2 - tyle minut czytania

O kryminałach Pierre Lemaitre’a słyszałem ledwie kilka razy. Wspomniał o nich ktoś w biurze, nie do końca pamiętając nazwisko autora, wspomniał o nim Zygmunt Miłowszewski opisując losy Teodora Szackiego. Ale te wzmianki miały widać w sobie coś z obietnicy i to całkiem niezłej obietnicy. Teraz, po ich przeczytaniu, z prawdziwą przyjemnością mogę polecić je dalej;)

Co wyróżnia powieści Lemaitre? Jak mało kto potrafi wodzić czytelnika za nos. O ile w przypadku wielu, wielu kryminałów można spodziewać się rozwiązania jakie przygotował dla nas autor i od pewnego momentu rolą czytającego jest towarzyszyć i kibicować bohaterom w ich nierównej walce, o tyle u francuza nigdy nie wiadomo, z której strony przypuszczony zostanie atak na nasze założenia, kiedy wpuści nas w maliny, a kiedy pociągnie za jakąś wajchę i trzeba będzie raz jeszcze mozolnie składać misterną układankę poszlak.

Nie ma tu wielkich intryg, spisków służb specjalnych. Nie ma mgły ani przeintelektualizowanych czarnych charakterów. Ale i tak opisane zbrodnie są nietuzinkowe i zuchwałe, a autor zagłębia się w mroku ludzkiej natury i nurza się z lubością w fantazjach ociekających obrzydliwością. Nie buduje wielkich konstrukcji, nie zasypuje odbiorcy zbędnymi opisami, oddaje raczej klimat wielkiego miasta, w którym „zło” jest… obecne… Zło, które towarzyszy nam jak sąsiad, którego w zasadzie nie znamy, o którym nic nie wiemy, ale jest zaskakująco bliski. Zło jest zaskakująco namacalne i… cóż, normalne. A potem z każdym zdaniem, stroną, rozdziałem atmosfera staje się gęstsza i dużo bardziej nieprzyjazna. I pojawia się dreszczyk… i nie opuści nas już nawet o krok.

Akcja wciąga, bohaterowie zarysowani ledwie kilkoma kreskami stają się naszymi przyjaciółmi, a ich problemy naszymi problemami. Nie wiedzieć kiedy mija godzina, druga, trzecia czytania, za oknem ciemno, w mieszkaniu cicho a Ty obiecujesz sobie, że jeszcze tylko jeden rozdział, jeszcze tylko jeden…

Pokuszę się o mało wyszukane porównanie – kryminały Lemaitre’a są jak ogr, mają warstwy. Więc kiedy myślisz, że już wszystko znasz i ogarniasz, odsłaniają się nowe smaki i konteksty. Wydawca postanowił nie być gorszy i przewrotnie chronologicznie pierwszy tom trylogii o inspektorze Verhoevenie postanowił wydać jako ostatni, więc teraz znając już finał historii, będę się dowiadywał jak to się wszystko zaczęło…

Tak więc ja sięgam po „Koronkową robotę” a Wam już teraz gorąco polecam „Alex” i „Ofiarę”

*Kryminały co prawda napisane po francusku, ale na całe szczęście przetłumaczona na polski, bo w przeciwnym razie wiele bym nie zrozumiał…

Spodobał Ci się ten tekst? Zostaw swój adres email, a poinformuje Cię o każdym nowym wpisie na blogu