7 - tyle minut czytania

Słowa to dziwny twór. Zbitek literek albo dźwięków, głosek. Nie mają wagi, nie można ich uchwycić, nie można uwięzić ich w klatce, są całkowicie ulotne. Choć są istotą wagi lekkiej, potrafią nieść ładunek, mogą krzywdzić i ranić, ale też wzmacniać i dawać ukojenie. Pozornie są proste w obsłudze, zapewne dlatego nadużywane. Słowa nic nie kosztują, a ostatnio nawet przestało mieć znaczenie, czy niosą w sobie prawdę, czy nie. Można mówić z sensem, można mówić dla samego brzmienia głosu. Dla zabicia ciszy, albo dlatego, że ktoś słów oczekuje.

Korciło mnie, żeby ten tekst nazwać „Noworoczna dobra zmiana” ale… kontekst polityczny tego zwrotu jest zbyt ciężki i zapewne przesłaniałby sens całej wypowiedzi, lub sprowadzałby do tego wpisu ludzi, którzy szukają troszkę innych treści. Chciałbym, abyśmy wrócili słowom sens.. i twarz, bo bez twarzy, największe słowo nic nie waży.

Dziwnym zbiegiem okoliczności, nie pozostajemy obojętni na słowa. Ulegamy im, jesteśmy pod ich wpływem, nawet jeśli nie zawsze, wręcz rzadko, robimy to świadomie. Wpływają na to, jak się czujemy, o czym myślimy, z jaką energią przystępujemy do działania. Słowa, które nie mają fizycznej, namacalnej reprezentacji, mają siłę zmieniania świata. Czy coś, co ma moc zmieniania losów świata, ma moc zmieniania nas?

Tego wpisu możesz odsłuchać, bo autor lubi bawić się w radio

Wszystko winą starszych

Od małego jesteśmy uczeni, wychowywani, aby słuchać. Przyjmować wiedzę, przekonania, zasady od starszych od nas. Od mądrzejszych od nas. Tego oczekują od nas rodzice, tego oczekują od nas Panie w przedszkolu, nauczyciele w szkole, często akademicy na Uniwersytecie. Dla własnej wygody, uczą posłuszeństwa. Nie kwestionowania tego, co słyszymy. Uczą nas tego, że to co usłyszymy, to co przeczytamy jest prawdą, którą należy przyjmować bezkrytycznie. Łykamy to, jak młode foki.

Łykamy to jako 2 latki, 12 latki, 22 latki. Chłoniemy to bezrefleksyjnie. Potem potrzebujemy psychologów, terapeutów, psychiatrów, aby pomogli nam sobie z tym poradzić. Oni z kolei uczą nas narzędzi, które pomogą nam, odseparować się od tego, co mówią, myślą i czego oczekują od nas inni. Może dlatego mamy obecnie tak duży problem z postprawdą, że nie tylko każdy może mówić, każdy może krzyczeć. Więcej, Internet to dżungla, w której każdy ma wielką tubę i każdy może być słyszalny.

Nie ma żadnego filtra, żadnej cenzury, żadnej weryfikacji, czy krzyczący ma kompetencje lub treść do przekazania słuchającym. Nikt nam nie pomaga w poszukiwaniu tego co wartościowe i odrzucaniu tego co bezwartościowe lub wręcz szkodliwe. Ci, którzy dotychczas spełniali rolę kuratorów, widząc jak bardzo na znaczeniu ma poklask, idą w tanią rozrywkę i schlebianie prostym gustom, porzucając gdzieś takie słowa jak misja czy edukacja. Rządzi pieniądz i reklama, więc nikt nie martwi się odbiorcą. Ocena wartości komunikatu została zrzucona na karb naszego rozsądku, który był skutecznie przez lata tępiony. Więc łykamy wszystko jak młode pelikany.

Co nam robią słowa

To, o czym słyszymy, wpływa na to, o czym myślimy. To o czym myślimy, wpływa na to, jak się czujemy. To jak się czujemy, wpływa na to, jak odbieramy i kreujemy naszą rzeczywistość. Jeśli nam jest źle, jeśli nam coś doskwiera, mamy łatwość do tego, żeby fuczeć i warczeć na świat. Wtedy świat lubi odfuczeć na nas. Więc my czujemy się gorzej, bo świat fuczy. I zupełnie ignorujemy to, że fuczenie świata można rozładować życzliwością i akceptacją:

Kiedy jest nam dobrze, uśmiechamy się. Uwalniamy endorfiny. Uśmiech bywa zaraźliwy, więc mamy delikatny wpływ na to, jak czują się inni. Rzecz w tym, że nie tylko okoliczności zewnętrzne maja wpływ na to, jak się czujemy. Często to nasze nastawienie ustawia całą „scenę” i jej kontekst. Od naszego nastawienia zależy, czy wybuchniemy, czy posłuchamy. Czy będziemy pomocni, czy tylko będziemy podnosić atmosferę. I, co ważniejsze, mamy narzędzia do tego, aby się dobrze nastrajać. Choć i to wymaga od nas wysiłku;)

Co możemy z tym zrobić?

Podsumowując to, czego się nauczyłem w roku 2017 wspomniałem, że poranne wstawanie zaowocowało także flirtem z medytacją. Próbowałem jej „na cicho”, próbowałem ze wsparciem rozmaitych aplikacji. Sprawdzałem czy chcę medytować, sprawdzałem czy to mi do czegoś potrzebne. Może zbudowałem podstawy nawyku, a może polubiłem te kilka minut ciszy z samym sobą.

Ostatnio sięgnąłem po „insight timer” i jedno z nagrań ma pomóc w otworzeniu się na dany dzień. Istotną częścią nagrania jest 7 afirmacji, których zadaniem jest dobrze słuchacza nastroić.

Afirmacje? Bleh. Dla kogo to? Co ja, „jestem zwycięzcą”? A może bardzo chcę wystąpić u Ellen Degeneres? No dobra, wysłucham raz, jutro puszczę sobie coś innego i tyle.

Wysłuchałem mocno sceptycznie, następnego dnia sięgnąłem po inne nagranie, a potem grzecznie wróciłem i od tygodnia słucham tej jednej medytacji, skupiającej się wokół poniższych siedmiu afirmacji.

Afirmacje, które mnie do siebie przekonały

– Planuj, ale bądź gotowy dostosować się do zmian, jakie przynosi rzeczywistość
– Bądź cierpliwy i wzmacniaj swoją pewność siebie
– Śmiało wychodź ze swojej strefy komfortu i nie pozwól, by Twoim życiem kierował strach
– Dbaj o swoje ciało – pij wodę, jedz warzywa i owoce, ćwicz, chodź po schodach i na spacery
– Zaakceptuj siebie, takiego jakim jesteś, Jesteś najlepszą wersją siebie i nie potrzebujesz niczyjej zgody, aby było Ci dobrze z tym, kim jesteś.
– Wszędzie gdzie jesteś, dawaj coś od siebie. Nawet jeśli tylko uśmiech, nawet jeśli tylko komplement, nawet jeśli tylko swoją pełną uwagę. Dawaj, aby innym było łatwiej
– Pilnuj swojego języka – skupiaj się na tym co pozytywne i tym właśnie dziel się ze światem

Zwłaszcza ostatni punkt jest dla mnie… wyzwaniem, które próbuje podjąć. Wszak jestem człowiekiem, który wszystko neguje. Chodzę po świecie z mocno krytycznym nastawieniem i teraz spróbuję z tym powalczyć. Nie z tym, na co zwracam uwagę, ale z tym, jak to przekazuję dalej. Jak dzielę się swoimi obserwacjami. Jak często używam słowa „nie”. Co samo w sobie jest bardziej podchwytliwe, niż można by się spodziewać 😉

Nie zapominajcie o tym, aby się dostrajać

Wychodząc z domu, zwracacie uwagę na to, co ubieracie, aby czuć się komfortowo, schludnie, atrakcyjnie. Aby dobrze czuć się w otaczającym świecie. Zwracacie uwagę na to, co jecie (przynajmniej powinniście), aby mieć siłę do pracy i do zmagań z codziennością. Zwracajcie także uwagę na to, jakimi słowami się wypełniacie. Jakim komunikatom dajecie swoją uwagę i energię. Z jakimi myślami rano ładujecie się przed całym dniem. To od nas zależy także, jaki będzie ten dzień. To także od nas zależy, na co będziemy zwracać uwagę i jacy będziemy wobec świata.

Takie strojenie nie jest jednorazowym zabiegiem, podobnie jak jednorazowe umycie zębów nie załatwia sprawy na cały tydzień. To higiena. Budzisz się, idziesz zrobić siusiu, umyć ząbki, zmówić paciorek i jak już masz chwilę dla siebie, to się możesz zabrać, za dostrajanie odbiornika. Jak bardzo chcesz, możesz do zrobić pod zimnym prysznicem;) Optymalizacja czasowa;)

Jasne, o dobre nastawienie łatwiej, gdy wszystko idzie po naszej myśli, gdy świeci słońce a świat dba o nasze dobre samopoczucie. Sztuką jest dobrze się nastroić, gdy świat daje w kość. Można brać wszystko za dobrą monetę, a można znajdować w sobie siłę, aby w tym wszystkim dbać o siebie.

Więc, z jaką myślą ruszasz w nowy dzień?