Potęga chcę

Mam problem z określaniem czego chcę. Brzmi to cokolwiek zabawnie, kiedy weźmie się pod uwagę, że ledwie wczoraj pisałem o tym, jak ważne jest to by wiedzieć czego się chce w życiu, nawet to swoje nowo odkryte chcę przedstawiłem. Przy czym ja wiem, że mam z tym problem, zwłaszcza kiedy próbuję określić swoje codzienne chcę.

Moje osobiste „chce”. Nie umiem ubrać ich w słowa, zapisać, wypowiedzieć. Póki rzeczy są niewypowiedziane i niezapisane, można przyjąć że ich nie ma. Nikt nie widział, nikt nie słyszał, nikt nie wie, nikt nie rozliczy. Nikt nie potraktuje jako argumentu w dyskusji:

A pamiętasz, chciałeś, tak bardzo chciałeś, tak bardzo o tym mówiłeś i co? I psińco. Taki malutki jesteś, tak malutkie są Twoje możliwości, działania i determinacja żeby to co rzekomo „chcesz” się dokonało.

Równocześnie mam na to sposób. Działa pewnie od jakichś 25 lat. Nie dopuszczać „chcę” do głosu. Ignorować, przemilczać, dusić. Bo „chcę” w mojej głowie oznacza chciejstwo. „Chcę” w mojej głowie oznacza roszczeniowość i życzeniowość. „Chcę” oznacza „co prawda nie dostanę, ale tak miło byłoby mieć”.

Chyba nikt mnie nie nauczył (jakże zgrabnie przerzucam na innych odpowiedzialność) że „chcę” może oznaczać „dostanę”. Że „chcę” może oznaczać „mogę mieć”. Czy przypadkiem nie jest tak, że aby „mieć” trzeba umieć „chcę” postawić jako cel i zacząć kombinować jak do niego dojść?

Tego wpisu możesz posłuchać, bo autor bawi się w radio;-)

Podcast niecodzienny.net na iTunes »

Chcę to dopiero początek

Ważne – nie twierdzę wcale, że „chcę” załatwia sprawę. Że wystarczy chcieć i się stanie. Że wystarczy bardzo mocno o czymś myśleć i z tego myślenia już będzie się działo. Że wizualizacja oznacza sprawczość. Absolutnie nie. Uważam, że uświadomienie sobie, że „mogę chcieć”, a następnie określenie tego co chcę, jest pierwszym krokiem, w długiej żmudnej drodze do tego, aby to czego chcę osiągnąć. Początek pracy. Warunek konieczny, absolutnie nie wystarczający. 

Druga, moim zdaniem istotna rzecz, to wybieranie tego co chcę. Można chcieć wszystko, a można chcieć konkretnie. Można osiągalnie, a można fantazyjnie*. Na moje wyczucie, warto próbować od małych rzeczy, aby się z nimi oswajać i przekonywać. I nie warto próbować chcieć wszystkiego i byle jak, ale jednak słuchać siebie i wybierać to, co dla nas naprawdę ważne. W co chcemy zainwestować swój czas, swoją energię, swoją determinację. 

Poznać swoje chcę

Dać sobie szansę. Znaleźć dla siebie czas, siąść ze sobą, posłuchać siebie, zapytać siebie. Wypluwać wszystkie nazwane i nie nazwane zachcianki i potrzeby. Nie oceniać, nie ograniczać – to nie ten czas. Teraz jest chwila dla na to, aby się przed sobą otworzyć. Później czas na spisanie tego, co z małej burzy w mózgu wyszło. Później czas na weryfikację i krytyczne spojrzenie na listę potrzeb i zachcianek. Krytyczne spojrzenie nie tyle pod kątem ich osiągalności w danym momencie, tylko tego co sam uznaję za naprawdę potrzebne i istotne. Wybrać najważniejsze z nich i zaprzyjaźnić się z nimi. Wszystko po to, aby żyło mi się łatwiej, abym wiedział, co jest dla mnie rzeczywiście istotne. Nie muszę tego „chcę” deklarować całemu światu, ale ja muszę wiedzieć. To nie ma być obiektywne ważne „chce”. Ma być moje i dla mnie ważne.

Kiedy będę miał „chcę”, mogę zacząć kombinować „jak”, „z kim”, „kiedy”. Mogę rozbijać na mniejsze zadania, mogę się zacząć rozglądać za okolicznościami, które będą mi sprzyjać, przede wszystkim, wiem czego szukać. Głosy w mojej głowie podpowiadają, że dobrze określone „chce” to doskonała motywacja. Przecież „chcę” ważniejsze od „muszę”. No i skoro chcę, to kto mnie powstrzyma. No kto?

I znowu, równie ważne jak osiągnięcie celu jest zrobienie pierwszego kroku (bo pierwszy krok zachęca do stawiania kolejnych) i jak już się kroki stawia, to można się tyle nauczyć. 

Podziel się z innymi potęgą chcę;-)

To nie jest zadanie tylko dla mnie. Wydaje mi się, że Ty też musisz wiedzieć czego chcesz. Nikt tego za Ciebie nie wymyśli ani nie określi. Nikt nie powie, które „chcę” rezonuje w Tobie najbardziej. Musisz samodzielnie się z tym zmierzyć. 

Co więcej, wydaje mi się, że warto zachęcać innych do tego, by swoje chcę poznawali. Bo to poznawanie jest przyjemne, bo to bywa pomocne w codzienności, bo to otwiera i nas i ich. Stąd prośba (a równocześnie wyjaśnienie skąd ta notka) zachęcaj innych, aby myśleli o sobie i słuchali siebie i aby żyło im się łatwiej. 

Poniżej przykład pewnej młodej damy, która podglądając swoją mamę postanowiła nauczyć się tańczyć flamenco. Sama. I… nauczyła się;-) 

* W tym miejscu chciałem napisać nawet, że jest takie rosyjskie powiedzenie „”Wszystkich koni nie ujeździsz, całej wódki nie wypijesz, wszystkich kobiet nie użyjesz, ale warto próbować!” ale… nie mogę tego przysłowia znaleźć. Tzn mogę znaleźć nawiązanie do tego, że jest takie przysłowie / powiedzenie, ale jakoś w oryginale znaleźć nie mogę. Więc dzielę się tylko chęcią, nioch, nioch, bo trzeba weryfikować treści, którymi dzielimy się w Internecie.

Chcesz dostawać powiadomienia o nowych wpisach na blogu? Skorzystaj z poniższego formularza. Nawet nie wiesz jakim ważnym dodatkowym kopem motywacji będzie dla mnie Twoja subskrypcja. Potraktuj to jako kopniak na szczęście. Co Ci szkodzi, kopnij;)

Zaprenumeruj ten blog przez e-mail

Wprowadź swój adres email aby zaprenumerować ten blog i otrzymywać powiadomienia o nowych wpisach przez email.

Potęga chcę” ma 12 głosów w dyskusji

  1. Kiedyś, w jednym markecie, usłyszałem jak mały chłopiec chwytając jakąś zabawkę krzyknął głosem niczym bohater z kreskówki: „-Ja tego nie chcę, ja to muuszę mieeeć”.

  2. Idea świetna, wsłuchaj się w siebie, obierz kierunek w którym zmierzasz, nie rozpraszaj się nieistotnymi „chcę”, skup się na ważnym.
    Ale dlaczego przekonujesz, że chcieć nie wystarczy? Że to coś trudnego, że trzeba pokonywać swoją opieszałość w dążeniu do spełnienia? To może zrobić małą krzywdę ludziom, dla których sięganie po „chcę” nie stanowi żadnej trudności, którzy są przekonani, że chcieć to móc i nie trzeba szczególnych starań, że żeby zaprowadzić do realizacji bo jeżeli mamy do czynienia z wystarczająco silnym i pewnym siebie „chcę” to podświadomie działamy w dobrym kierunku.
    I co jeżeli teraz zacznę z mojego chcę robić projekt z narzucaniem sobie kolejnych etapów?
    Będę od siebie sztucznie wymagać, choć wcześniej działanie przychodziło mi bez wysiłku…?

    1. Zgoda, wszystko co można – należy upraszczać. Co więcej, nie należy komplikować tego co działa.

      Jestem wewnętrznie spokojny, że człowiek, który zna swoje chce i realizuje swoje chce wszystko co napisałem ogarnia na poziomie podświadomości. Taka trochę automatyzacja – jak w przypadku jazdy samochodem. Ktoś, kto dopiero się uczy, przy każdym ruszaniu zastanawia się co ma zrobić. Czy dobrze siedzę, czy dobrze widzę, czy teraz już powinienem się przygotować do ruszania. Więc teraz wciskam lewą nogą sprzęgłą, prawą ręką próbuję wrzucić właściwy bieg, lekko naciskam prawą nogą gaz, mam puścić sprzęgło i teraz żeby tylko się nie zakrztusił, żeby tylko się nie zakrztusił. Człowiek, który jeździ od jakiegoś czasu, robi to na automacie i bez specjalnego wysiłku (Potęga nawyku + Pstryk). Opisanie procesu ruszaniem samochodem w kawałeczkach raczej nie odbiera jeżdżącym umiejętności jazdy.

      Więc ktoś kto wie jak działa chce i już się na tym poznał, działa dokładnie tak jak mówisz – potrzebuje, myśli, sięga, ma. Proste? Proste. Dla niego. Dla mnie to wciąż wyzwanie.

      To do czego staram się przekonać, to właśnie o tym że to proste, tylko że nie można tego odpuszczać. Że warto dać sobie czas. Że warto tego swojego „chcę” posłuchać bo to, poza wszystkim przyjemne. Słuchanie siebie i dopieszczanie siebie jest przyjemne. Rzecz jasna z głową;-)

Podyskutujmy