4 - tyle minut czytania

Kto mnie zna, wie, że niemal wszystko (i niemal od zawsze) robię po swojemu, „po Witowemu”. Jeśli nie mogę w całości, staram się coś od siebie dorzucić, odcisnąć swoje małe piętno. Pewnie dlatego, lubię dawać rekomendacje, prawić komplementy i wręczać prezenty, bo każde z wymienionych jest dla mnie z jednej strony okazją do wykazania się, z drugiej – i to chyba lubię najbardziej – pozwala mi być prawdziwym. I takie też śmiem twierdzić są właśnie moje rekomendacje / komplementy / prezenty.

Dobre, bo prawdziwe. Jak Grześki, zero bujdy

Od czasu do czasu jestem proszony o to, aby wystawić rekomendację osobie, z którą miałem okazję współpracować. Na całe szczęście dotychczas prosili mnie o to ludzie, których cenię, więc z ochotą na ich prośby przystawałem. Przy czym, każda taka rekomendacja jest dla mnie wyzwaniem. Staram się unikać szablonów, chcę, żeby sama rekomendacja była atutem dla polecanego.

Tego wpisu możesz odsłuchać, bo autor lubi bawić się w radio

Rekomendacja – sprawa stara jak świat

Oczywiście, że rekomendacje to zabieg marketingowy, to reklama na trzy sposoby:
– Przykład społecznego dowodu zaufania (wartość rekomendowanego „produktu” wzmacnia ilość otrzymanych rekomendacji).
– Równocześnie to doskonały przykład szeptanki czyli „word of mouth”.
– O sile rekomendacji świadczy też wartość osoby polecającej (a to już elementy pozycjonowanie i podzielenie się z innymi swoją mocą 😉 )

Wszystkie powyższe mechanizmy stosują przecież sklepy internetowe. Właśnie dlatego proszą Cię o opinię, po dokonanym zakupie. Dobrze wiedzą, że kiedy decydujesz sie na zakup produktu, albo zastanawiasz się u kogo go kupić, kierujesz się także tym, co sądzą o nim inni kupujący. I jak zawsze, jeden sensownie napisany, nawet jeśli anonimowy, negatywny komentarz wzbudza u klienta znacznie więcej wątpliwości, niż dziesiątki pochlebnych.

Rekomendacjom produktów / sprzedawców wierzymy nawet będąc świadomi, że maczali w nich swoje palce marketerzy. Wiemy, że opinie były pisane na zamówienie, a równocześnie pozwalamy żeby te opłacone opinie kształtowały nasze poglądy i – co z punktu widzenia sprzedającego ważniejsze – także nasze zakupy.

Ograniczone możliwości rekomendacji

Wierzę w sens dawania rekomendacji i poleceń. Staram sie, aby moje polecenia miały swoją wartość, aby ludzie chcieli z nich korzystać i przychodzili po więcej. Polecam to, czego sam spróbowałem. Na przykład, jeśli ktoś chce zjeść coś dobrego w Krakowie – polecam Zazie Bistro, bo zawsze mnie tam bardzo dobrze karmili. Na tej samej zasadzie polecam książki, które przeczytałem, filmy i seriale, które obejrzałem i uznaję, że są warte polecenia dalej, tylko że równocześnie…

Równocześnie zdaję sobie sprawę z tego, że najlepsza, najmocniejsza nawet rekomendacja, to tylko delikatny bodziec zachęcający do poznania polecanej osoby, książki czy innego produktu. To… zachęta, która przybliża do spróbowania, ale zdecydowanie ledwie otwarcie „znajomości”. Innymi słowy – rekomendacja to działanie o mocno ograniczonym zasięgu.

Publiczne i prywatne rekomendacje

Pamiętasz jaka była dla Ciebie najcenniejsza rekomendacja? Kto Ci ją wystawił? A jesteś pewien / pewna, że wiesz o wszystkich, którzy Cię polecali?

Funkcjonując w sieci jesteśmy przyzwyczajeni do publiczności opinii. Kiedy ktoś wspomina o rekomendacji, z dużym prawdopodobieństwem ma na myśli wystawienie opinii na Linkedinie, która po zaakceptowaniu będzie widoczna dla wszystkich odwiedzających jego / jej profil. Pamiętajmy o tym, że Linkedin to nie tylko wirtualny świat, ale też cokolwiek nierzeczywisty;)

Nie zapominajmy jednak także o drugim obiegu. O tym, czego nie słyszysz lub nie widzisz. Niezależnie od tego, czy jesteś dobry czy słaby, zdarzy się pewnie nie raz, że będą o Tobie mówić, oceniać. Taka rekomendacja też może wpłynąć na to, kto, gdzie i do jakiej współpracy Cię zaprosi. Pozostaje wierzyć, że to co jest o Tobie mówione, będzie Twoim atutem, nie kotwicą. Ale zdanie na swój temat wypracowujesz przecież każdego dnia 😉

Odpowiedzialność za rekomendację

Jestem przekonany, że rekomendacja mówi równie wiele o tym, kto rekomendację otrzymuje, jak i o tym, kto rekomendację daje. Mówi nawet więcej o rekomendującym, kiedy to nie jest jego pierwsze polecenie. Każda kolejna pozytywna weryfikacja rekomendacji z rzeczywistością, podnosi wartość następnych. Każda nietrafiona sprawi, że z mniejszą ochota będziemy sięgać po tego opiniodawcę.

W sumie to bliskie tego, na ile pilnujemy prawdziwości informacji, którymi się dzielimy ze znajomymi. Inne zastosowanie, ale mechanizm podobny;)

Swoją drogą, jestem ciekaw jaką – jeśli w ogóle – rekomendację wystawiłbyś mi… #justasking

A jeśli chcesz wiedzieć, jakie rekomendacje wystawili mi inni, odwiedź mój profil na linkedin

Spodobał Ci się ten tekst? Zostaw swój adres email, a poinformuje Cię o każdym nowym wpisie na blogu