4 - tyle minut czytania

Zacznę od prehistorii. Kilka lat temu miałem ogromną przyjemność prowadzić szkolenia przygotowujące liderów i rachmistrzów do Narodowego Spisu Powszechnego w zakresie obsługi telefonu i aplikacji mobilnej, która ten spis wspierała. Sama praca była nader ciekawa, możliwość sprawdzenia się w nowej roli, duża intensywność i przy okazji niezwykłe doświadczenie „występowania” przed ludźmi. Przeprowadziłem pewnie koło 40 szkoleń, w tym 30 samodzielnie a 10 w duecie. Do dziś pamiętam, jak ważna była herbatka i coś na gardło w każdej przerwie.

Każde szkolenie kończyłem klasycznym:

„Szanowni Państwo, za chwilę rozdam karteczki, które pozwolą Państwu ocenić tak samo szkolenie, jak i prowadzącego. Gorąco zachęcam do przekazania mi uwag, zwłaszcza krytycznych, gdyż jest to jedyny sposób, aby ułatwić życie następnych uczestników”.

Brzmi jak frazes, ale dla mnie to było ważne. Oczywiście, super się czyta, że wszystkie szkolenia powinny być takie jak to, które przeprowadziłem, ale to z czego mogłem czerpać najwięcej, była rzeczowa krytyka. Wskazanie błędu. Nie pastwienie się, ale zwrócenie uwagi – tu i tu był taki a taki błąd. Pamiętam „powinien Pan być bardziej asertywny” i „mówimy ‚tę’ a nie ‚tą’.” Z asertywnością chyba nie mam problemu, co się zaś tyczy kwestii „tę” i „tą” o ile pamiętam, obie formy są dopuszczalne w mowie, acz „tę” jest bardziej poprawna.

Wartość krytyczna

Tamto doświadczenie nauczyło mnie tego, aby po szkoleniach poświęcić chwilę na napisanie sensownej opinii. Tak, jasne, mógłbym niezależnie od tego, jakie szkolenie było skomentować „pięknie, super, oby tak dalej” ale… to nie niesie wartości. Cytując Terence Fletcher, nauczyciela, dyrygenta z „Whiplash”, filmu, który gorąco polecam:

Coś w tym jest. Oczywiście, że Fletcher przeciąga to do skrajności, jednocześnie „dobra robota” niekoniecznie niesie wartość edukacyjną. I pewnie, nie każdy chce się uczyć, tu znaczenie ma, na ile komuś na tym zależy.

Staram się dzielić swoim zdaniem, swoją opinią, jeśli trzeba, uzasadniając ją, nie dlatego, że jestem pewien swojej nieomylności. Jestem od tego bardzo daleki. Chcę jedynie zwrócić uwagę na rzeczy, które zauważyłem. Które warto podkreślić po to, aby je później dopracować albo wyeliminować. Staram się tego nie robić publicznie, w rozumieniu przy osobach postronnych (chyba że taka jest konwencja), staram się to robić szczerze i przyłożyć się do tego.

Równocześnie wiem, że muszę popracować nad tym, aby to, co mówię, nie zabrzmiało jak zwyczajne czepialstwo lub negowanie dla negowania. Skoro chcę pomóc i podpowiedzieć, to muszę się nauczyć robić tak, aby efektem mojej komunikacji był rozwój albo refleksja, a nie wrażenie „no to mi pojechał”.

A jak ja radzę sobie z krytyką?

Można odnieść wrażenie, że sobie nie radzę. Że traktuję ją jak atak albo konieczność do tego, aby się usprawiedliwiać. A w mojej głowie ma się to inaczej – znowu, konieczność popracowania nad komunikacją. Uwielbiam i szukam opinii, które wskazują mi na błędy. Mam co prawda tendencje do tego, aby po usłyszeniu takowej tracić z oczu rozsądną perspektywę. Wracam do swojej jaskini, mnóstwo energii poświęcam na to, aby rozszarpać włos na czworo, trawię otrzymaną opinię. Może to wyglądać z zewnątrz, jak bym był poobijany… Trochę jestem, bo możliwe, że krytykę wyolbrzymiam i przesłania mi ona wszystko inne, tracę równowagę. Czy zatem lepiej mi tego oszczędzić?

Proszę, nie rób tego. Czasem jedynym sposobem na zrobienie kroku do przodu, we właściwym kierunku, jest zrozumienie, że robię coś źle. Tak, wiem, że jestem uparty, często robię coś po swojemu, wbrew utartym i przyjętym schematom czy rozwiązaniom. I dotychczasowe doświadczenie pokazuje, że nawet idąc opłotkami, na azymut, bez wytyczonej ścieżki, docieram tam, gdzie chcę, choć zwykle zajmuje mi to dużo dłużej, niż powinno. Pewnych rzeczy nie widzę. Pewne sprawy, trzeba mi wytknąć palcem. Nie raz. Zrozumienie zajmuje mi czasem więcej czasu, ale… bez podpowiedzi, bez uwag, bez komentarzy, bez krytyki, będę sobie dumnie kroczył pełen przekonania o swojej racji.

Potrzebuję zachować kontakt z rzeczywistością, chce być coraz lepszy i potrzebuję do tego Twoich spostrzeżeń. Ja naprawdę wielu rzeczy nie widzę. Dlatego też zachęcam, zapraszam do rozsądnego krytykowania, bez obaw, że źle to odbiorę. Twoje uwagi to dla mnie bezcenna pomoc.

Uczmy się dawać i przyjmować krytykę. To nam pomoże;)