Niecodzienny.net Nie codziennie nieco o codzienności

21lut/120

Kilka obrazków z Cypru

VN:F [1.9.17_1161]
Rating: 0.0/6 (0 votes cast)

Będzie nudno i monotematycznie. Bo tylko słońce i plaża i morze a potem znowu plaża, znowu słońce i znowu morze... I wiecie co... Czy komuś to przeszkada?

21lut/120

1:0 dla Cypru

VN:F [1.9.17_1161]
Rating: 0.0/6 (0 votes cast)

Zasypiasz przy szumie morskich fal... Budzisz się przy szumie morskich fal. Nie słyszysz żadnego jowialnego zawołania na modlitwę z Minaretu, słyszysz tylko kojący szum fal rozbijających się o... falochrony. Budzi Ci, jaskrawe i grzejące do nieprzyzwoitości słońce, a także świadomość, że przynajmniej przez najbliższych kilka dni będziesz mieć wszystko gdzieś. Nawet gdzieś możesz mieć posiadanie wszystkiego gdzieś. Piękny poranek.

Dlaczego 1:0? Gdyż albowiem chcąc niechcąc porównuję wakacje na Cyprze do wakacji w Egipcie. Już znam wynik, ale dla przyzwoitości (i aby nie odebrać resztek złudzeń tambulcom z Doliny Królów) będę punktował ostrożnie.

Różnice? Pisałem już o morzu za oknem? Dorzucę jeszcze otwartą plażę, którą można spacerować ile dusza zapragnie i nogi pozwolą. Brak wszędobylskich arabskich przyjaciół, brak wciskanych na siłę ofert zrobienia mi dobrze, za to cisza, spokój i szum fal. Jedzenie - bez porównania lepsze. Bardziej europejskie, bardziej zróżnicowane.

W takich okolicznościach przyrody nie pozostaje nic innego, jak położyć się plackiem i wygrzewać kości, które powoli zapominają o panującym w Polsce mrozie. Prawie zapomniałem jak wielką przyjemnością jest wychodznie na świerze powietrze bez czapki, szalika, rękawiczek i puchowej kurtki, za to boso i w japonkach, a jedynym kremem, o którym trzeba pamiętać jest ten do opalania... Polecam:-)

Z cyklu mądrości rezydenta:
- tu wszyscy ludzie mówią po angielsku, nawet starsze generacje ludzi [w tym momencie poczułem się jak Golf IV]
- gdybyście się Państwo zgubili, proszę pamiętać, że hotel znajduje się nad morzem i w tę stronę należy się kierować [Idziemy na wschód, tam musi być jakaś cywilizacja]
- kolejna wycieczka (...) wyjazd o 9:30 nad ranem [śpioszek z pana rezydenta]

13sie/100

Being Down Under – gdy w Australii pada deszcz…

VN:F [1.9.17_1161]
Rating: 0.0/6 (0 votes cast)

To musi on obyc oczywiscie olbrzymi. Co prawda powodzi udalo sie uniknac, ale i tak mokro jest. Podobno trafilismy na najwieksze sierpniowe opady od 123 lat... czy mi sie zdaje, czy ten rok po prostu obfituje w te zupelnie zbedne rekordy? A jesli dodac do tego zimny wiatr z poludnia (odnowy wiatr?), to ja bardzo przepraszam, ale tu zimno jest... brrr...

Gdy wieje i pada ocean plata figle, prezy musluly i pokazuje jak wielka ma sile... I od razu jakby nieco bardziej mokro jest...

Niestety, choc wielu probuje, niewielu potrafi na fale sie zalapac... To taka obserwacja moja wlasna. Ja wiem, ze z brzegu to wszystko ladnie i latwo wyglada, ale jak juz sie ktos na taka pogode wybiera szamotac z żywiolem, to powinien cos raczej potrafic, a nie wychodzic z zalozenia, ze najlepiej spac z wysokiego konia... na szczescie sa tez tacy, ktorym sie udalo...

Sa tez tacy, ktorzy wzieli sie na sposob. Ich nie interesuje wiatr, fala, czy inne trudnosci. Sa to po prostu ludzie, ktorzy postanowili chodzic po wodzie... i wiecie co... po prostu dotchczas ludzie nie wiedzieli z jakim sprzetem nalezy sie do tego zabrac...

Wszystkie zdjecia zostaly zrobione niezastapionym Nikonem D90.

7sie/100

Being Down Under – kilka zdjec z Airlie Beach i WhitSunday Islands

VN:F [1.9.17_1161]
Rating: 0.0/6 (0 votes cast)

Na poczatek odrobina prywaty. Wydaje mi sie, ze podroz powrotna (1124 km w ~13h, ze srednia 90km/h w kraju ktory nie ma nic wspolnego z Niemcami) jest calkiem niezlym personal best. Tym bardziej, ze przyszlo mi jechac pod prad.. caly czas;) No i wreszcie zrozumialem o co chodzi Clarksonowi z tymi przyczepami campingowymi.. To troszke tak, jak z dowcipami o Garfieldzie. Smiesza wszystkich, ale prawdziwe ich znaczenie doceniaja jedynie wlasciciele siersciuchow. I tak samo jest z tym nieszczesnym "karawaningiem". Dopiero kiedy na dluzszej trasie przychodzi czlowiekowi cierpliwie wlec sie za taka przyczepa, rozumie dlaczego TopGear'owi prowadzacy maja ochote zniszczyc wszystko, co z tym jest związane...

Zanim jeszcze zdjecia, slow kilka o drogach. Po pierwsze, wcale nie sa rewelacyjne, po drugie wcale nie sa szerokie, po trzecie strasznie sa glosne. Szum przeokrutny.

A kiedy przyjdzie wieczor, slonce zachodzi i w ciagu doslownie kilkunastu minut robi sie ciemno... Wtedy dopiero robi sie zabawnie, bo a) jedziesz z predkoscia 80 - 110 km/h, b) w odleglosci kilkudziesieciu metrow od Ciebie jedzie kolejne auto, c) drogi sa nieoswietlone i wreszcie d) z kazdej strony moze zaatakowac Cie kangur. A te wszystkie cudowne australijskie znaki ktore opisalem wczesniej? Well... totalnie niewidoczne, za dlugie do przeczytania przy takich warunkach i czasem nastawionych jest kilka w jednym miejscu - totalny absurd. Nocnej jazdy po Australii zdecydowanie nie polecam.

Ostatnie spostrzezenie odnosnie australijskich kierowcow. Z jednej strony super zdyscyplinowani, jak wspominalem, nie wyprzedzaja kiedy nie ma do tego warunkow, nie przekraczaja predkosci i uprzejmi sa w zasadzie do bolu. Co prawda uwielbiaja skrecac bez sygnalizacji, wjezdzac przed Ciebie gdy nie ma tam miejsca, nie potrafia przewidziec ze lewy pas zaraz sie skonczy i trzeba wpuscic jadace tam samochody, i kiedy zjezdzaja z glownej drogi, w zasadzie nie interesuje ich to, ze ktos moze jechac z naprzeciwka. Przeciez zdaza... a ta dluga przyczepa ktora za soba wleka.. coz.. sciesniaj, sciesniaj... A najciekawsze jest to, co robia w miescie. Ograniczenie predkosci do 60km/h, swiatla, zielone a ci rura do przodu, kto pierwszy. Dobijaja do 60tki i hample.. kto ich tu tego nauczyl?

A teraz czas na obiecane zdjecia... Kilka obrazkow z Airlie Beach:

Wszystkie zdjecia zrobione zostaly niezawodnym i niepowtarzalnym Nikonem D90 (naprawde mi za to nie placa:P ) Jedyna wada (?) Nikona jest to, ze ten akurat model nie jest wodoodporny.. ale za to dzielny jest:)

4sie/100

Being Down Under – pierwsze chwile w Airlie Beach

VN:F [1.9.17_1161]
Rating: 0.0/6 (0 votes cast)

Kiedy człowiek wybiera się w ponad tysiąc kilometrową podróż, powinien liczyć, że u jej celu będzie miał conajmniej pozytywną odpowiedź na pytanie, czy warto się tam pchać... Postaram się udzielić takiej odpowiedzi pod koniej tej notki, a w post scriptum zamieszczę dwa austalijskie sposoby na zadawanie bólu przybyszom ze świata zewnętrznego...

Poprzedni wpis zakończyłem na St. Lawrence, miasteczku wyjętym z niskobudżetowego westernu. Kiedy tam zasypiałem, nie byłem pewien czy to bardziej Miasteczko Twin Peaks, czy motel z 'From dusk till down'. Z jeden strony grozę budziły najprzeróżniejsze dźwięki, które dochodziły nas zewsząd a conajwyżej tekturowe ściany nic nie tłumily. Ani muzyki country, ani niosących się głośnych rozmów biesiadników, ani nawet ciężkich kroków, które odbijały się szerokim echem w wąskim korytarzu w nocnych ciemnościach. Pozostało tylko liczyć na to, że pozostali zmęczeni podróżni nie okażą się krwiożerczą ekipą pod wezwaniem, a nawet jeśli, to że nas oszczędzą... Na szczęście nawet tak zwariowana noc kiedyś się kończy.

Rankiem spotkaliśmy się z częścią hotelowych gości i wymieniliśmy pełne zrozumienia spojrzenia i grupowo uznaliśmy, że pobyt w tym miasteczku zdecydowanie należy zapisać w swoim życiorysie jako 'once in a life time experience', co niniejszym robię.

31lip/100

Being Down Under – Kilka zdjec z Surfers Paradise…

VN:F [1.9.17_1161]
Rating: 0.0/6 (0 votes cast)

Dzis bedzie jeszcze mniej czczej pisaniny niz zwykle. Niech przemowia obrazki....

Jesli by to kogos interesowalo, wszystkie zaprezentowane zdjecia zostaly wykonane niezawodnym i niemal wszystko majacym Nikonem D90

25lip/100

Being Down Under – dzien pierwszy

VN:F [1.9.17_1161]
Rating: 0.0/6 (0 votes cast)

Nie lubie australijskiego internetu. Wkurza mnie. Wlasnie zjadl mi wpis, gdzie bylo nieco o australijskim internecie, mewach, oceanie, jetlagu i o tym, dlaczego pisze bez polskich znakow... Coz... to zamiast marudzenia i wspominkow, bedzie kilka zdjec.

Odkad pojawilo sie jedzenie, mewy staly sie naszymi najlepszymi przyjaciolmi. Najpierw pojawila sie delegacja powitalna...

Mewy Gold Coast Australia

Mewia delegacja

W miare uplywu czasu towarzystwo sie zlatywalo..

Mewy Gold Coast Australia

Przepraszam, czy tu karmia?

W koncu mewy uznaly, ze czas na wyklad...

Mewy Gold Coast Australia

Po wykladzie, byly zajecia praktyczne:
 

A kiedy sie znudzily, przypomnialy nam, dlaczego Hitchcock ptakami straszyl...

Mewy Gold Coast Australia

Malo groznie wyglada? To zobaczcie film...

Poki co przetwarza go YouTube, ale coz... byffa i tak.

I, zeby nie bylo, ze tylko takie ptactwo tu maja...

Mewy Gold Coast Australia

Nie wiem czy kogos to interesuje, ale zdjecia i filmy zostaly wykonane niezawodnym Nikonem D90;]