Przychodzi taki moment, że żółw łapie zadyszkę. Nawet jeśli się specjalnie nigdzie nie spieszył, po prostu zabrakło tchu. Miało być łatwiej, miały zostać wyrobione nawyki, wzmocnione pozytywnym sygnałami, miała być wiosna i dłuższe dnie i wszystko to miało czemuś służyć. Przyszedł moment nieuwagi, trochę zmęczenia, odrobina nieregularności i… zawias.

Spokojnie. Bez paniki. To nie jest koniec świata. To jest zawias. To jest czas na ponowną kalibrację, poukładanie sobie tego, czego się chce i jak można do tego dojść. Zamiast marudzić ze znowu nie wyszło, potrzeba wyciągnąć wnioski i szukać miejsca dla siebie.

Równocześnie jest coś o czym nie chcę zapomnieć. Zabawa pisarsko gadająca która trwa od połowy marca dała mi pewne argumenty. Wiem, że wstawanie wcześniej jest fajne i wystarczy trochę determinacji, aby się działo. Wiem, że mogę pisać dużo i często, teraz dobrze by było jeszcze pisać mądrzej (w kontekście planowania, niekoniecznie w kontekście jakości, nie ma co się łudzić :p ).

Wpis źródłowy: Zawias