2 - tyle minut czytania

Jest taki film, Dobry Rok, w którym stary doświadczony życiem człowiek uczy młodego adepta tenisa sztuki przegrywania, domagając się od niego, by ten po przegranym meczu, wykonał „taniec radości”, pointując, że zwycięstwo nic nie daje, za to porazka może wiele nauczyć. Film polecam każdemu, bo się go po prostu dobrze ogląda, podobnie jak przytoczoną tutaj naukę.

Każdy chce wygyrwać. Każdy walczy o zwycięstwo. Każdy marzy o tytułach, zaszczytach i chwale. Każdy chce mieć co wpisać w cv, każdy… Problem polega na tym, że zwycięstwo jest tylko jedno i nie sposób go podzielić. Najlepszy jest jeden, cała rywalizująca reszta musi zadowolić się miejscem co najwyżej drugim. Taka jest okrutna rzeczywistość. Co więcej, przystępując do zawodów, zazwyczaj wiemy według jakich będziemy grali reguł. Co prawda, możemy nie mieć dość samozaparcia by studiować regulamin, nie mniej jednak jest on znany już od początku wspólnej zabawy. Biorąc w niej udział, zgadzamy się na te zasady, zakładając, że konkurenci również je znają i akceptują. Te zasady będą działały czasem na naszą korzyść, czasem nam wbrew. Od tego są.

Pokusa wymówki

Niech zwycięży najlepszy – przyjęło się mówić, zanim dojdzie do bezpośredniego starcia. Potem, w przypadku przegranej, nazbyt często szukamy sztuczek i kruczków, by poprawić sobie humor lub nastrój, osiągnąć „coś” lub chociaż zdjąć z siebie ciężar i brzemię porażki. W tym celu oskarżamy rzeczywistość, winę próbujemy zrzucić na otoczenie, szukamy wymówek, zapominając, lub po prostu lekceważąc, że tym samym umniejszamy radość rywala. Zresztą on wygrał, to przecież nie musimy mu dawać dodatkowego powodu, by się z tego cieszył!

Niestety, przegrywać trzeba umieć. Szukając bocznych lub tylnich furtek, bawiąc się zasadami, nawet tylko krytykując je, ponieważ w danym momencie nam nie służą, choć były one niezmienne od czasu kiedy decydowaliśmy się na udział w danym konkursie, deprecjonujemy znaczenie i klasę rozgrywek. Wszak cóż one są warte, skoro ich nie wygraliśmy? Co ciekawe, równocześnie lekceważymy własne zaangażowanie, umiejętności i wole zwycięstwa… ale to przecież nie ważne, najważniejsze – odebrać Mistrzom – bo przecież wygrali tylko dzięki takim a nie innym regułom – smak triumfu.

W Ekstraklasie wygrywa się na boisku. Udowadniając przez 30 kolejek, przez 2700 minut, że jest się w stawce najlepszym. Kiedy to się nie udaje, najlepiej pogratulować lepszym i cieszyć się z nimi z udanego sezonu. A w najlepszym razie, nie mówić nic.

A to powód całego zamieszania: Trener Urban krytykuje regulamin

Podyskutujmy

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.