot z Krakowa, międzylądowanie po nowych pasażerów we Wrocławiu i już można lecieć do celu…

Obserwacje z podróży

Primo – wszyscy wokół chrząkają, kasłają, charkoczą i kaszlą, nie mając przy tym zwyczaju zasłaniać ręką ust… Rozumiem, potrzeba podzielenia się z bliźnim odrobiną siebie…

Secundo – ponieważ to polska wycieczka, w chwilę po oderwaniu się od ziemi można zacząć wprowadzać się w stan uniesienia i lekkości bytu opróżniając półliterka… W końcu na pewnej wysokości trzeba odpłynąć.

Tertio – albo wysokość 37 tysięcy stóp wzmaga moczopędność, albo toaleta w samolocie to jakaś wyjątkowa atrakcja… Niesamowite, ledwie się samolot od pasa startowego oderwie, a już ustawia się kolejka i chętnych nie brakuje przez całą podróż. Wędrują wszyscy. Starzy, młodzi, kobiety, mężczyźni, ładni i brzydcy. Wszyscy stają nade mną, chrząkają, siąpią, charkają i odkrztuszają w oczekiwaniu na swoją okazję na dumanie…

Quattro – najbardziej rozwydrzony dzieciak z całej podróży siedzi, gdzieżby indziej – dwa fotele ode mnie i śpiewa, jodłuje, czyta na głos, dyskutuje, organizuje pobudkę współpodróżującym czym irytuje wszystkich wokół, a rodzice nie mają na niego sposobu…

Kwinto – po -10 stopniach, które żegnały nas w Balicach, kwitniemy w samolocie. Ciepło, to mało powiedziane. Bluza leżąca na spodniach parzy i grzeje ponad wszelką przyzwoitość, tym bardziej, że zima wymuszała kalesony…

Byle do celu

Więc teraz siedzę wpatrując się w monitor pokazujący postęp przelotu, odmierzając leniwie ciągnące się minuty do lądowania, nie mogąc znaleźć pozycji, która pozwoli choć na parę minut drzemki, mamrocząc pod nosem przekleństwa i mantry, które mają pomóc mi przetrwać…

Raz jeszcze spróbuję zasnąć wbrew przeciwnościom losu… Muszę się spieszyć, bo wspomniany dzieciak nie wie czy bardziej chce mu się sikać, czy jednak napiłby się czegoś jeszcze… Ten obrazek skłania mnie do rozsądnego korzystania z antykoncepcji…

Ps. Dzisiejszy dzień jest włączony w pobyt urlopowy… Rzekomo i za tą dobę w hotelu zapłaciliśmy… To oznacza, że po powrocie trzeba będzie trochę pomarudzić, tym bardziej, że lądujemy 23. o 3 nad ranem…

Ps. 2 dzieciak wyszedł z toalety bez mycia rąk… I jeszcze kłóci się z ojcem, że on myć łap nie będzie… A potem wykłóca się dalej, że on nie zaśnie, że chce do okna, że chce czytać… Aaaaaargh… Zapamiętać, Aaaaaantykoncepcja…